Plaga sex-ulotek w Warszawie. Pojawiają się znikąd, ale wyrzucenie ich na chodnik to najgorsze, co możesz zrobić

Ulotki za wycieraczkami to prawdziwa plaga w centrum Warszawy. Problem mają kierowcy, a nie ci, co je roznoszą.
Ulotki za wycieraczkami to prawdziwa plaga w centrum Warszawy. Problem mają kierowcy, a nie ci, co je roznoszą. Stefan Ronisz
Wystarczy zostawić samochód na kilka minut w Centrum, żeby po powrocie znaleźć za wycieraczką niechciany kawałek papieru. Czasem jest to mandat za złe parkowanie lub brak kwitu parkingowego, ale najczęściej będzie to zdjęcie uroczej blondynki lub brunetki. Gotowe na każde wyzwanie czekają na telefon. Problem w tym, ze najczęściej lądują na ulicy. Ulotki, rzecz jasna...


Spacer z kamerą zaczęliśmy w ścisłym centrum, od ulicy Widok. Pierwszą ofiarą była przemiła pani z Nissanie Micra na numerach z Piaseczna. Jak sama mówi, rzadko przyjeżdża do centrum i nigdy nie znalazła za wycieraczką żadnej ulotki ze zdjęciem odważnej dziewczyny gotowej na przygody. To o tle dziwne, że dokładnie wszystkie samochody dookoła miał za wycieraczki powtykane reklamówki.

Trudno, idziemy dalej. Napotykamy pana, który jest częstszym gościem w śródmieściu i z tego co mówi, ulotki są dla niego problemem. Nie jest zainteresowany dziewczynkami, a z papierkiem nie ma co zrobić, najczęściej więc zmuszony jest wrzucać do gdzieś do środka auta i raz na jakiś czas robić „wielkie porządki”. Na chodnik nie wyrzuca, bo to nieeleganckie.
Ale nie tylko – wyrzucanie na chodnik jest zwyczajnie wykroczeniem. Mówi o tym wyraźnie artykuł 145 Kodeksu Wykroczeń. Każdy, kto zanieczyszcza, lub zaśmieca miejsca dostępne dla publiczności, a w szczególności drogę, ulicę, plac, trawnik lub zieleniec popełnia wykroczenie. A to karane jest mandatem. Za to, że wyrzucimy zdjęcie blondyny można zapłacić nawet 500 zł. Za brunetkę zresztą też, stawka jest taka sama.
Co ciekawe, mandat płaci kierowca, który wyrzuci ulotkę, ale nie ma odpowiedniego paragrafu na osoby, które te ulotki umieszczają. Jak informuje Jolanta Borysewicz z warszawskiej Straży Miejskiej, w myśl orzeczeń sądów nie można uznać prywatnych samochodów za miejsce publiczne. Stanowią one własność indywidualną i Straż Miejska nie może w żaden sposób interweniować. Rzecznik KOmendy Stołecznej Policji mówi dokładnie to samo...


– Co czuję, jak znów znajduję ulotkę za wycieraczką? Zażenowanie. Nie, właściwie to bardziej złość, bo znów mam śmietnik za szybą – mówi pani Katarzyna, która często zostawia samochód w okolicach Hali Banacha. – wsadzam je do schowka w samochodzie i co jakiś czas wyrzucam. Ale ktoś powinien coś z tym zrobić, bo te ulotki tylko zaśmiecają miasto – dodaje. Dla pani Katarzyny nie ma znaczenia, że ulotki są kierowane do mężczyzn. – Jakby to były zdjęcia przystojnych mężczyzn to wkurzałyby mnie tak samo.
Pani Katarzyna jest o tyle szczególnym przypadkiem, że jako nieliczna ze spotkanych przez nas kobiet znajduje ulotki za wycieraczką. Większość mówiła nam, że nie mają tego problemu. Skąd roznoszący ulotki wiedzą, który kierowca jest kobieta? Big Brother patrzy – śmieje się kobieta napotkana na ulicy Wilczej.

– Co myślę o tych ulotkach? Oczywiście jestem zainteresowany. Dzwonię za każdym razem – śmieje się młody mężczyzna spotkany na ulicy Hożej. – To świetne jest, zupełnie mi nie przeszkadza. A kiedy wyrzucam to oczywiście na chodnik, nie bawię się w żadne kosze – dodaje. Uśmiech nie schodzi z ust także blondynce, która razem z nim wysiadła z samochodu. Trudno przypuszczać, że jego wypowiedzi mężczyzny to coś więcej niż żart.
A ja znam osoby, którzy korzystają z tych ogłoszeń – mówi nam mężczyzna, którego zaczepiliśmy na wielkim parkingu przy placu Konstytucji. Choć sam nie jest zainteresowany blondynkami i brunetkami, które są gotowe na wielką przygodę, widzi sens takiej reklamy. – Myślę, że jest wiele osób, którym takie ulotki mogą pomóc znaleźć potrzebne im informacje. Ja nie jestem zainteresowany, ja mam żonę – mówi. Co robi z ulotkami? Używam wycieraczek, bo podobno wyrzucanie tego to jest zaśmiecanie – tłumaczy.



Większość pytanych przez nas przypadkowych przechodniów mówiła, że wyrzuca ulotki od razu, nawet na nie nie patrząc. Tylko kilka osób miało świadomość, że rzucając papierki na chodnik narażają się na mandat. Okazuje się, że prawo nie chroni kierowców, którym ciągle ktoś zaśmieca szyby w samochodzie, ale gdy zdenerwowani wyrzucą papierek na chodnik to paragraf już się na nich znajduje.
Wszyscy mówią, że Straż Miejska powinna zacząć karać tych, co ulotki wsadzają, skończyłby się problem zaśmieconych ulic i chodników. Ale rzecznik Straży Miejskiej bezradnie rozkłada ręce. – My nic nie możemy zrobić, takie postulaty proszę kierować do ustawodawcy – podkreśla Jolanta Borysewicz.

Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...