
Dwaj młodzi mężczyźni, zagubieni i wzbudzający skrajne emocje. Widzowie raz ich kochają, współczują im i podziwiają ich odwagę, aby potem zastanawiać się, czy nie dali się zmanipulować. Czy ci biedni, pozornie bezbronni bohaterowie zasługują na współczucie? Seriale "Mr. Robot" i "Długa noc" trzymają w napięciu, wzruszają i przerażają. I to one powinny być teraz "na językach" widzów.
REKLAMA
Walka z diabłem
"Mr. Robot" nie jest nowością. Kto jest fanem tego serialu, jest już po piątym odcinku drugiego sezonu. Jednak wciąż jest zbyt mało popularny, a z pewnością jest warty uwagi. Ci, którzy są fanami filmów z zachwianą chronologią wydarzeń, w których przeszłość miesza się z teraźniejszością i przyszłością, mogą kojarzyć film "Comet" i jego reżysera - Sama Esmaila.
"Mr. Robot" nie jest nowością. Kto jest fanem tego serialu, jest już po piątym odcinku drugiego sezonu. Jednak wciąż jest zbyt mało popularny, a z pewnością jest warty uwagi. Ci, którzy są fanami filmów z zachwianą chronologią wydarzeń, w których przeszłość miesza się z teraźniejszością i przyszłością, mogą kojarzyć film "Comet" i jego reżysera - Sama Esmaila.
Cukierkowa i wzruszająca opowieść o budowaniu relacji między młodymi, pięknymi ludźmi nie spotkała się co prawda z dużym uznaniem krytyki, ale Esmail na szczęście miał z zanadrzu historię, która jest dowodem na to, że jest wybitnym scenarzystą.
Rami Malek po pierwszym sezonie stał się wielką gwiazdą i ulubieńcem kobiet, ze swoimi wielkimi oczami i wrażliwością. Bo trzeba być bardzo dojrzałym i wrażliwym aktorem, aby wcielić się w rolę Elliota, geniusza z poważnymi problemami psychicznymi.
"Mr. Robot" w przeciwieństwie do "Comet" określana jest często jako produkcja, która przejdzie do historii. Otrzymał Nagrodę Gotham za najlepszy przełomowy serial. Oprócz tego na koncie twórców są nagrody Critic's Choice Television, WGA TV, Satelity i Złote Globy. Jednak większym uznaniem niż główny bohater nagradzający obdarzyli postać pana Robota, granego przez Christiana Slatera, który odpowiedzialny jest za wszystkie złe decyzje głównego bohatera.
W serialu poznajemy historię grupy hakerów, którzy przywołują na myśl Anonymous. Walczą przeciwko bogatej i wpływowej korporacji Evil Corp., która bezpośrednio i pośrednio ma na sumieniu życie wielu osób. Elliot jest wybitnym programistą, który przewodniczy grupie odważnych geniuszy, jednak jego stan zdrowia psychicznego wprowadza do jej działalności niemałe komplikacje.
"Mr. Robot" to nie tylko ciekawa opowieść o tym, kto tak naprawdę rządzi światem i jak wygląda świat ludzi, którzy ze złącza internetowego korzystają w sposób bardziej świadomy. Sieć nie jest dla nich zabawką, tylko bronią o dużej sile rażenia. To także dokładnie opisane stadia choroby na granicy obłędu. Serial trzyma w napięciu od początku do końca (ci, którzy pierwszy sezon mają za sobą dobrze wiedzą, o czym mowa).
Do końca drugiego sezonu pozostało jeszcze pięć odcinków, w których z pewnością wydarzy się coś, o czym nie śniło się nawet filozofom. Można uznać, że "Mr. Robot" to odpowiedź na netflixowe "House of Cards" - główny bohater również wykorzystuje "czwartą ścianę" i zwraca się ze swoimi monologami bezpośrednio do widza.
Diabeł się cieszy
Twórca "Długiej nocy" Peter Moffat jest bardziej doświadczonym scenarzystą niż Esmail. Widać to po serialu, który jest bardziej telewizyjny. Wszystko dzieje się powoli, bohatera obserwujemy z bliska, ale w przeciwieństwie do Elliota nie wiemy, co myśli. Chcemy mu zaufać, uwierzyć w to, że jest niewinny, jednak dowody przeciwko niemu są niezbite.
Twórca "Długiej nocy" Peter Moffat jest bardziej doświadczonym scenarzystą niż Esmail. Widać to po serialu, który jest bardziej telewizyjny. Wszystko dzieje się powoli, bohatera obserwujemy z bliska, ale w przeciwieństwie do Elliota nie wiemy, co myśli. Chcemy mu zaufać, uwierzyć w to, że jest niewinny, jednak dowody przeciwko niemu są niezbite.
Naz jest studentem, jego rodzina pochodzi z Pakistanu. W rasistowskiej Ameryce nazywany jest Arabem, a jego pewność siebie jest nieustannie tłumiona. Jego wygląd z góry stawia go w roli przegranego - który z pewnością ma coś na sumieniu. Oprócz tego jego rodzina jest dość konserwatywna i mimo tego, nie można określić go jako beztroskiego, młodego człowieka.
Dlatego więc, kiedy poznaje piękną i wyzwoloną Andreę, daje jej się uwieść i wciągnąć w jej niebezpieczny i beztroski tryb życia. Chwile uniesień kończą się tragicznie, a widz jest w takim samym szoku, jak bohater. Naz nie wie nic - oprócz tego, że jeśli natychmiast nie wróci do domu, będzie miał kłopoty. Nie dociera do niego, że jego życie ulegnie zmianie i w kilka godzin będzie musiał dojrzeć.
Od tego momentu toczy się historia - to tragiczne wydarzenie jest osią serialu. Poznajemy ludzi o różnym podejściu do zbrodni - nie wiadomo komu Naz może zaufać, a kto zarobi na jego porażce. Tymczasem z biegiem wydarzeń okazuje się, że głównym bohaterem wcale nie jest podejrzany, ale jego adwokat.
Zdjęcia, atmosfera i sama historia przypomina produkcje doskonale znane miłośnikom serialów kryminalnych. Jednak "Długa noc" jest świadomie przesadzona. Widz ma poczuć ciężar sytuacji, lepkość krwi, wilgoć nowojorskich ulic, złowrogie spojrzenia ludzi, z którymi z własnej woli nigdy by nie porozmawiał. Każdy bohater jest dopracowany w stu procentach - a adwokat Jack Stone (John Torturro) przejdzie do historii seriali, jako człowiek budzący sympatię i antypatię równocześnie.
"Długa noc" nie zdobyła jeszcze żadnych nagród - mamy za sobą dopiero pięć odcinków, ale nominacje ma niemal w kieszeni. Zachwyceni są widzowie - o czym świadczą bardzo wysokie oceny wystawiane przez nich na przeznaczonych do tego serwisach. HBO zrobiło pewnego rodzaju eksperyment - otóż podobny serial powstał w 2008 roku w Wielkiej Brytanii. Twórcą nagradzanego "Systemu sprawiedliwości" również jest Moffat. Amerykańska wersja jest jednak bardziej brutalna, ale spodoba się tym, którzy widzieli już europejską wersję sprzed ośmiu lat.
Dwa seriale, dwa wielkie sukcesy. Zupełnie różne, ale mają wiele wspólnego. Czerń, chłód, cierpienie, wydarzenia, które dla bohaterów są piekłem. Dawno nikt tak bardzo nie skupił się na emocjach i na psychice postaci. Elliott mówi o nich wprost, emocje Naza widać w jego oczach. Polecamy!
Napisz do autorki: barbara.kaczmarczyk@natemat.pl
