Politycy wykorzystują liczby, by wcisnąć nam kit. Na zdjęciu debata telewizyjna przed wyborami parlamentarnymi w 2015 roku.
Politycy wykorzystują liczby, by wcisnąć nam kit. Na zdjęciu debata telewizyjna przed wyborami parlamentarnymi w 2015 roku. Fot. Sławomir Kamiński / AG

Politycy uwielbiają używać liczb, by potwierdzić swoje tezy. Ale często albo po prostu je zmyślają, albo manipulują nimi. Dlatego my, wyborcy, musimy być czujni. Najpierw powinniśmy poznać najpopularniejsze sposoby manipulacji, by rozpoznać je w wypowiedziach polityków. Oto 9 najczęstszych kłamstw polityków opartych na liczbach.

REKLAMA

1

Najpopularniejszy sposób wykorzystywany przez polityków to używanie rzeczywistych liczb, ale zmienianie ich kontekstu – wskazuje w artykule w "Guardianie" profesor David Spiegelhalter, nowy szef Królewskiego Towarzystwa Statystycznego. Jako przykład podaje powtarzanie przez Brexitowców, że Zjednoczone Królestwo co tydzień oddaje Unii 350 milionów funtów. Wskazuje, że po odliczeniu tzw. rabatu brytyjskiego i tego, co wraca do kraju z budżetu UE kwota zmniejsza się do 136 milionów.

2

Ludzie nie przywiązują wagi do abstrakcyjnie wielkich liczb, dlatego politycy starają się, żeby podawane przez nich przykłady były jak najbliższe naszemu życiu. Dlatego w kampanii przeciw Brexitowi mówiono właśnie o 350 milionach funtów tygodniowo, a nie 19 miliardach w ciągu roku. Taką liczbę wyborcom łatwiej przyswoić.

3

Popularną, także w Polsce, metodą jest przekonywanie nas, że to określone działania polityków miały wpływ na zmianę jakichś wskaźników. Na przykład, że przyjęta przez nich ustawa spowodowała przyspieszenie wzrostu gospodarczego lub spadek przestępczości. Bardzo często takiego związku nie udowodniono, a na zmianę statystyk mogły wpłynąć inne czynniki.

4

Czasami jedno słowo może oznaczać kilka rzeczy, do których można przypiąć liczby. "Guardian" podaje przykład debaty o zdrowiu w brytyjskim parlamencie. Jeden z posłów zarzucił, że liczba pielęgniarek spadła w ostatnich latach o 2,5 tysiąca. Z kolei ówczesny premier David Cameron replikował, że wzrosła, i to o 3 tysiące. Jak to możliwe? Cameron jako "pielęgniarki" policzył także innych pracowników opieki zdrowotnej. I obaj mieli rację.

5

Oszukać wyborców można też podając liczby bezwzględne, a nie odsetek. Najpopularniejszy przykład to rosnąca liczba zatrudnionych. Ale to wcale nie oznacza, że wzrasta odsetek zatrudnionych. Jak to możliwe? Kiedy liczba mieszkańców rośnie szybciej, niż liczba zatrudnionych, stopa zatrudnienia spada. Ale tego politycy już nie powiedzą.

6

Politycy przekonując nas o skuteczności jakiegoś programu wprowadzonego w na wybranym terenie podają dane z tego terenu. I chwalą się, że dzięki programowi spadła liczba napaści lub wzrosłą liczba studentów. Ale nie dodają już, że w reszcie kraju (gdzie ich cudowny program nie działał) stało się tak samo. Ta metoda nierozerwanie łączy się z tą opisaną w punkcie 3.

7

Minimalna zmiana to też zmiana. Często politycy cieszą się, że ich partiom wzrosło o 1 punkt procentowy, a konkurentom spadło o 0,5. Nie dodają (choć często też pewnie nie wiedzą), że w większości badań poparcia prowadzonych w Polsce błąd to +/- 3 pkt. proc. Ale to jeszcze pół biedy, gorzej, gdy jako wielki sukces przedstawiają minimalne zmiany w PKB czy poziomie bezrobocia.

8

Niektóre programy rządowe są trudne do wdrożenia, a na ich efekty trzeba czekać latami. A co, jeśli kampania za pasem? Wtedy politycy ogłaszają sukces swojego pomysłu opierając to na danych z jakiegoś skleconego naprędce sondażu. A rok czy dwa później, kiedy oficjalne organy państwa zbadają skutki tej ustawy następuje ogromne zaskoczenie.

9

Jak nie ma liczb na poparcie twojej tezy, to po prostu je wymyśl. Teoretycznie takie kłamstwo ma krótkie nogi, ale to wcale nie odstrasza polityków. Wymyślanie liczb i innych dowodów to ulubiona metoda Donalda Trumpa, ale i w Polsce mamy jej miłośników. Wydaje się, że najczęściej robi to Janusz Korwin-Mikke.

Politycy są przekonani, że mogą nam wcisnąć każdy kit. Zdają się tego dowodzić wyniki matur z wiedzy o społeczeństwie, o czym pisaliśmy w naTemat. Ale to nie oznacza, że nie warto walczyć z manipulacjami wykorzystywanymi do zdobywania głosów.

Źródło: "The Guardian"

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl