W pół roku rząd Szydło zadłużył kraj o 47 miliardów złotych. Pierwszy rachunek za 500+

Program miał być sprytnie sfinansowany z pieniędzy banków i marketów. Gdy pojawiły się trudności, PiS wybrał pożyczkę chwilówkę.
Program miał być sprytnie sfinansowany z pieniędzy banków i marketów. Gdy pojawiły się trudności, PiS wybrał pożyczkę chwilówkę. fot. Sławomir Kowalski / Agencja Gazeta
– Na razie bal trwa, obyśmy się nie obudzili z wielkim kacem i rachunkiem do zapłacenia - tak niedawno profesor Witold Orłowski członek Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie komentował program 500 plus i inne kosztowne, a miłe wyborcom przedsięwzięcia rządu.

Właśnie zadzwonił pierwszy budzik. Ministerstwo Finansów podało, że od początku roku zadłużenie Skarbu Państwa wzrosło o 47 miliardów złotych i wynosi teraz 881 mld złotych. Jak podano w komunikacie, wzrost długu był głównie wynikiem „wzrostu stanu środków na rachunkach budżetowych (+29,5 mld zł) związanego z gromadzeniem środków na finansowanie potrzeb pożyczkowych”. Zaś 11 mld wynika z finansowania deficytu budżetowego. 9,3 mld długu zawdzięczamy niekorzystnym różnicom kursowym - osłabieniu złotego wobec euro.

Podsumowując, zaczynają spływać pierwsze rachunki za wypłaty z programu 500+, ponieważ aby zabezpieczyć wypłaty dla rodziców księgowi z ministerstwa finansów musieli już zgromadzić gotówkę oraz dodatkowo pożyczyć pieniądze od inwestorów finansowych. Także tych zagranicznych, dlatego dług rośnie również w walutach obcych.

Tym samym rząd Beaty Szydło pobił niechlubny rekord rządu Ewy Kopacz sprzed roku. Przez pierwsze sześć miesięcy 2015 roku udało mu się zwiększyć zadłużenie o 37 mld. Prawicowe media w tym portal wGospodarce.pl, miały używanie przekonując, że Kopacz jest lepsza od Edwarda Gierka.
Komentarz Ministerstwa Finansów

Sytuacja budżetu państwa jest dobra. Pierwszy i istotniejszy ilościowo z tych czynników oznacza zwiększenie płynnych środków w dyspozycji Ministra Finansów, stanowiących zabezpieczenie realizacji budżetu w kolejnych miesiącach, ale też zmniejszenie zależności od kaprysów rynków finansowych. Taka polityka emisyjna pozwala ze spokojem patrzeć na rozwój wypadków na rynkach finansowych, związanych chociażby z referendum w Wielkiej Brytanii, spodziewanym zaostrzeniem polityki pieniężnej w USA czy spowolnieniem gospodarczym w Chinach. Jednocześnie większy przyrost długu w pierwszych miesiącach roku umożliwia zmniejszenie emisji w dalszej jego części. Koszty obsługi długu są niższe jeśli pożycza się wtedy, kiedy popyt na obligacje jest wysoki, a nie wtedy, kiedy w budżecie zaczyna brakować płynnych środków.

Złe wiadomości to nie tylko tempo zadłużania. Przypomnijmy tylko, że po własnych „poprawkach” w budżecie państwa na 2016 rok rząd PiS planuje rekordowy deficyt w finansach państwa. Na koniec tego roku sięgnie on 54,6 miliardów zł, ale "Polacy nic się nie stało", bo pieniądze pożyczymy. Tak dobrze nie gospodarowali nawet Tusk z Rostowskim - w 2015 roku deficyt wyniósł 42 mld, rok wcześniej było to 29 mld, a za 2013 rok ponad 40,2 mld.


Ekonomiści, w tym i prof. Orłowski, twierdzą, że pro-socjalne propozycje rządu to kupowanie głosów wyborców. – To nieliczenie się konsekwencjami, bo ważniejsze jest zdobycie dodatkowego miliona ( głosów - red) , a konsekwencjami ktoś będzie się martwił za 5 lat – komentował Orłowski. Według niego bal trwa, ale kiedyś się skończy.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...