Chcieli ograć Kaczyńskiego, teraz są na cenzurowanym. Tak wyglądała nieudana próba odwołania Jacka Kurskiego

Joanna Lichocka i Krzysztof Czabański chcieli odwołać Jacka Kurskiego z funkcji prezesa TVP. Nie udało się, a oni trafili na cenzurowane.
Joanna Lichocka i Krzysztof Czabański chcieli odwołać Jacka Kurskiego z funkcji prezesa TVP. Nie udało się, a oni trafili na cenzurowane. Fot. Sławomir Kamiński / AG
Odwołanie Jacka Kurskiego pełne było zwrotów akcji. Najpierw odwołano go z funkcji prezesa TVP, później okazało się, że Kurski jednak nadal będzie kierował publicznym nadawcą. Według doniesień z PiS, za odkręceniem wszystkiego miał stać sam Jarosław Kaczyński.


Najpierw odwołano Jacka Kurskiego i ogłoszono, że wkrótce zostanie wybrany pełniący obowiązki prezesa. Później jednak zdecydowano, że jednak były poseł PiS będzie pełnił funkcję do czasu rozstrzygnięcia konkursu na szefa TVP, czyli do 15 października. Zamieszanie było ogromne, przypominało to wywołane przez podwyżki dla polityków.


Wielka wojna
Skąd się wzięło? U podstaw odwołania Kurskiego stoi jego konflikt z Krzysztofem Czabańskim, szefem Rady Mediów Narodowych. To zaufany Prezesa, znają się jeszcze z opozycji i czasów "Tygodnika 'Solidarność'". Za poprzednich rządów PiS został prezesem Polskiego Radia. Od dawna próbował wysadzić Kurskiego z fotela.
Na ten personalny spór nakładają się jeszcze napięcia między środowiskami medialnymi wspierającymi PiS. Doskonale było to widać po odwołaniu Kurskiego. W jego obronie stanęli bracia Karnowscy i redakcja wPolityce. Z kolei ostry atak przypuścili na antenie Telewizji Republika Dorota Kania i Tomasz Sakiewicz z "Gazety Polskiej".
Wersja 1: Bez wiedzy Prezesa
Wśród polityków PiS są dwie wersje wydarzeń. Pierwsza mówi o tym, że Kurskiego odwołano bez wiedzy Prezesa – pisze "Fakt". Liczono, że ten jest już na urlopie. Kurski zaraz po odwołaniu miał zadzwonić do niego, pojechać na Nowogrodzką i poskarżyć się na działania RMN. Prezes miał wezwać Czabańskiego i Joannę Lichocką, która złożyła wniosek o odwołanie Kurskiego – podaje "Gazeta Polska Codziennie".

Juliusz Braun, członek Rady z ramienia PO potwierdził w TOK FM, że dwójka posłów z PiS zniknęła na kilka godzin, co opóźniło wybór p.o. prezesa. Po powrocie Czabański stwierdził, że jednak nie będzie głosowania nad kandydaturą Małgorzaty Raczyńskiej, a Kurski zostaje do października. Szczególnie, że jeszcze niedawno Prezes mówił w "Do Rzeczy", że jest zadowolony z sytuacji w TVP.


Wersja 2: Prezes zmiennym jest
Druga wersja, o której pisze "Rzeczpospolita" jest taka, że odwołanie Kurskiego było uzgodnione z Kaczyńskim, a po długiej dyskusji rozstrzygnięto, że zastąpi go Raczyńska (przyjaciółka zmarłej Jadwigi Kaczyńskiej), a nie Anita Gargas. Jednak kiedy bracia Karnowscy podnieśli lament, Kaczyński miał zmienić zdanie i szybko polecić swoim posłom, by zostawili Kurskiego do października.

Ta sytuacja pokazuje jak fasadową instytucją jest Rada Mediów Narodowych i jak w praktyce wygląda niezależność jej członków, o której mówi napisana przez PiS ustawa. Skoro o wszystkim i tak decyduje Prezes, członkowie Rady powinni mu co miesiąc przelewać 4 tysiące, które dostają za zasiadanie w tym gremium. Tak by było uczciwiej.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Od dziś zupełnie nowe naTemat.pl 4.0. To największa zmiana w historii serwisu
0 0Grupa naTemat nigdy nie była tak popularna jak teraz. Dziękujemy!
0 0Ostatni przystanek twojego pupila: witamy w krematorium dla zwierząt
0 0Radziecki sprzęt i brak śpiworów. Żołnierz opisuje, co zobaczył w wojsku: "Nie wiedziałem, że jest aż tak źle"
0 0Hejterzy śmieją się z jego roli w filmie Tarantino. Jednak to Rafał Zawierucha "wygrał życie"