
Wiele już napisano o szkolnych stołówkach, gdzie jedzenie jest często pozbawione smaku. Drożdżówki stały się kością niezgody między ministerstwem zdrowia, a zdrowym rozsądkiem wielu rodziców, którzy na własną rękę wyposażali dzieci idące do szkoły w cukier, sól i przyprawy. Od września nie będą już usieli dorzucać do zestawu drożdżówek.
REKLAMA
Ministerstwo wydało dyspozycje, jak ma wyglądać dzienny posiłek, jaki każdy uczeń będzie otrzymywał w szkole. O ile w domu może się objadać chipsami i cukierkami, to w szkole rozporządzenie ministra zdrowia dokładnie reguluje, ile może być w posiłkach cukru czy soli. Przygotowywanie posiłków może przypominać prace laborantów w instytucie chemii, albo co najmniej zajęcia studentów farmacji.
Uczeń nie będzie mógł zjeść posiłku, w którym będzie więcej niż 15 g cukru na 100 g/ml produktu gotowego do spożycia. Mało? Jak łatwo sprawdzić na etykiecie zamieszczonej na butelce coca-coli, ten słodki napój ma 10.6 g cukru na 100 ml. Rozporządzenie ministra określa też zawartość tłuszczu (nie więcej jak 10 g na 100 g/ml produktu), soli (1 g) czy sodu.
Te obostrzenia będą obowiązywały nie tylko w szkolnych stołówkach, ale także w sklepikach. Do łask wrócą ciastka i drożdżówki, z tą uwagą, że nie mogą być przygotowywane z ciasta głęboko mrożonego. W sklepikach i na stołówkach znów będą mogły pojawić się bułki i białe pieczywo.
To duży krok w stosunku do poprzednich regulacji. Rodzice wielu uczniów musieli wysłuchiwać, że jedzenie w szkole jest paskudne, bez smaku a w sklepiku nie ma nic oprócz wody mineralnej. Skarżyły się zresztą nie tylko dzieci, ale także ajenci przygotowujący posiłki dla uczniów i właściciele szkolnych sklepików.
źródło: TVN24
Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl
