
Ostatnia aukcja koni arabskich nie przyniesie chluby kierownictwu stadniny w Janowie Podlaskim. Pride of Poland przebiegła nie tak, jakby sobie tego życzyli. Według niektórych relacji, jeden z kupców zainteresowany klaczą Emirą zaproponował kwotę ponad pół miliona euro, a następnie wycofał się z kupna. Zwierzę ostatecznie sprzedano drugiemu chętnemu za jedyne 225 tys. euro.
REKLAMA
Teraz głos zabrała jedna z kobiet, które chciały nabyć konia. Anette Mattsson ze Szwecji chciała kupić klacz Emirę. Mówi, że zrezygnowała, bo aukcja wzbudziła jej podejrzenia, ale po sprzedaży zaoferowano jej kupno zwierzęcia. Gdy miało dojść do podpisania umowy okazało się jednak, że klacz trafi na kolejną licytację.
Mattson od lat bierze udział w aukcjach w Janowie Podlaskim. Pośredniczy w zakupach polskich koni dla zagranicznych klientów.
- Powiedziałam, że przecież Emira już została sprzedana. A on pytał: "Jaka jest wasza cena?". Po rozmowach uzgodniliśmy cenę [200 tys. euro], ale gdy mieliśmy podpisać kontakt, usłyszałam, że jednak znowu wystawią Emirę na aukcję. Powiedziałam im, co o tym wszystkim myślę - mówi Szwedka w rozmowie ze "Światem Koni". Jak mówi, po wszystkim się rozpłakała.
Licytację prowadzono w ostatnią sobotę. Dwa dni później Karol Tylenda, odpowiedzialny za licytację wiceprezes Agencji Nieruchomości Rolnych podał się do dymisji.
