
"Milik mógł być katem Niemców", "Jest świetnie, ale ten Milik..." - to tylko dwa tytuły analitycznych tekstów o wczorajszym meczu. Media piszą, że piłkarz nie wykorzystał świetnych okazji, a na drugie powinien mieć "Rozczarowanie". Kibice idą o krok dalej. Złość wyrażają atakując Milika w mediach społecznościowych.
REKLAMA
Fanpage sportowca puchnie od nienawistnych komentarzy. Na każdy jeden pozytywny spokojnie przypada dziesięć złośliwych. Błędy Milika w najważniejszym dla Polski meczu wydają się niewybaczalne i hańbiące. Kilka dni temu był idolem, dziś jest nikim. Zagrywał niecelnie, wybierał złe rozwiązania. Po prostu się nie popisał, czyli zasłużył na hejty.
Wpisów przybywa - autorem każdego jest psuedo-ekspert od piłki nożnej. Kolejne komentarze są jak mini lekcje gry. Wniosek? Arkadiusz Milik powinien wziąć je pod uwagę, jeśli nie chce być pośmiewiskiem. Prawdziwi kibice, piszący pod własnym imieniem i nazwiskiem, pewnie oczekują jeszcze podziękowań. Agresja jest przecież formą okazania szacunku. Szkoda, że atakujący Milika zapomnieli o jego zwycięskiej bramce w meczu z Irlandią.
