
Samotni wyborcy Donalda Trumpa nie muszą już obawiać się, że podczas randki trafią na wyborców Hillary Clinton. W tym serwisie umawiają się tylko zagorzali republikanie.
Nie Badoo, nie Tinder a "TrumpSingles" przywróci, zgodnie ze sloganem Donalda Trumpa wielkość randkom. Jeżeli polityka przeniknęła już do waszego życia miłosnego ten pomysł powinien wam się spodobać.
W końcu co może być lepszym pomysłem na rozpoczęcie znajomości niż pytanie "na kogo głosowałaś/eś?". Będąc użytkownikiem tej strony to niepotrzebne. Rejestracja tam daje wam gwarancje, że każda potencjalna miłość oczekuje dokładnie tej samej wielkiej Ameryki co ty.
Pozwólmy polityce pójść jeszcze dalej. Co powiecie na romantyczną kolację przy winie, świecach i fragmentach ulubionych przemówień Trumpa, cicho sączących się z głośników? Finał idealnej politycznej randki nie może być inny, niż upojna noc, spędzona obok plakatu potencjalnego prezydenta, z satysfakcją wpatrującego się ze ściany na kochanków, których połączył portal randkowy z jego nazwiskiem.
Czy podobny serwis przyjąłby się w Polsce? Biorąc pod uwagę jak skłóconym i podzielonym społeczeństwem potrafimy być, nie byłoby dziwne, gdyby niedługo randki standardowo zaczynały się od wymiany zdjęć kart do głosowania.
Jak myślicie, czy portal randkowy dla wyborców PiS lub sympatyków KOD miałby sens?
