Zmęczenie kierowcy to jedna z najczęstszych przyczyn wypadków autokarów. Latem jest ich najwięcej, bo w wakacje kierowcy mają najmniej czasu na odpoczynek.
Zmęczenie kierowcy to jedna z najczęstszych przyczyn wypadków autokarów. Latem jest ich najwięcej, bo w wakacje kierowcy mają najmniej czasu na odpoczynek. Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta

Są wiecznie zmęczeni. Często puszczają im nerwy od nerwowej walki o każdą minutę i o to, by się nie spóźnić do pracy na drugim etacie. Oto, jak wygląda rzeczywistość wielu polskich kierowców autokarów. – Można jeździć uczciwie i zarabiać przeciętnie, albo wypruwać żyły i ryzykować, by zgarniać naprawdę przyzwoite kwoty – mówią w rozmowie z naTemat. I otwarcie przyznają, że w wakacje czasu na sen mają naprawdę niewiele.

REKLAMA
Sezon na niewyspanie
Na rynku posiadaczy prawa jazdy kategorii D właśnie rozpoczyna się najgorętszy sezon. Dzieci wyjeżdżają na kolonie, dorośli na wycieczki, więcej jest kursów autobusów rejsowych i autokarowych czarterów. Praca wre, a rąk do pracy brakuje. Dlatego wsiadając do autokaru w wakacyjną podroż lub pakując do niego dzieci powinniśmy z całych sił modlić się, by okazało się, że nasz kierowca zdążył się wyspać przed podróżą.
Bo choć przepisy od lat są coraz bardziej rygorystyczne, a funkcjonariusze Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego dwoją się i troją, by wyłapywać nieprawidłowości, praca na dwa etaty - choćby sezonowa - jest codziennością sporej części polskich kierowców zawodowych.
logo
Fot. Marta Gołębiowska-Szuchta / Agencja Gazeta
Do niedawna było tak z 35-letnim Marcinem z Gdańska, który pracę w małej firmie transportowej dość udanie łączył drugim etatem u dużego, ogólnopolskiego przewoźnika. Do czasu...
– Obudziło mnie przeraźliwe trąbienie i długie światła jadącej na mnie ciężarówki. Cudem odbiłem tak, by nie stracić kontroli i do dziś nie wiem, jak wyhamowałem. Kolejnym cudem było, że wszyscy pasażerowie chyba spali i nikt nie zauważył, co zrobiłem. Na najbliższej stacji zjechałem, poszedłem do toalety i się tam po prostu rozpłakałem – wspomina ostatni kurs wykonany między Gdańskiem a Warszawą po wcześniejszych kilkunastu godzinach w trasie Berlin-Gdańsk.
Ryzyko się opłaca
O takich kierowcach autokarów niektórzy w branży mówią "rzeźnicy". I nie chodzi bynajmniej o to, że do ostatnich sił potrafią katować samych siebie. Mowa raczej o tym, że wystarczy ułamek sekundy, by doprowadzili do maskary na drodze. Ciągnięcie pracy "na dwa etaty" to jednak dla większości osób z branży temat tabu.
Wszyscy, albo prawie wszyscy mają bowiem na sumieniu choć jeden taki kurs. Bo dzięki temu zarobki chłopaka po samochodowej zawodówce potrafią szybować w kierunku stawek z sektora bankowego. Ryzyko opłaca się też przewoźnikom, bo choć posiadaczy kategorii D sukcesywnie przybywa, to po każdej inwestycji w nowy pojazd lub połączenie pojawiają się wakaty.
Jak to możliwe, skoro w pojazdach zamontowane są tachografy, a drogówka i GITD skrupulatnie kontrolują autokary? - Na starsze tachografy tarczowe są magnesy, na sprzęt cyfrowy najlepiej działa ponoć sprytne przekalibrowanie. Są i tacy, którzy na drugi etat pożyczają kartę kierowcy od kogoś, kto ma uprawnienia, ale w rzeczywistości już nie jeździ. Coś mu trzeba odpalić, a w razie kontroli można mieć spore kłopoty, ale niektórym to wszystko i tak się opłaca - tłumaczy Marcin.
logo
Między innymi głośny i tragiczny w skutkach wypadek w Jadownikach, do którego doszło w 2013 roku, był spowodowany zaśnięciem kierowcy autokaru. Fot. YouTube.com/Kamil Madera
On sam nie musiał tak kombinować. W głównej pracy wykonywał bowiem przewozy mały busem. Głównie na trasach z lotniska do centrum, przy obsłudze imprez, albo na relatywnie krótkich trasach międzymiastowych. Zdarzały się jednak i męczące trasy międzynarodowe. W tym pojeździe nie trzeba było jednak montować tachografu, więc po godzinach za kółkiem busa nie pozostawał w zasadzie żaden ślad. Nieco później bez problemu Marcin mógł więc siadać za kierownicą kilkutonowego kolosa i ruszać w trasę.
Oszukują tylko czas?
– Jak się pojawiła opcja jeżdżenia na długich trasach, to specjalnie przesiadłem się z autobusu na "pogota" – mówi o swojej pracy na dwa etaty 42-letni Łukasz. Do niedawna kierowca komunikacji miejskiej w dużym mieście na południu Polski. Choć to nie awans, dziś pracuje tam jednak w roli kierowcy wozu technicznego. Dlaczego? – Bo nie ma tacho – odpowiada wprost. To gwarantuje mu "relatywnie uczciwe" łączenie tego pełnego etatu z kursami autokarowymi, które trafiają się co najmniej kilkanaście razy w miesiącu.
– Wobec prawa i pracodawców jestem czysty. Czy to uczciwe wobec pasażerów? Nie, ale gdybym poczuł większe zmęczenie, to na pewno bym zjechał i odpuścił. Nigdy nie będę jechał na siłę. Na razie jestem w kwiecie wieku i to wytrzymuję. No i za parę lat mam zamiar odpuścić. Tylko korzystam, póki jest dobra passa. Spłacę kredyt na mieszkanie i zostaję tylko na autokarach – tłumaczy.
Co uważa za największą nieuczciwość wobec ludzi, których przewozi? – Za kółkiem "pogota" dużo się teraz nie nakręcę. Jest więcej pracy w warsztacie i wypełniania papierków, bo awarii nie ma co chwila. No, ale te 8 godzin w pracy się jest. A czasem jest tak, że trzeba prosto z roboty jechać w trasę. Potem wrócić i powtórka. Staram się pracować głównie w weekendy, ale nie zawsze można. A odmówić szkoda, bo chodzi o pieniądze – stwierdza.
logo
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Nikt się nawet nie dowie...Gdy kierowcy łamią obowiązujące normy czasu pracy w najbardziej jaskrawy sposób, czyli oszukują tachometry i podrabiają lub pożyczają karty kierowcy, drogówka i GITD mają jeszcze szansę ich wyłapać. Co roku, szczególnie w szczytach sezonu letniego i zimowego, kontrolowanych jest kilkanaście tysięcy autokarów. Gdy jednak w pogoni za pieniędzmi, które daje posiadanie prawa jazdy na autobus, sprytniej łączy się dwa etaty, funkcjonariusze nie mają szans się o tym dowiedzieć i temu przeciwdziałać.
Co roku w Polsce dochodzi do kilkuset wypadków z udziałem autobusów. W ostatnich latach zdarzeń z udziałem tego typu pojazdu, w których byli ranni i zabici bywa grubo ponad 300 rocznie. Co zawsze przekłada się na co najmniej kilkadziesiąt zabitych pasażerów i setki rannych, którzy później często zostają na całe życie niepełnosprawni.
Ilu z nich zginęło lub ucierpiało przez zmęczenie kierowcy? W oficjalnych statystykach brak takiej rubryki. Bo jeśli kierowcy sami nie giną, udaje im się znaleźć setki alternatywnych wytłumaczeń na to, że coś na drodze poszło nie tak...

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl