KOD się kończy? Mnożą się podziały, konflikty i frakcje w Komitecie Obrony Demokracji

Mateusz Kijowski wydaje się spokojny o przyszłość KOD. Co będzie dalej z ruchem i jak, zastanawiają się inni.
Mateusz Kijowski wydaje się spokojny o przyszłość KOD. Co będzie dalej z ruchem i jak, zastanawiają się inni. Fot. Tomasz Rytych / Agencja Gazeta
Przez siedem miesięcy ruch Mateusza Kijowskiego przeszedł ewolucję. Zaczął jako inicjatywa obywateli, ale trudno już tylko tak go definiować. Ciekawe, jaką drogę wybiorą KOD-owcy, mając dziś za sobą armię zwolenników. Przeciwnicy, w tym dawni aktywiści, czekają tylko na potknięcie.


W programie "Czarno na białym" TVN24 zapytano dokąd zmierza Komitet Obrony Demokracji. Scenariuszy jest kilka. Po pierwsze, pospolite ruszenie przeistacza się w coś, od czego jeszcze w styczniu odżegnywał się jego lider. Politycznie KOD stał się bytem, do którego lgnie opozycja. Najpierw na ulice z Kijowskim wychodzili "zwykli" ludzie, teraz w pierwszym szeregu idą byli prezydenci.


– Mam wrażenie, ze KOD się kończy. Dla nas jest to osobista tragedia – mówi jedna z działaczek. Przed Kancelarią Premier od ponad 100 dni koczuje grupa aktywistów. Wielka, ale przechodząc między namiotami, reporter TVN24 dowiaduje się, że jest tak naprawdę podzielona. KOD nie równa się wyłącznie Komitetowi Obrony Demokracji, istnieje też np. Koalicja.


Wśród starych-nowych KOD-owców o swoje walczą radykałowie. – Oni twierdzą, że nie są przeciwko PiS-owi – mówi ich przedstawicielka. Oni brzmią jak obcy. Anna Grzybowska, działaczka z Warmii i Mazur, tak właśnie postrzega stojących na czele KOD. Zaczynała razem z nimi, ale już nie wierzy w ich postulaty. Telewizji pokazuje flagę zapisaną dziesiątkami nazwisk. – Połowy już nie ma – mówi, wyraźnie smutna.


Kijowski w rozmowie z TVN24 smutny nie jest. Uśmiecha się, kiedy wyjaśnia, o co aktualnie chodzi w inicjatywie pod tytułem KOD. Podkreśla, że wbrew temu, co mówi np. Jacek Żakowski, ruch nie zmierza do radykalizacji. Przypomnijmy, dziennikarz i sympatyk komitetu, porównał go do Hamasu. Ale Kijowski nie chce, by KOD był jego polską wersją, bo oznaczałoby to, że "będzie trzeba kogoś zabić, aż wreszcie popełnić samobójstwo".

– Ugrzązł w mariażu – uważają dawni poplecznicy gwiazdy ruchu. Bo z KOD-em nie idą już "nasi ludzie", oceniają. Podłączyli się politycy, którzy chcą obalić PiS, a przynajmniej pokazać, że nie może łamać prawa. Ale przywódca wychodząc z inicjatywą zmian w ustawie o TK stanął trochę po "złej" stronie. On się broni przekonując, że inaczej nie dałoby się tej kwestii nagłośnić. – To etap naiwności politycznej – uważa Żakowski. Kijowski chyba świadomie zaznacza: PiS używa naszego projektu jako listka figowego.

O konfliktach wewnątrz KOD mówi, że są elementem demokracji. Porównuje KOD do "Solidarności". – Byli Gwiazda, Wałęsa, Walentynowicz. Wszyscy mieli zasługi – przypomina. I konflikty też. Konflikty nie martwią Michała Korczaka, który organizował pierwsze protesty we Wrocławiu. – Boję się, że KOD nie uwierzy w swoją siłę – mówi.

źródło: "Czarno na białym", TVN24