
Red Hot Chilli Peppers czy Metallica? Dla białoruskich celników to żadna różnica. Flea, basista Red Hotów opisał na swoim Facebooku podróż z Ukrainy do Rosji. Podczas przesiadki w Mińsku muzycy zostali wezwani do biura straży celnej. Głosem nieznoszącym sprzeciwu poproszono ich o podpisanie płyt i zdjęć... Metalliki.
REKLAMA
Po doskonałym występie na gdyńskim Opener Festival muzycy Red Hot Chilli Peppers kontynuują podróż po Europie. Teraz są w Rosji, dokąd przylecieli z Ukrainy. Po drodze mieli przesiadkę w Mińsku, stolicy Białorusi. Doszło tam do groteskowej sytuacji.
Jak opisuje Flea, basista zespołu, muzycy zostali wezwani do biura straży celnej i poproszeni o podpisanie płyt i zdjęć. Ale nie Red Hotów, a Metalliki. I na nic zdały się tłumaczenia, że to dwa różne zespoły. Celnicy chcieli mieć podpisane zdjęcia i już. Córki celników, bo to pewnie dla nich te zdjęcia, będą zawiedzione.
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
