Liderom PO nie chciało przejść przez gardło jedno słowo, które mogło pomóc przywrócić zaufanie do tej partii.
Liderom PO nie chciało przejść przez gardło jedno słowo, które mogło pomóc przywrócić zaufanie do tej partii. Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

Tysiące kilometrów nowych dróg i autostrad, wyremontowane szkoły i szpitale, wielkie nowe osiedla z mieszkaniami, do których dokładało się państwo, rekordowe nakłady na naukę, najniższe w historii bezrobocie i lata świętego spokoju w polityce... To zaledwie wycinek z największych dokonań 8-letnich rządów Platformy Obywatelskiej. Te i wiele innych niekwestionowanych sukcesów coraz mocniej przykrywa jednak jedno zaniechanie. Jeśli w PO będą w nim trwać, nigdy nie odzyskają zaufania Polaków.

REKLAMA

Miliony zawiedzionych odchodzą Od ostatnich wyborów parlamentarnych notowania Platformy Obywatelskiej jeśli nie lecą już na łeb na szyję, to utrzymują się na poziomie, który nie daje powodów do zadowolenia. Gdy jesienią 2015 roku partia, która rządziła Polską przez 8 lat z rzędu, przegrywała wybory z nieco ponad 24-proc. poparciem, wydawało się, że gorzej być już nie powinno.

To dominujące wtedy wśród działaczy PO przekonanie boleśnie zweryfikowała rzeczywistość. Ryszard Petru i jego maleńka .Nowoczesna zaskakująco szybko wybili się w mediach na pozycje liderów opozycji. Jakby spod ziemi wyrósł też Komitet Obrony Demokracji, który dla wielu Polaków stał się lepszą od Platformy alternatywą wobec autorytarnych działań Prawa i Sprawiedliwości.

Pół roku po wyborczej porażce, która miała być osiągnięciem dna, partia kierowana przez Grzegorza Schetynę zaczęła w to dno coraz silniej pukać od spodu. Sondaże z przełomu kwietnia i maja wskazywały, że PO coraz bliższa jest spadku poniżej granicy 10 proc.. A historia polskiej polityki pokazuje przecież, że od tego momentu lot w kierunku progu wyborczego jest kwestią czasu.

Teraz zrobiło się nieco spokojniej. Najnowsze badania pokazują, że Platforma ustabilizowała poparcie na poziomie średnio 15 proc., a Petru i spółka stracili efekt świeżości i przestali być już tak silną konkurencją. Ale cóż to wszystko przy stale wzrastającym poparciu dla PiS? Gdy partia Jarosława Kaczyńskiego cieszy się momentami nawet 40-proc. poparciem, można przypuszczać, że przekonuje się do niej nawet wielu z tych, którzy dotąd dawali zwycięstwa PO.

Było tak źle?! I jak to wszystko możliwe? Jakim cudem Platforma nie może już konkurować z PiS jak równy z równym, skoro za nami 8 lat, w czasie których zmieniła Polskę na lepsze jak nikt wcześniej? Twarde dane z bilansu tamtych czasów przecież nie kłamią. Za rządów PO oddano do użytku 897 km autostrad, 1180 km dróg ekspresowych, a kolejne setki kilometrów wyremontowano. I wreszcie sarkastyczne komentarze o "polskich drogach" przestały być aktualne.

W oczach wyborców PO powinien bronić też fakt, że przez 8 lat jej rządów z budżetu państwa dofinansowano budowę ponad 10 tys. lokali socjalnych. Tysiące młodych Polaków na wyprowadzkę "na swoje" dostało również szansę dzięki funduszom z programów "Mieszkanie dla młodych" i "Rodzina na swoim". To dzięki nim powstawały i zaludniały się te wszystkie nowe osiedla, które widzimy nie tylko w wielkich aglomeracjach, ale i na prowincji.

W latach 2007-2015 stworzono też kilka tysięcy nowych żłobków i przedszkoli, powstawały nowoczesne szkoły, a większość istniejących przeszła gruntowne remonty. Pensje nauczycieli w tamtych czasach wzrosły średnio aż o 1,5 tys. zł! Dobrze zaczęło dziać się też na całym rynku pracy. Gdy w 2007 roku PiS oddawał władzę PO, stopa bezrobocia wynosiła 10 proc. Pod koniec rządów Platformy bez pracy było jedynie 7,9 proc. Polaków, a lepsze tempo walki z bezrobociem mieli tylko Niemcy.

Ten miód na uszy polityków PO można by tak lać godzinami. Po czym wielu z obecnie rządzących partią podsumowałoby to wszystko zdziwieniem na "niewdzięczność" Polaków. To, jak Polska namacalnie zmieniała się na lepsze, powinno przecież przemawiać do wyborców znacznie bardziej niż dość nudnawe, podsłuchane przez kelnerów, menu członków rządu, czy wulgaryzmy rzucane przez nich w nielegalnie nagranych rozmowach ze znajomymi.

Bilans zysków z czasów Platformy powinien też skłonić do zapomnienia o aferze hazardowej, czy zegarkowej, z bohaterami których PO dawno się przecież rozstała. To, że kraj się rozwijał, była praca, a płaca może powoli, ale wzrastała, powinno być dla Polaków ważniejsze niż likwidacja OFE, na których środki były wirtualne i nie można było z nich swobodnie korzystać. Tak samo jest z reformą emerytalną, która do czasu przejścia na emeryturę absolutnej większości Polaków zostanie przecież jeszcze dziesiątki razy zmieniona przez kolejne rządy.

Jedno słowo... Dlaczego więc spora część obywateli powiedziała PO stanowcze "nie" w wyborach, a jeszcze więcej zraziło się do tej partii, gdy przeszła ona do opozycji? Władzom Platformy wciąż trudno chyba w to uwierzyć, ale gwoździem do trumny ich partii jest prawdopodobnie jedno słowo, które jak dotąd nie padło z ich ust. To "przepraszam".

– Powinniśmy oficjalnie przeprosić dawno temu. Za wiele grzechów, w które popadliśmy zaczadzeni sukcesami. Od niespełnienia wielu obietnic, które padały przed 2007 rokiem, po to, co ludzie już w kampanii Komorowskiego nazwali butą. Za te ch...owe kampanie wyborcze też się ludziom przeprosiny należą. Dawno temu trzeba to było jakoś medialnie zrobić i pokazać, że powrót PO ma sens, bo ona wie, co się stało – mówi w rozmowie z naTemat przedstawiciel najmłodszego pokolenia posłów Platformy.

Taką opinie to w partii nie rzadkość. Grupa tych, którzy wiedzą, że odpowiednio wypowiedziane publicznie słowo "przepraszam" może być kluczem do poprawy notowań, od dawna jest w PO wielu. Odważnego do tego, by to uczynić, jednak brakuje. Rozmowy na ten temat zawsze pozostają "off the record".

Dlaczego? Bo na takie przeprosiny ochoty nie mają kluczowe postacie zarówno we frakcji wiernej Donaldowi Tuskowi, jak i rządzący dziś w partii schetynowcy. – Jeszcze w kampanii zbytnie kajanie się stanowczo odradzał "Misiek", a teraz nie ma na to szans, bo takie słowa, jak "przepraszam" nie mieszczą się w słowniku Schetyny – słyszymy.