Ulewa, drzewo, dachówki uszkodziły twój samochód? Krótki poradnik, jak nie stracić i dostać odszkodowanie

Gdy samochód zostaje zalany, trzeba go odstawić do serwisu. W przeciwnym przypadku ubezpieczyciel może odmówić wypłaty odszkodowania.
Gdy samochód zostaje zalany, trzeba go odstawić do serwisu. W przeciwnym przypadku ubezpieczyciel może odmówić wypłaty odszkodowania. Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Lipcowa pogoda nie rozpieszcza, a burze i ulewy, które w ostatnich dniach przeszły nad Polską poczyniły wiele szkód. Zniszczone są domy, zasiewy, uszkodzonych zostało też wiele samochodów. Co zrobić, żeby nie wydać majątku na naprawę auta uszkodzonego przed złamane gałęzie, grad albo takiego, które uległo zalaniu?


Jedziesz samochodem po ulicach miasta, szyby pozakręcane na sztywno, bo na zewnątrz pada deszcz. Ulicami płyną potoki wody, gdyż kanalizacja nie ma wystarczającej przepustowości, by wszystko co spadło natychmiast przyjąć. Woda wybija w studzienkach, poziom jest coraz wyższy, już zaczyna podchodzić pod silnik. Nie możesz wycofać, bo stoisz w korku, przed tobą i za tobą stoją samochody. Nie masz jak uciec autem. Jedyne, co możesz zrobić to wyłączyć silnik i wyjść z auta, póki to jeszcze możliwe. Wrócisz do niego, gdy woda opadnie.
A jak już wrócisz? Zaczynają się problemy. W żadnym wypadku nie można próbować uruchomić silnika. Chyba że na takie ekstrawagancje pozwalają warunki ubezpieczenia auta. Jeśli spróbujesz odpalić silnik i okaże się, że podczas zalania uszkodzeniu uległa elektronika w aucie albo jakikolwiek inny element – ubezpieczyciel będzie miał podstawy do tego, by odmówić wypłaty odszkodowania.

Dbaj o swoje
Wszystko dlatego, że na posiadaczu auta ciąży obowiązek zachowania wszelkiej staranności. Jeśli sami wjedziemy w wielka kałużę i samochód stanie, to ubezpieczyciel będzie dowodził tego, że przyczyniliśmy się do powstania szkody. Samochód po zalaniu przed pierwszym uruchomieniem musi być sprawdzony przez fachowców. Trzeba wysuszyć silnik. Dopiero, jeśli w serwisie uznają, że jakieś elementy zostały zniszczone w efekcie zalania, ubezpieczyciel będzie musiał zapłacić za ich naprawę lub wymianę.

Oczywiście pod warunkiem, że mamy odpowiednie ubezpieczenie autocasco. Najlepiej, jeśli wykupiło się ubezpieczenie od wszelkiego ryzyka. Taka polisa chroni praktycznie w każdej sytuacji. Jeśli więc ubezpieczycielowi nie uda się udowodnić, że szkoda nie powstała wyłącznie z naszej winy – ubezpieczenie powinno zostać wypłacone. Jeśli nie ma w polisie adnotacji, że to wariant „all risk”, wówczas trzeba bardzo dokładnie przeczytać warunki ubezpieczenia i liczyć na to, że akurat się uda.
Problem w tym, ze uszkodzenia spowodowane zalaniem auta są zwykle bardzo kosztowne, więc wielu ubezpieczycieli szuka dziury w całym, byle tylko uchylić się od wypłaty. Niejednemu poszkodowanemu przyjdzie udowadniać, że nie jest wielbłądem.


A co jeśli nasze AC nie uwzględnia ryzyka od zalania auta? Jeszcze nic straconego, choć batalia będzie długa i pozbawiona gwarancji powodzenia. Można próbować zaskarżyć właściciela drogi, że nie dochował staranności i właśnie z tego powodu doszło do zalania auta. Trzeba powołać rzeczoznawców, którzy ocenią system kanalizacji. Jeśli wszystko jest drożne, to sprawa w sądzie będzie nie do wygrania. Jeśli jednak studzienki kanalizacyjne były zapchane szlamem, liśćmi, gazetami, które blokowały odpływ wody – można powalczyć w sądzie.

Samochód z drzewem na dachu
Podobnie ma się sprawa wypłaty odszkodowania, gdy na skutek wichury na samochód spadnie drzewo, uszkodzi go odłamana gałąź, grad czy dachówki, które wiatr zerwał z sąsiednich budynków. Jeśli mamy ubezpieczenie od wszelkiego ryzyka, pozostaje tylko udowodnić, że nie mieliśmy szansy tak postawić samochodu, żeby do uszkodzenia nie doszło. Wtedy można zasiąść w oczekiwaniu na wypłatę odszkodowania.
Jak to udowodnić? W sieci opisano wiele przypadków, gdy ubezpieczyciel odmówił wypłaty argumentując, że gdy wieje silny wiatr nie można stawać pod drzewem, bo jest to niczym więcej niż proszeniem się o kłopoty. A to gałąź odpadnie, a to w drzewo piorun strzeli i nieszczęście gotowe.

Jeśli ubezpieczyciel udowodni, że mogliśmy przestawić samochód w bezpieczniejsze miejsc, to jeszcze nic straconego. Warto się odwoływać. Życie i zdrowie jest ważniejsze niż samochód. Wbrew pozorom, tłumaczenie, że baliśmy się podejść do samochodu zaparkowanego pod chwiejącym się na wszystkie strony drzewem, jest często przyjmowany, zarówno przez firmy ubezpieczeniowe jak i – w ostateczności – przez sądy.
W przypadku uszkodzeń mechanicznych spowodowanych przez latające dachówki czy gałęzie, odszkodowanie może zostać wypłacone także tym właścicielom auta, którzy nie mieli wykupionej polisy AC. Problem w tym, że na tę drogę skierować się warto, gdy dochodzi się odszkodowania na znaczne kwoty i jest się pewnym swoich racji, bo o zwrot kosztów naprawy auta trzeba będzie pójść do sądu. Wtedy walczymy z zarządcą danego terenu.

Czasem zdarza się, że spadnie na auto drzewo, które wcześniej zostało zakwalifikowane do wycięcia. Powody mogą być różne, drzewo mogło być chore, kruche, uszkodzone przez poprzednią burzę, ale to nieistotne. Dla posiadacza samochodu, na które spadło ważną wiadomością jest to, że na jego pojazd spadło drzewo, którego tam nie powinno być. Odszkodowania będzie można żądać od zarządcy terenu, który nie wyciął drzewa mimo zaleceń.
Podobnie z uszkodzeniami spowodowanymi przez elementy budynku. Jeśli trwał akurat remont dachu i spadły na auto elementy, które nie były trwale przymocowane do konstrukcji budynku, to odszkodowania można się będzie domagać od zarządcy budynku, właściciela czy wspólnoty mieszkaniowej. Wypłaty można dochodzić z ubezpieczenia sprawcy, jeśli jednak ubezpieczyciel odmówi – trzeba będzie szukać sprawiedliwości w sądzie.

Trzeba czytać umowy
Reasumując, warto czytać warunki ubezpieczenia. Jeśli mieszkamy w miejscowości, gdzie istnieje ryzyko zalania samochodu, warto sprawdzić kilku ubezpieczycieli, bo nie każdy chce od zalania czy spadających gałęzi ubezpieczyć. I trzeba zastosować się do warunków, jakie stawia ubezpieczyciel w umowie. Jeśli nakazuje zalany samochód odstawić do serwisu, to nie wolno próbować go samemu odpalić, bo tracimy szansę na wypłatę odszkodowania, gdyby okazało się potrzebne.

Jeśli na auto spadła gałąź, to należy wezwać straż pożarną, żeby ją usunęła. Czekając na strażaków, warto zrobić maksymalnie dużo zdjęć. Nigdy nie wiadomo, jaki dowód trzeba będzie przedstawić walcząc o wypłatę odszkodowania.

Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
RECENZJA 0 0Obejrzałem sequel "Lśnienia". To nie jest zwykły skok na kasę, ale i tak jest z nim problem
Volvo 0 0Chcesz tanio kupić nowy samochód? To najlepszy moment. Zobacz, co wymyśliło Volvo
Leroy Merlin 0 0Glamour, a może... pustynny? Najnowsze ekscytujące trendy w urządzaniu wnętrz
ASZdziennikMotorola 0 07 pomysłów na wieczór, które są tak fajne, że aż szkoda ich nie wrzucić na Insta
0 0Nawet Imperium nie ma tylu klonów. Nowa funkcja w Instagramie, dziwnie znajoma...
WYWIAD 0 0Wyślij kartkę do 5-letniej Natalki! Mama przekłada święta i prosi internet o pomoc
DADHERO.PL 0 0Co się dzieje, gdy wrzucasz do sieci zdjęcia swoich dzieci? Zanim to zrobisz, przeczytaj ten tekst
POLECAMY 0 0Przez nową modę wstydzę się, że mam iPhone’a. Najgłupsza rzecz w smartfonach, jaką widziałem
0 0Oprócz próśb były groźby? Klich o tym, w jaki sposób PiS miało walczyć w Senacie
0 0PiS rakiem wycofuje się z Piotrowicza. Nieoficjalnie: Duda zgłosi kontrkandydata
POLECAMY 0 0Polacy sprzątają Himalaje. Andrzej Bargiel wziął worki i poszedł na lodowiec. "Ilość śmieci szokuje"