
Małgorzata Kalicińska, autorka m.in. z „Domu nad rozlewiskiem”, podzieliła się na Facebooku swoimi doświadczeniami ze społecznego sprzątania lasu. Doświadczenia są raczej gorzkie. Pisarka nie waha się użyć ostrych słów.
REKLAMA
Najpierw godziny spędzone w odpadkach porzuconych w lesie, zbieranie w pocie czoła cudzych śmieci i - wreszcie - odrobina satysfakcji, kiedy las jest znowu zielony. To jednak trwa tylko chwilę, bo już po kilku godzinach w tym samym miejscu walają się porozdzierane niebieskie torby i kilogramy śmieci.
Jeżeli zdarzało się wam zbierać śmieci w lesie – chodzi o te cudze – to na pewno nie raz sami uczestniczyliście w takim scenariuszu. Teraz do grona osób uczestniczących w „leśnej bezradności” dołączyła pisarka Małgorzata Kalicińska.
– Rok w rok sprzątam ten las. W czynie społecznym, wraz z Krzysiem i M. W tym roku poszły z nami dzieciaki M. (6 i 8). Najpierw marudziły ale potem były dumne. :-) Firma śmieciarska grzecznie zabrała wory. W tym roku tylko 4. Rok temu tez tyle. Za pierwszym razem było ich pełnych - trzydzieści (!) Pani z PGK aż achnęła i z mety przysłała samochód dziękując i oklaskując. Teraz mamy taką już tradycję, że co roku zbieramy to co CHAMY wyrzucają, a to papier po batoniku at o puszke po piwie czy butelkę soczku, paczkę po fajkach, reklamówkę... – pisze na Facebooku.
Kalicińska wrzuciła zdjęcia rozrzuconych po lesie śmieci. Te pojawiły się w miejscu, które kilka dni wcześniej posprzątała. Co na to autorka?
– Ty dziadu, brudasie, prymitywie cholerny!!! Dorwę cię bo zostawiłeś ŚLAD!!! – nie pozostawia wątpliwości pisarka.
