W tym roku Biedronka zamknęła 14 sklepów.
W tym roku Biedronka zamknęła 14 sklepów. Fot. Tomasz Kamiński / Agencja Gazeta

— Dziwne, bo ruch zazwyczaj był tam spory. Przyzwyczaiłam się, że do Biedronki można dojść na piechotę, a teraz robię zakupy w Lewiatanie, osiedlowym sklepiku, zieleniaku. A po duże zakupy wsiadam w samochód i jadę do Intermarche - mówi pani Kinga przedsiębiorca z Zielonej Góry.

REKLAMA
Liczące 140 tys. mieszkańców miasto jest fenomenem. Jeden z nielicznych rynków, gdzie największa w Polsce sieć handlowa Biedronka ustępuje pola lokalnym handlowcom. Wiosną tego roku menedżerowie zdecydowali o zamknięciu jednego z supermarketów na osiedlu Braniborskiego. Mieszkańcy wspominają, że to już druga zamknięta Biedronka w okolicy. Po poprzedniej, zamkniętej około 10 lat temu, zostały tylko ruiny budynku. Na rynku pozostały 3 supermarkety i 11 mniejszych sklepów tej marki. To i tak sporo, ale już zyskują inni: właściciele Żabek, Lewiatanów, no i miejscowy milioner, właściciel 4 dużych marketów Intermarche, który jako pierwszy zainwestował w duży handel.
– Jesteśmy w naprawdę ciężkiej sytuacji. Nie mamy zupełnie gdzie iść po podstawowe zakupy. A trzeba wiedzieć, kto mieszka na osiedlu. Głównie starsi ludzie. Dla nich wizyta w większym markecie poza osiedlem jest wyzwaniem. Autobusy jeżdżą bardzo rzadko - skarżyli się mieszkańcy lokalnej "Gazecie Wyborczej".
Sklepy idą pod nóż księgowych
To nie jedyny taki przypadek. W tym roku zamknięto Biedronkę przy dworcu PKP w Gorzowie. Wygasła 10-letnia umowa dzierżawy budynku od samorządu i sieć nie była zainteresowana kontynuowaniem działalności w tym miejscu. W charakterystycznym, żółtym budynku powstanie bazar, a urzędnicy eksmitują tam chodnikowych handlarzy.
W Cieplewie na Pomorzu już sama informacja o zamknięciu jedynej Biedronki na kilka miesięcy z powodu remontu wzbudziła wielki niepokój klientów. – Co z nami będzie. To niedobrze – mówią klienci w sondzie dziennikarskiej. Trudno się dziwić. Sieć sklepów odwiedza 4 mln Polaków dziennie, a co szósty konsument robi zakupy tylko w tej firmie.
komentarz Jeronimo Martins Polska

Zamknięcia sklepów są związane z różnymi czynnikami – np. zakończeniem umowy najmu, brakiem możliwości rozbudowy danej placówki, a także oczywiście z rentownością. W przypadku sklepu w Zielonej Górze powodem był właśnie brak możliwości przedłużenia umowy najmu.

Z punktu widzenia Biedronki takie zamknięcia to nie sensacja. Owszem, w 2015 r. zostały zamknięte 22 sklepy tej sieci, ale 102 zostały otwarte. W tym roku Biedronka zlikwidowała 14 placówek, jednocześnie otwierając 40 nowych, a więc w sumie do sieci przybyło 26. Do tego należy dodać remont 94 sklepów do standardu "na wypasie" i z większą liczbą produktów, także tych delikatesowych. Dane publikowane przez portugalskiego właściciela, Jeronimo Martins, pokazują, że biznesowy silnik Biedronki wciąż działa bez zarzutu. W Polsce do kasy wpadło im 4,6 mld euro, sprzedaż wzrosła o 8,8 procent, minimalnie udało się zwiększyć marże (dane po I poł. roku). Zupełnie inaczej niż w przeżywających kryzys delikatesach Alma, straszących klientów pustymi półkami.
A jednak. Nawet Biedronka, po Orlenie druga co do wielkości firma w Polsce, zaczyna liczyć pieniądze, przekonują eksperci. – Do tej pory Biedronka była w stanie wygrać licytację o praktycznie każdą lokalizację. Zweryfikowała jednak swoje plany rozwoju. Obecnie otwieranie kolejnych sklepów nie jest dla szefów sieci najważniejsze. Kluczowa jest efektywność sklepów, które już funkcjonują – przekonywał Kamil Szlaga, z domu maklerskiego Trigon.
Warszawa pełna Biedronek
Według jego analizy już w z poprzednim roku odłożono plany szybkiego powiększenia sieci do 3 tys. sklepów. Teraz menedżerowie sieci chcą wyciągnąć jak najwięcej z już istniejących placówek. Dlaczego? Według danych Jeronimo Martins, każda Biedronka powstająca na dziewiczym terenie w mieście przejmuje ponad połowę klientów od innych sklepów w promieniu 1,5 kilometra. Problem jednak w tym, że rynek osiągnął już taki stopień nasycenia, że ulokowane zbyt blisko siebie Biedronki zaczynają konkurować ze sobą. W Warszawie jest ich ponad 100 a mapa "inwazji owadów" wygląda tak.
logo
Biedronka.pl
Do tego Jeronimo Martins Polska przygotowuje się do zapłacenia nowego podatku handlowego, który wchodzi w życie po wakacjach. W tym roku z finansami marketów obejdzie się jeszcze łagodnie, a w przyszłym da po głowie handlowcom. Szacuje się, że ta największa sieć handlowa zapłaci ponad 800 mln złotych rocznie. Nawet dla firmy mającej blisko 39 mld przychodów rocznie to znacząca kwota.
– Nowy podatek, z uwagi na jego charakter, jest przede wszystkim analizowany w odniesieniu do możliwego wpływu na całościowe obroty naszej sieci, a nie pod kątem rentowności poszczególnych placówek – wyjaśniają menedżerowie sieci. Dodają, że koncentrują się na istniejących sklepach, zwłaszcza w wymiarze ich modernizacji i rozwoju asortymentu. – Obecne tempo ekspansji naszej sieci to ok. 100 nowych placówek rocznie w skali całego kraju – brzmi oficjalna odpowiedź.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl