Na Twitterze nie mogą uwierzyć co nosi Beckham!
Na Twitterze nie mogą uwierzyć co nosi Beckham! fot.twitter.com/charlottemcdoof

Skarpetki i sandały! Tak bardzo ich nienawidzimy, tak bardzo wyszydzamy. Ale kiedy poszerzymy horyzonty, okaże się, że reszty świata takie uprzedzenia nie obchodzą.

REKLAMA
To było jedno z tych popołudni, kiedy po skończonej pracy wraca się do domu z poczuciem spełnionego obowiązku. Plecy leniwie wciskają się w oparcie autobusowego fotela, a umysł wchodzi w fazę zasłużonego relaksu. Nagle z tego błogiego rytmu wybił mnie ON! Mężczyzna lat ok 40, eleganckie polo, chyba Ralph Lauren, krótkie spodnie typu chinos oraz… sandały i skarpetki!
Szczęka opadła mi jeszcze niżej, kiedy ta przeciwna hybryda dandysa i Janusza wyciągnęła komórkę i zaczęła mówić doskonałą angielszczyzną, której nie powstydziłby się sam sir David Attenborough.
– Proszę pana! To nikt panu na granicy nie powiedział, że tu nad Wisłą to jest zbrodnia? Toż na stopach nosi pan wiochę i zaścianek, tak nie wolno – krzyknąłbym zapewne, gdybym był odrobinę mniej leniwy.
Obrazu skarpetek wciśniętych w kilka skórzanych pasków przyczepionych do podeszwy nie mogłem wyrzucić przez kolejne godziny. Zacząłem więc szukać. Dlaczego z zepsutego zachodu w samo serce Polski docierają tak haniebne wzorce? Kto pierwszy skaził krajobraz, zakładając sandały na skarpetki?
Poszukiwacze zaginionej mody
Historia sandałów noszonych w parze ze skarpetkami zaczyna się około 2000 lat temu. To wtedy nieznany z imienia rzymski legionista, kierowany temperaturą niską, jak na śródziemnomorskie przyzwyczajenia, postanowił dokonać ulepszenia u służbowych butów.
Tak, w cieniu Wału Hadriana, narodził się niesławny komplet, który podobnie jak inne rzymskie wynalazki, takie jak kanalizacja, cement, czy ogrzewanie podłogowe, towarzyszy nam do dziś. Biorąc pod uwagę jak chętnie w swojej historii naród niemiecki nawiązywał do rzymskiej tradycji, sensu nabiera zamiłowanie do tego trendu wśród starszego pokolenia turystów zza Odry.
Zresztą nie tylko u nich. Jak odkryłem w trakcie poszukiwań źródeł tego fenomenu, podczas gdy we wschodniej Europie wyklinamy to zestawienie, w kolebce wszystkich trendów, czyli w USA skarpetki i sandały urastają niemal do rangi stroju ludowego. W Seattle to zestawienie jest tak popularne, że jedna z firm ubezpieczeniowych przedstawiła „Sandals and socks guy” jako typowego mieszkańca regionu.
logo
Tak amerykański ubezpieczyciel widzi swoich klientów fot. PEMCO
Dodatkowo, portal TheDailyDot zauważa, że frazę „sandals and socks” podejrzanie często do wyszukiwarki wpisują mieszkańcy stanu Waszyngton. Dla niektórych prawdziwe skarpetki i sandały to za mało. Najwyraźniej dlatego Microsoft umożliwił noszenie ich także w świecie wirtualnym, dzięki awatarom użytkownika w Xbox Live.
logo
Skarpetki i sandaly w Xbox Live Kotaku.com
To nie wiocha! To moda!
Wreszcie, skarpetki i sandały trafiły na salony. Jako jeden z pierwszych tabu przełamał David Beckham, odważnie niosąc odrzucone dziedzictwo mody na tych samych stopach, które wcześniej zaniosły go na plan reklam Calvina Kleina i H&M.
Niedługo po nim, z zamiłowaniem do takiego połączenia ujawniły się inne ikony mody: Mary-Kate i Ashley Olsen. Zanim bliźniaczki zdążyły paść ofiarą hejtu, modele w skarpetkach i sandałach wkroczyli na wybiegi Burberry i Prady. Pod tę modę próbował podpiąć się nawet Justin Bieber, najwyraźniej myśląc, że doda mu to trochę fajności.
Jak widać, to połączenie, które w dużym polskim mieście ściągnie na nas społeczny ostracyzm i pozbawi lajków na fejsie, w wielkim świecie jest już nie tylko akceptowane, ale nawet pożądane. Może wiochą teraz wytykanie tego przeboju mody z zachodu? Dlatego tego lata odrzućmy to uprzedzenie i, mając w sercu kulturę starożytnego Rzymu, z dumą załóżmy sandały na skarpetki.

Napisz do autora: mateusz.albin@natemat.pl