Będzie dokończenie ekshumacji w Jedwabnem? "W pewnym sensie to krok przeciwko zmarłemu Lechowi Kaczyńskiemu"

Minister sprawiedliwości Lech Kaczyński na miejscu ekshumacji w Jedwabnem, 4 VI 2001.
Minister sprawiedliwości Lech Kaczyński na miejscu ekshumacji w Jedwabnem, 4 VI 2001. Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Gdy 13 lat temu pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej umorzył śledztwo w sprawie mordu dokonanego na Żydach w Jedwabnem, wydawało się, że wiemy o nim naprawdę sporo. Prowadzone wcześniej ekshumacje zostały jednak szybko wstrzymane – decyzją ówczesnego ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego. Dziś na nowo powraca pytanie, czy aby tym razem, bardziej szczegółowo, nie zbadać kości pomordowanych.

Od pogromu w małym miasteczku na Podlasiu, o którym Polacy na dobrą sprawę dowiedzieli się dopiero w 2000 roku, po publikacji głośnej książki „Sąsiedzi” Jana Tomasza Grossa, mija właśnie 75 lat. Do tej pory historycy zakwestionowali część twierdzeń amerykańskiego badacza polskiego pochodzenia. Bezsporna wydaje się jednak teza zasadnicza (przynajmniej dla większości naukowców) – mord na Żydach został dokonany polskimi rękoma.


W toku śledztwa prowadzonego przez IPN (sygn. S 1/00/Zn) od 2000 roku, pod nadzorem prokuratora Radosława Ignatiewa, ustalono, że liczba ofiar śmiertelnych pogromu wynosi co najmniej 340 osób – obywateli polskich narodowości żydowskiej. Po uprzednim zgromadzeniu ich na miejscowym rynku, zostali doprowadzeni w okolice wiejskiej stodoły. Grupę co najmniej 40 Żydów zabito w nieustalony sposób, a nie mniej niż 300 osób płci obojga w różnym wieku po zamknięciu we wnętrzu stodoły spalono żywcem. Polaków uznano za wykonawców zbrodni, jako "sprawców sensu stricto", którzy – jak czytamy w uzasadnieniu IPN – „dokonali czynu idąc na rękę władzy państwa niemieckiego”.
Śledztwo, którego wynikiem było opublikowanie dwóch obszernych tomów ("Wokół Jedwabnego. T. 1 Studia, T. 2 Dokumenty", pod red. Pawła Machcewicza i Krzysztofa Persaka, IPN, Warszawa 2002), umorzono 30 czerwca 2003 roku z powodu niewykrycia sprawców czynu. – Postanowienie o umorzeniu śledztwa zostało wydane po wykonaniu zaplanowanych przez prokuratora IPN czynności śledczych. Decyzja prokuratora, który nie znalazł podstaw do skierowania przeciwko komukolwiek aktu oskarżenia o popełnienie przedmiotowej zbrodni, jest prawomocna – mówi naTemat Dariusz Olszewski, prokurator pionu śledczego białostockiego oddziału Instytutu.

Pytanie, które od lat zadają sobie historycy, dotyczy roli Polaków w mordzie. Śledztwo IPN jednoznacznie wykazało, że Żydzi z Jedwabnego zostali zamordowani przez swoich polskich sąsiadów, ok. 40 mężczyzn z miasteczka i okolic. W toku ekshumacji, prowadzonych między 30 maja a 4 czerwca 2001 roku, masowy grób ofiar został zbadany jednak tylko powierzchownie.


Według dr. Piotra Gontarczyka, konieczne jest wznowienie prac ekshumacyjnych na miejscu zbrodni. Tylko tam, jak podkreśla w najnowszym tekście dla tygodnika "wSieci", można ustalić fakty, które pozwolą jego zdaniem na ustalenie pełnej prawdy. Przerwanie prac 15 lat temu uważa za „niewybaczalny błąd”, a ich dokończenie – jego zdaniem – to kluczowe zadanie, przed którym stanie nowe kierownictwo IPN.
Jeśli faktycznie Instytut będzie o to zabiegał, nie uniknie sporu ze środowiskami żydowskimi. Pierwsze prace archeologiczno-ekshumacyjne, kierowane przez prof. Andrzeja Kolę, zostały szybko przerwane, a decyzję tą – na wniosek rabinów – podjął ówczesny szef resortu sprawiedliwości Lech Kaczyński. Przystał na to szef pionu śledczego IPN prof. Witold Kulesza i prace, w wyniku osiągniętego kompromisu, faktycznie wstrzymano.
Prof. Andrzej Kola

Wiedzieliśmy, że eksploracja mogiły - z punktu widzenia archeologii, i jej ekshumacja - z punktu widzenia antropologii fizycznej - wniosłyby ogromną wiedzę, której nie mamy. Pozwolono nam tylko odkryć szczątki kostne i już to wystarczyło, żeby udowodnić, że do tych ludzi strzelano. Natrafiliśmy m.in. na pocisk kalibru 9, wystrzelony prawdopodobnie z niemieckiego parabelum - krótkiej broni stanowiącej uzbrojenie oficerów niemieckich. Pocisk musiał trafić w tkankę miękką, bo się nie zdeformował. Czytaj więcej

Na początku 2013 roku dyskusja o Jedwabnem powróciła, a to m.in. za sprawą głośnego artykułu w tygodniku "Wprost" pod wymownym tytułem "Kończcie już, bo szabas", którego autorzy powołują się na "nieznany" raport prof. Koli z IPN-owskich archiwów, kierującego pracami archeologów w Jedwabnem. Wynika z niego, że naukowcy mieli w czasie prac bardzo ograniczone pole manewru.
Raport prof. Andrzeja Koli (według "Wprost")

Na krytyczne uwagi co do takiej metody ekshumacji, wypowiedziane przez piszącego te słowa, a także przez antropologów i medyków sądowych prof. Kulesza oświadczył, iż przyjęcie jedynie takiego sposobu ‘ekshumacji’ jest tu tylko możliwe, a jej przeprowadzenie (w gruncie rzeczy tej pseudoekshumacji) jest tu, ze względu na konflikt ‘religijnego prawa żydowskiego’ i ‘stanowionego prawa polskiego’ w obecnej sytuacji dla strony polskiej ‘racją stanu’. Czytaj więcej

Jak czytamy, na terenie dawnej stodoły odkryto spalone kości, kosztowności ofiar, a także m.in. – i ten właśnie zapis przyciągnął największą uwagę wielu obserwatorów – "46 sztuk łusek niemieckiej broni typu mauser". Śledczy IPN przyjrzeli się znalezisku; okazało się, że znaleziono łuski z broni różnej produkcji, nie tylko niemieckiej. W toku analizy balistycznej okazało się, że przynajmniej część pochodzi z okresu I wojny światowej. Charakterystyka innych łusek wskazywała, że pochodzą z niemieckiego karabinu MG 42, który trafił na użytek Wehrmachtu dopiero w 1942 roku.
Czy śledztwo w sprawie Jedwabnego może (powinno) być wznowione? Jak podkreśla prokuratur z białostockiego IPN, prawo przewiduje taką możliwość, ale, upraszczając, musiałaby ona mieć poważne oparcie w przeświadczeniu, że kontynuacja śledztwa pozwoli na ustalenie nowych faktów. Tym samym wymagałaby ona udowodnienia bezzasadności decyzji o umorzeniu. Co na to Prokuratura Krajowa? Do tej pory nie ustosunkowała się na przesłane drogą mailową pytania.
Dariusz Olszewski, prokurator IPN

Podjąć na nowo umorzone śledztwo może prokurator, który wydał postanowienie o umorzeniu, a także prokurator przełożony. Aktualnie brak jest okoliczności uzasadniających zmianę wydanej decyzji o umorzeniu śledztwa i w związku z tym podjęcia czynności procesowych w sprawie zbrodni dokonanej w Jedwabnem w dniu 10 lipca 1941 r.

Samo przekonanie, że śledztwo umożliwi ustalenie nowych faktów, może niewiele zmienić. W szczególności w przypadku potencjalnych ekshumacji ofiar – judaizm zakazuje bowiem zakłócania spokoju zmarłym. To dlatego 15 lat temu archeolodzy nawet nie tknęli kości pomordowanych Żydów, mogli je jedynie „odsłonić” i, w towarzystwie przedstawicieli środowisk żydowskich, wykonać oględziny. Naczelny Rabin Polski Michael Schudrich w rozmowie z naTemat nie ma wątpliwości, że ponowne ekshumacje w Jedwabnem są niepotrzebne.
Michael Schudrich, naczelny rabin Polski

Tradycja żydowska jest jednoznaczna: nie powinno się robić ekshumacji, gdyż jest sprzeczna z religią żydowską. Kości ofiar powinny leżeć w spokoju. Jedynym wyjątkiem, jaki dopuszcza prawo żydowskie, jest wzgląd na dobro zmarłych, np. w przypadku zaistnienia niebezpieczeństwa dla grobów. Gdyby w pobliżu znajdowała się rzeka, której poziom zagrażałby ich istnieniu, wówczas nad ekshumacją należałoby się zastanowić.

Rozmówca podkreśla, że nie rozumie, czemu wciąż toczy się na ten temat dyskusja. Odsyła do dwutomowej obszernej publikacji IPN. – W pewnym stopniu ekshumacje to krok przeciwko zmarłemu Lechowi Kaczyńskiemu. To on podjął tamtą decyzję, nie ja, nie środowisko żydowskie – wyjaśnia.
Na pytanie, czy nowe badania nie pomogłyby ustalić dokładnej liczby ofiar (ustalenia IPN w tej kwestii, mimo że wiarygodne, wciąż nie są stuprocentowo dokładne), rabin odpowiada pytaniem: – Jaka jest różnica, czy było trzysta czy ponad tysiąc ofiar? Przecież tu chodzi o zbrodnie sąsiadów na sąsiadach. Czy dla kogoś znajomość dokładnej liczby ofiar powoduje różnicę moralną? Czy to powód, aby naruszać spokój zmarłych? Czy to mniejsza tragedia, że „oni” zabili „tylko” kilkaset osób? Warto też zastanowić się, czy w ogóle tę liczbę da się ustalić. Jakim kosztem?

Pewne jest, że ustalenie przyczyn i okoliczności śmierci wszystkich masowo pogrzebanych wymagałoby dokładnych oględzin szczątków. Medycyna sądowa i antropologia mogą w tym przypadku naprawdę wiele, np. ustalić urazy powstałe przed, w momencie i po zgonie. Głosów sprzeciwu jest jednak sporo i wcale nie chodzi tylko i wyłącznie o łamanie żydowskiego prawa religijnego.

Podobne zdanie do rabina ma prof. Dariusz Libionka z Centrum Badań nad Zagładą Żydów. Najpierw pada pytanie o opinię w sprawie ewentualnego wznowienia postępowania. – Pytanie, kto mógłby te śledztwo wznowić i po co. Śledztwo było przecież prowadzone, działał prokuratur Ignatiew, działali historycy z Biura Edukacji Publicznej IPN, czego efektem była publikacja „Wokół Jedwabnego”. Jeśli chodzi o działania prokuratora, zostały przeprowadzone wzorowo. Nie widzę żadnego sensu ponownych badań – podkreśla badacz.
Pomysł dokończenia ekshumacji także nie wywołuje u niego entuzjazmu. – To nie jest na pewno prosta sprawa – zwraca uwagę. Zastrzega, że absolutnie nie można podejmować takich decyzji „na siłę”, co może skutkować "zrobieniem z tej ważnej sprawy jakiejś sensacji czy eventu politycznego”.

Ewentualna decyzja o wznowieniu ekshumacji musi wynikać z zaistnienia nowych okoliczności w sprawie. Tymczasem ekspert z Centrum Badań nad Zagładą Żydów nie widzi żadnych uzasadnionych przesłanek, aby takie prace kontynuować. – Czy naprawdę konieczne jest ustalenie dokładnej liczby zamordowanych? Czy było 600 czy może 700 czy 750? To była po prostu wielka zbrodnia i nic się w tej materii nie zmieni – konkluduje.

Na wtrącenie, że Gross podał przesadzoną liczbę 1600 ofiar, historyk reaguje wyjaśnieniem, że autor „Sąsiadów” działał w dobrej wierze, a taki właśnie szacunek długo funkcjonował w obiegu naukowym. – Z punktu widzenia niektórych autorów, liczba nie jest jednak najważniejsza, najistotniejsze jest bowiem to, żeby "dowieść", że tam się dokonało coś zupełnie innego. Mianowicie, że rola Polaków w tym mordzie była niewielka, a ponadto zostali oni przymuszeni przez Niemców – wyjaśnia odwołując się do podziału wśród badaczy na tle oceny tragicznych wydarzeń sprzed 75 lat.

Tymczasem rabin Schudrich podkreśla, że jest w stanie rozmawiać z każdym, choć poglądy ma jasne i klarowne. Kładzie jednak główny nacisk na pamięć o tym przerażającym mordzie, tłumaczy, że naszym obowiązkiem jest teraz żal za ofiary i modlitwa za ich dusze. Mord w Jedwabnem to wielkie wyzwanie moralne – kwituje.
Prof. Tomasz Szarota, historyk, który uczestniczył w debacie wokół Jedwabnego przed kilkunastu laty, uważa "robienie w 2016 roku dyskusji na temat zbrodni popełnionej niestety przez naszych rodaków, ale z poduszczenia Niemców", za bezzasadne. – Jeżeli to się nazywa polityką historyczną, to jest ona sprzeczna z polską racją stanu – zastrzega w rozmowie z naTemat badacz, autor m.in. książki "U progu Zagłady. Zajścia antyżydowskie i pogromy w okupowanej Europie".

– Minęło 15 lat od nagłośnienia sprawy Jedwabnego, i powinniśmy być od tamtego momentu nieco mądrzejsi. Udowodnić, że nie był to czas stracony – podkreśla z kolei prof. Libionka. Apeluje przede wszystkim o wyważony stosunek do, nierzadko trudnej, przeszłości.

Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...