
Prawo i Sprawiedliwość ma bezwzględną większość, przez co opozycja nie ma szans na przeforsowanie swoich pomysłów w Sejmie. Ale to nie jest wymówka dla opozycji. Tymczasem Paweł Rabiej, jeden z najważniejszych ludzi w Nowoczesnej przekonuje, że dzisiaj nikt od nich nie oczekuje planów na rządzenie i projektów ustaw. Ale by wygrać wybory nie wystarczy usiąść i czekać.
Z kolei opozycja ma się o co martwić. O ile jeszcze Platforma mozolnie odbudowuje poparcie, o tyle liderzy Nowoczesnej mają się o co martwić. Najpierw była chwilowa euforia i dobre wykorzystanie awantury o Trybunał. Na tej fali Nowoczesna dobiła do grubo ponad 20 procent poparcia. Ryszard Petru próbował wtedy kreować rzeczywistość i nazwał się "liderem opozycji".
Ludzie muszą wiedzieć, że jest alternatywa. Nam nie chodzi tylko o to, żeby zatrzymać zło, nie chodzi o to, żeby posprzątać po PiS – po tym trzeba będzie iść dalej. Dlatego pokażemy nowe rozwiązania, bo nikt nie chce wracać do “ciepłej wody w kranie”. Powrót do tego, co było pół roku temu nie jest wyjściem, prawda? Czytaj więcej
Co na to Nowoczesna? Jeśli ostatni wywiad Pawła Rabieja, koordynatora prac programowych partii, jest oficjalnym stanowiskiem partii, to odpowiedź brzmi: "NIC". – Jerzy Hausner powiedział nam bardzo mądrze, że nikt nie oczekuje od nas „planu Petru”, ponieważ plan powinien przedstawić ktoś, kto wygrywa wybory – mówi "Kulturze Liberalnej".
Partia, której lider chce wyrwać Polskę z rąk Jarosława Kaczyńskiego, w przedterminowej kampanii wyborczej wywiesza białą flagę. Z wypowiedzi Pawła Rabieja wynika, że Nowoczesna po prostu chce usiąść i czekać, aż PiS tak bardzo się skompromituje, że wyborcy oddadzą władzę im. To może skończyć się w jeden sposób:
Tymczasem opozycja nie wykazuje nawet cząstki tematotwórczej aktywności Jarosława Kaczyńskiego, który co chwila elektryzuje opinię publiczną – a to zapowiedzią nowej konstytucji, a to wielkim planem gospodarczym, a to nową wizją polityki zagranicznej. Tak, jak robił to za IV RP. Wtedy w dwa lata wyborcy się tym zmęczyli, ale jeszcze bardziej zmęczyli się siedmioma latami, w których jedyną ideą była ciepła woda w kranie.
Tymczasem najpierw Ryszard Petru przedstawia wizję dla Polski, a później jego prawa ręka mówi, że do wyborów Nowoczesna nie zamierza przedstawiać żadnego planu. To szczególnie szokujące, że Nowoczesna chciała być merytoryczną opozycją, inną niż partie skupione na medialnych przepychankach o mało istotne sprawy.
Chociażby drobnych przedsiębiorców. Nowoczesna może stać się ich adwokatem. Tak, jak Platforma na początku istnienia. Dzisiaj w tej grupie partia Grzegorza Schetyny nie ma czego szukać, bo przez osiem lat rządów wielokrotnie podpadła właścicielom małych firm. Tę lukę może zapełnić właśnie Petru.
Tymczasem wśród priorytetów legislacyjnych Nowoczesnej Paweł Rabiej wymienia inicjatywę przeciw mowie nienawiści. To bardzo szczytne i potrzebne, ale prawie nikogo to nie obchodzi. W hierarchii problemów nawet najbardziej wrażliwych ludzi to trzeciorzędna sprawa.
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl

