Fot. pexels.com / CC0

Doroślejąc bezpowrotnie tracimy umiejętność cieszenia się małymi rzeczami. Słowa, które kiedyś sprawiały, że przedramienia pokrywały się gęsią skórką, a oczy robiły wielkie jak spodki, dzisiaj powodują co najwyżej wzruszenie ramion. Przykład? Proszę bardzo: „wycieczka autokarowa”.

REKLAMA

Poza tym, że takim określeniem posługują się już pewnie tylko nauczycielki w wieku przedemerytalnym, to proponując weekendowy wypad w takie formie trudno wzbudzić entuzjazm. Co innego “tani lot”. Jeśli dodamy, że znaleźliśmy taki, na przykład do Paryża, to momentalnie skrzyknie się ekipa chętnych. I choćby “tani”, po doliczeniu wszystkich opłat paliwowo-lotniskowych, zrobił się “średnio kosztowny”, a “Paryż” po wydrukowaniu biletu zamienił w oddalone o 100 kilometrów Beauvais, to i tak wszyscy uczestnicy wycieczki będą poklepywać się po plecach i gratulować sobie szóstego podróżniczego zmysłu.

Pamiętasz takie autokary? To zapomnij. Dzisiejsze busy znacznie się od nich różnią
Pamiętasz takie autokary? To zapomnij. Dzisiejsze busy znacznie się od nich różnią Fot. 123rf / Oliver Huitson

A może zamiast telepać się na “tanie” lotniska, a potem wysiadywać godziny przed startem na plastikowych krzesełkach w hali odlotów, wsiąść właśnie do autobusu? W żadnym razie nie byle jakiego. Jeśli nie jesteście częstymi pasażerami wszelkiej maści “busów” możecie przeżyć lekki szok. Tak, tak, przybyszu z krainy autosanów, witamy w roku 2016, gdzie nie tylko toalety na pokładzie, ale i tablety w zagłówkach nikogo już nie dziwią, tak samo jak klimatyzacja i wi-fi (choć tu, bądźmy szczerzy, sprawy mają się różnie).

Nie mniej jednak, weekendową wyprawę tanim busem można napakować atrakcjami i z powodzeniem zaplanować tak, że entuzjaści “skrzydeł” spadną z wrażenia na ziemię. Jak wynika bowiem z Raportu Witalności zrealizowanego na zlecenie Nałęczowianki, chcemy, aby planowane przez nas aktywności nie były nudne i konwencjonalne, a do takich proponowane poniżej wyprawy na pewno nie należą. Podpowiadamy więc gdzie jechać, żeby zmieścić się w piątkowo-sobotnio-niedzielnym limicie czasowym, co zrobić z nogami w czasie podróży i jakie miejsce najlepiej zająć, żeby w nocy wyspać się na trasie. Do odważnych świat należy - wskakujcie!

Bratysława

FOt. xlibber / CC BY 2.0

To trochę nieoczywisty wybór, bo Bratysława to nie Paryż, ani nawet nie Wiedeń. Z drugiej strony, jadąc z okolic Krakowa, podróż zajmie około sześciu godzin. Teoretycznie im krócej ty lepiej, choć jeśli chodzi o podróże autokarem zasada ta nie zawsze się sprawdza. Aby zamknąć wyprawę w weekendowym deadlinie, podróżujemy nocą, więc sześć godzin to tak naprawdę minimum, które pozwala po wyjściu z autokaru normalnie funkcjonować.

Z drugiej strony, Bratysława sprzyja odzyskiwaniu sił witalnych. Po pierwsze stolica Słowacji jest malutka, także nawet spacerując dość wolno, zdążycie zaliczyć całkiem sporo atrakcji. Po drugie, położone nad Dunajem miasto słynie z winnic, więc aby przysiąść gdzieś na lampkę wina nie potrzebujecie nawet wymówki, bo to po prostu obowiązkowa część programu.

Wiedeń

Fot. pixaby.com/CC0

Jeśli po to, aby skosztować tortu Sachera wyruszacie z Warszawy, czeka was już poważniejsza, bo prawie 12-godzinna, podróż. Cała noc w autokarze (z małą górką) nie musi być wyzwaniem, pod warunkiem, że przy wsiadaniu wykażecie czujność i zajmiecie odpowiednie miejsce . To kluczowa decyzja, którą będziecie chwalić lub przeklinać przez resztę jazdy. Doświadczeni “busiarze” podpowiadają: jeśli autokar jest piętrowy - najlepiej usadowić się na “przedniej szybie” albo na miejscu zaraz przy schodkach, którego nie poprzedza inny fotel. Pewność, że nikt nam nie rozłoży oparcia na kolanach - bezcenna dla komfortu jazdy.

Do samego Wiednia chyba nikogo nie trzeba przekonywać - walc, wino i tort, czego można chcieć więcej od idealnego weekendu? Jest jedna rzecz: wizyta w pałacu Belvedere, w którym mieści się jedna z największych kolekcji dzieł sztuki w Austrii. Ten obraz Klimta - para w miłosnym uścisku, owinięta iskrzącym się złotym kocem, istnieje nie tylko na plakatach, kubkach i łazienkowych kafelkach - serio. “Pocałunek” i inne dzieła mistrza secesji można na własne oczy podziwiać właśnie tam.

Wilno

Fot. Mantas Volungevicius/CC BY 2.0

Litewska stolicę od naszej dzieli osiem godzin. Dystans optymalny pod warunkiem, że nikt i nic nam nie zakłóci nam nocnej podróży. Bo, owszem, są tacy, którzy nawet o drugiej nad ranem potrafią zadzwonić do przyjaciółki i do świtu dyskutować nad odpowiednią karą dla niewiernego chłopaka. Taka opowieść może być wciągająca, fakt, ale biorąc pod uwagę, że za kilka godzin macie być wyspani i pełni wigoru, całonocne podsłuchiwanie nie jest najlepszym pomysłem. Rozwiązanie? Stopery - niepozorne kawałki gąbki, do kupienia w aptekach, to absolutny “must-have”, bez którego nawet nie wsiadajcie do busa.

Kiedy już wyciągniecie zatyczki z uszu i postawicie stopę na wileńskim dworcu, najpierw koniecznie zorganizujcie śniadanie, bo takiego chleba, jak na Litwie nie ma nigdzie indziej - ciemny, ciężki, z masą kminku - zupełnie inny, niż nasz “baltonowski”. Najedzeni i napakownai energią, zacznijcie zwiedzać starówkę. I tak naprawdę, do niedzieli możecie spokojnie z niej nie wychodzić - urokliwych zaułków do “gubienia się” przez dwa dni na pewno nie zabraknie.

Budapeszt

Fot. Marc Ryckaert/CC BY 3.0

Jeśli na własne uszy chcecie przekonać się, jak brzmi japoński Europy - kupujcie bilet. Do Japonii busem raczej nie dotrzecie, ale na Węgry - jak najbardziej. 12-godzinna nocka zleci szybciej, jeśli nie zapomnicie spakować dostatecznej liczby… poduszek. Najlepiej sprawdzi się specjalny podróżny “rogal”. Zabezpieczy głowę przed opadaniem i zaoszczędzi porannego wstydu podczas oglądania filmików, na których chrapiecie robiąc “karpia”.

Zanim wysiądziecie, nauczcie się koniecznie na pamięć: Gellért gyógyfürdő (i nie próbujcie sami rozkminić wymowy, w życiu nie zgadniecie, co wypluje Google Transaltor). To pierwsze miejsce, do którego należy skierować w Budapeszcie kroki - relaks w termalnych łaźniach to idealna opcja na regenerację po długiej podróży.

Suwałki

Fot. Fotoeksplorer/CC BY-SA 3.0

Last but not least: Suwałki. Pewnie dziwicie się, skąd skromna polska miejscowość w towarzystwie europejskich stolic? Po pierwsze, dotarcie tam z południa Polski zajmie wam mniej więcej tyle, co do Budapesztu. A po drugie, chyba każdy kiedyś, oglądając pogodę, zastanawiał się jak wygląda ten osławiony biegun zimna. W logo najpopularniejszego taniego przewoźnika autokarowego nie bez kozery znajdują się literki PL. Weekendowe podziwianie ojczyzny z okien autokaru? Brzmi jak plan na witalny weekend.

Artykuł powstał we współpracy z producentem Nałęczowianki - naturalnej wody mineralnej.