W placówkach zdrowia nie ma miejsca na agitację polityczną. Na zdjęciu przychodnia przy ulicy Bednarskiej w Warszawie.
W placówkach zdrowia nie ma miejsca na agitację polityczną. Na zdjęciu przychodnia przy ulicy Bednarskiej w Warszawie. Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

W jednej z łódzkich przychodni lekarka zbierała podpisy pod projektem ustawy antyaborcyjnej. Pacjenci poinformowali o jej działalności, a dyrekcja ukarała naganą z wpisem do akt. Dyrekcja nie zgadza się na uprawianie agitacji politycznej na terenie placówki.

REKLAMA
Lekarka zbierała podpisy przez tydzień. – W pracy należy skupić się na wykonywaniu obowiązków, a nie zbieraniu podpisów pod ustawą antyaborcyjną. To jest nieetyczne zachowanie – komentują łódzcy urzędnicy.
Pouczeni zostali wszyscy pracownicy placówki. Lekarka została także dodatkowo poinformowana, że jeśli sytuacja się powtórzy to zostanie zwolniona dyscyplinarnie. – Nie wyobrażam sobie, by przychodnia, w której są udzielane świadczenia zdrowotne, była miejscem do promowania swoich poglądów – twierdzi jeden z urzędników.
Z tą opinią zgadza się dr Maciej Adamiec, dyrektor Miejskiej Przychodni „Chojny”. Jego zdaniem placówki medyczne są powołane do tego, żeby leczyć i nie ma w nich miejsca na żadne działania poboczne.
Podpisy zbierają nie tylko zwolennicy totalnego zakazu aborcji, ale też osoby opowiadające się za wprowadzeniem prawa na wzór europejski. Niedawno pisaliśmy o tym, że projekt Ratujmy Kobiety zyskał poparcie Roberta Biedronia, prezydenta Słupska. W ostatnich dniach projekt złagodzenia prawa poparła też piosenkarka Kayah.

Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl