W Hiszpanii trwa dyskusja o zmianie czasu.
W Hiszpanii trwa dyskusja o zmianie czasu. Fot. Rafael Juarez/Pixabay

Na Półwyspie Iberyjskim - nie pierwszy raz zresztą - trwa kampania na temat obowiązującego czasu. A dokładnie, przesunięcia wskazówek zegarka o godzinę wstecz. Dla zwolenników taka zmiana przyniesie same korzyści, ale ilu Hiszpanów naprawdę jest na nią gotowych?

REKLAMA
Mieszkańcy Hiszpanii mają wypatrywać skrócenia ciągnących się w nieskończoność przerw obiadowych i opuszczania biura przed zmrokiem. Chcą być bardziej produktywni, energiczni, zdrowsi. W tym pomogłaby im zmiana czasu, na taki który obowiązuje np. w sąsiedniej Portugalii. A kiedyś również w Hiszpani dopóki nie ruszył go generał Franco.
Teoretycznie Hiszpanie mogliby wstawać o 9, a nie jak teraz o 10. Dodatkowa godzina to niby nic, a jednak dałaby poczucie trzymania się w ryzach i zbliżenia do tego, jak żyją ludzie w innych krajach Europy. Nic im po tym, że siedzą przy restauracyjnych stolikach, mogąc spędy przełożyć na wieczór. Z drugiej strony, kto wie czy odzwyczają się od lunchu, kiedy i tak nikt nie liczy się z tym, ile powinien trwać, czyli 60 minut. W żyłach krew płynie im jakby wolniej, w DNA nie ma też zakodowanego pośpiechu - po co więc przy tym majstrować?
Na razie zmiana czasu to tylko pomysł. Któryś raz z rzędu ktoś chce podjąć próbę, pytaniem kto będzie przekonujący na tyle, by Hiszpanie - jak jeden mąż - odeszli od tego, co tak dobrze znają i tak bardzo kochają.
źródło: economist.com