Próbując podkupić działaczy, Jarosław Kaczyński wchodzi z PO w cwaną grę.
Próbując podkupić działaczy, Jarosław Kaczyński wchodzi z PO w cwaną grę. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Jaki jest sens istnienia Prawa i Sprawiedliwości? Do niedawna można było przyjmować zakłady, że to zwalczanie Platformy Obywatelskiej. – Ci ludzie powinni odejść z polskiej polityki – grzmiał jeszcze w styczniu sam prezes Kaczyński. No, ale wiadomo też, że w telewizji mówi się jedno, a w rzeczywistości robi drugie...

REKLAMA
W głębokim błędzie jest ten, kto myśli, że politycy w codziennej pracy są dla siebie takimi wrogami, na jakich wyglądają w mediach. Wzajemną nienawiścią do siebie pała zaledwie garstka z nich. Większość całkiem normalnie pracuje z kolegami z przeciwnego obozu. Tak jest nie tylko w Sejmie, ale i w regionach, gdzie sprawy samorządowe wymagają często porozumień ponad podziałami i egzotycznych koalicji.
A to się "zabrali za Platformę"...
Grupę pomorskich działaczy Platformy Obywatelskiej nie zaskoczyło więc zbyt mocno, gdy w połowie czerwca na spotkanie zaprosił ich kolega z regionalnych struktur Prawa i Sprawiedliwości. Rozmowa przy kawie i koniaku w jednej z sopockich knajpek nie dziwiła nikogo do momentu, gdy z bieżących spraw samorządowych i plotek z sejmowych kuluarów temat nie zszedł na konkretną propozycję. "Po chu... siedzicie na tym Titanicu. U nas zrobi się dla was miejsce" – usłyszeli.
– W kontekście rozpadu Platformy mówi się tylko o transferach do Petru, a w zasadzie od początku było wiadomo, że jest grupa, która chętniej widziałaby się wokół Gowina i spółki. To jednak miało stać się w Sejmie, a Kaczyński ponoć oczekiwałby w takiej sytuacji oddania mu wielkich hołdów. Tak więc propozycja wysunięta z ich strony dla nas, w sumie III ligi, mnie zszokowała – mówi w rozmowie z naTemat jeden z działaczy PO, którzy brali udział w spotkaniu.
Inny natychmiast po rozstaniu z przedstawicielem partii rządzącej postanowił obdzwonić przyjaciół z innych regionów. – Nie chciałem pytać wprost, czy ktoś miał podobne propozycje, bo jeszcze by zaczęli podejrzewać, że ja sam coś knuję. Żółci w partii teraz nie brakuje. Ale owijając w bawełnę dowiedziałem się, że podobny PiS-owski prozelityzm ma miejsce w także Opolu, Lublinie i Białymstoku – zdradza.
"Nie ma co palić mostów..."
Fakt, iż PiS szuka świeżej krwi wśród ludzi, których Jarosław Kaczyński nazywa "gorszym sortem", "zdrajcami" i porównuje do ZOMO, nasi rozmówcy zdecydowali się ujawnić, a za propozycje uprzejmie podziękowali. Wolą jednak zachować anonimowość, bo szczerze przyznają, że "nie wiadomo, jak się będzie działo". – Tu w terenie w polityce działa się obok normalnej pracy, czy robienia biznesu. Kto wie, czy za cenę utrzymania tej pracy i szansy na biznesy człowiek nie będzie musiał podejmować trudnych decyzji. Nie ma co palić mostów... – słyszę.
logo
Specyficzne przywództwo Grzegorza Schetyny może być dla wielu działaczy PO impulsem motywującym do przyjęcia barw PiS... Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Po co w ogóle politycy PiS mosty na stronę PO chcą budować? Istnieje kilka co najmniej kilka ważnych dla partii rządzącej powodów. Przede wszystkim, przeciągając na swoją stronę część działaczy Platformy Jarosław Kaczyński osiągnie wielki sukces propagandowy. To, skąd pochodzą nowe kadry, wyborcy PiS mu wybaczą, bo wybaczają wszystko. Przed resztą społeczeństwa pokaże natomiast, że wbrew "medialnym kłamstwom" jest otwarty na dialog z każdym. I to, że kto jest rozsądny, ten jest po stronie "dobrej zmiany".
Cenna zdobycz
Dla Prezesa zapewne nie bez znaczenia jest fakt, iż zaczerpnięcie kadr z PO wydatnie pomoże w nadaniu PiS statusu monopolisty na polskiej scenie politycznej. Jego ugrupowanie od dawna może pochwalić się największą liczbą członków, a przy rozbitej PO i mającej maleńkie struktury Nowoczesnej będzie już prawdziwym hegemonem. To też przekłada się na słupki z procentami, bo to działacze w terenie wykonują często najlepszą robotę na rzecz zwiększenia poparcia.
W ten sposób Jarosław Kaczyński i spółka ośmieszą nie tylko Grzegorza Schetynę, ale i Donalda Tuska, którego dorobek może już całkowicie lec w gruzach. Być może partii rządzącej chodzi jednak o jeszcze bardziej wymierne korzyści.
Dlaczego od posłów chętnych na transfer "wymagają hołdów", a z partyjnymi dołami sami flirtują? Bo to w regionach jest najwięcej wiedzy o poprzednikach, w tym o ich ciemnych sprawkach. A zarazem to na partyjnych dołach najwięcej jest osób zawiedzionych. Brakiem parlamentarnej kariery lub synekur. To zatem cenne i łatwe do "odblokowania" źródła informacji, które mogą przydać się w walce o utrzymanie władzy.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl