
Ministerstwo Rozwoju pracuje nad e-paragonami – zamiast kawałka papieru dostawalibyśmy SMS-a lub maila. Ale sprzedawcy studzą entuzjazm urzędników: wskazują nie tylko na trudności techniczne, które pociągnęłaby za sobą zmiana kas, ale też naraziłaby klientów na jeszcze większą inwigilację ze strony banków.
Od cyfryzacji nie da się uciec. Ale poza niewątpliwymi plusami, zawsze rodzi obawy, szczególnie o bezpieczeństwo danych i prywatność użytkowników. Tak jest również w przypadku e-paragonów, nad którymi pracuje Ministerstwo Rozwoju. Jeśli za zakupy będziemy płacić kartą mamy zamiast kawałka papieru dostawać SMS-a lub maila – informuje "Dziennik Gazeta Prawna".
Organizacje sprzedawców narzekają, że to wydłużyłoby kolejki i odstraszyło klientów w sklepach. Poza tym boją się, że będą musieli dostosować się do restrykcyjnych przepisów o ochronie danych osobowych, chociażby zatrudnić inspektora ds. ochrony danych osobowych. Dla małych sklepów to spory wydatek. Na razie na rynku nie ma też urządzeń, które mogłyby generować i wysyłać e-paragony.
Ministerstwa Rozwoju to nie zraża, zapewnia, że urządzenia szybko się pojawią. Uspokajają też obawy związane z ochroną baz danych – nie będzie trzeba ich rejestrować i spełniać wymogów GIODO. Wiceminister rozwoju Tadeusz Kościński uspokaja też tych, którzy boją się o swoją prywatność. – Bank nie widziałby nic więcej niż do tej pory, co wynika z użytkowania karty płatniczej – mówi "DGP".
Źródło: "Dziennik Gazeta Prawna"
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
