Kibice wróżyli mu upadek i narzekali, że pojechał na Euro 2016 "za zasługi". Dziś Błaszczykowski ośmieszył krytyków

Jakub Błaszczykowski wyrasta na bohatera reprezentacji Polski na Euro 2016. Bramką w meczu z Ukrainą ostatecznie zamknął usta licznym krytykom jego obecności w kadrze Adama Nawałki.
Jakub Błaszczykowski wyrasta na bohatera reprezentacji Polski na Euro 2016. Bramką w meczu z Ukrainą ostatecznie zamknął usta licznym krytykom jego obecności w kadrze Adama Nawałki. Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Gdy Adam Nawałka tworzył kadrę na Euro 2016, a następnie zaprezentował pierwsze podstawowe jedenastki na mecze fazy grupowej, obecność w nich Jakuba Błaszczykowskiego wśród wielu komentatorów i kibiców budziła spore kontrowersje. Narzekano, że Kuba rzadko gra w klubie i ostatnimi czasy więcej czasu spędził lecząc kontuzje niż na boisku. Twierdzono, że nie ma ani dawnej formy, ani tego "ciągu na bramkę", który dał mu sławę. W 54. minucie meczu z Ukrainą Błaszczykowski zamknął usta wszystkim krytykom.



"Pojechał za zasługi..."
A już wydawało się, że Adam Nawałka dał się przekonać sceptykom. Choć Kuba Błaszczykowski nie jest nominalnym napastnikiem, przez lata przyzwyczaił kibiców do zdobywania bramek. Liczono więc, że "wykorzysta szansę", którą otrzymał od selekcjonera i strzeli coś reprezentantom Irlandii Północnej lub Niemcom. Błaszczykowski w obu pierwszych meczach fazy grupowej gryzł murawę, ale bramek nie zdobył. Tym, którzy narzekali na jego obecność w pierwszym składzie dał więc tylko dodatkowe argumenty. Jakże musieli się oni cieszyć, gdy w składzie na Ukrainę "wreszcie" Kuby zabrakło.


W pierwszej połowie meczu Ukraina - Polska jedenastka bez niego nie przypominała jednak w niczym drużyny, którą poznaliśmy w pierwszych spotkaniach. Czego brakowało? Może szczęścia. Może dokładności Roberta Lewandowskiego i Arkadiusza Milika, którzy bramki mogli zdobyć stosunkowo łatwo już w pierwszych minutach meczu. Może przeciwnika mniej zdeterminowanego niż walczący o bramkę honorową na Euro 2016 Ukraińców. A może Jakub Błaszczykowskiego...?
Zdaje się, że Adam Nawałka przyjął to ostatnie założenie. I od początku drugiej połowy znowu postawił na Błaszczykowskiego. A temu wystarczyło zaledwie 9 minut, by wreszcie pozamykać usta wszystkim krytykom. To on okazał się jedynym Polakiem zdolnym do pokonania Ukraińców. Zdobył bramkę, która dała nie tylko zwycięstwo w meczu, ale i przypieczętowała historyczny awans Polaków z fazy grupowej Mistrzostw Europy. I okazał się tym ogniwem, którego brakowało, by drużyna narodowa walczyła na pełnych obrotach.

Kolejna życiowa bitwa
Kolejny raz Kuba Błaszczykowski wygrał też z przeciwnościami losu. W tym jest chyba nawet lepszy niż w futbolu. Niby historię jego życia wszyscy dobrze znają, ale warto przypomnieć ją dziś jeszcze raz. Gdy miał zaledwie 11 lat, na jego oczach zdarzyła się nieprawdopodobna tragedia. W rodzinnym domu w Truskolasach pod Częstochową, jego ojciec zadźgał nożem matkę. W jednej chwili stracił dwoje rodziców. Mamy nie udało się uratować, ojciec kilkanaście lat spędził w więzieniu. - Nie jest łatwą sprawą stracić nagle oboje rodziców, kiedy się ma 11 lat. Dopiero po roku dotarło do mnie, co naprawdę się stało - powiedział w jednym z wywiadów, których udzielał już jako gwiazda reprezentacji.
Wydawało się, że nic już nie może mu już tej pozycji zabrać. Był na szczycie w Borussi Dortmund, a na organizowany w Polsce i na Ukrainie Euro 2012 występował w roli kapitana reprezentacji. Cztery lata, które minęły od tamtego czasu, u Błaszczykowskiego wyglądały jednak tak, że wielu straciłoby już wiarę w siebie. Przede wszystkim był to ciąg kolejnych kontuzji i przedłużających się absencji. Do tego po Euro 2012 podpadł w PZPN, bo otwarcie skrytykował sposób, w jaki traktowano polskich zawodników.


Nie grał w Borussi, nie grał w reprezentacji, a jego wartość na piłkarskim rynku spadała. W końcu na dwa lata wypadł z kadry, a szefostwo z Dortmundu wypożyczyło go do włoskiej Fiorentiny, gdzie też sporo czasu spędza na ławce rezerwowych. Adam Nawałka dał mu szansę w reprezentacji dopiero po dwuletniej przerwie. Zdaniem wielu, tylko "za zasługi" 30-latek poleciał na Euro 2016. Kto dziś odważy się to głośno powtórzyć...?

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
WYWIAD 0 0Aktor, któremu na bank się udało. Lech Dyblik o tym, jak odbić się od dna i... ganiać Johna Malkovicha
0 0Smutni 30- i 40-letni. Wyniki światowych badań dają do myślenia
POLECAMY 0 0"Cały dom robi we wiadra". Sławojki i wychodki w środku polskiego miasta