
Cztery lata temu Donald Tusk i prezes KGHM wspólnie wywieszali polską flagę w jednej z przejmowanych kopalni miedzi. Inwestycja, która kosztowała 9 mld zł, dziś dla księgowych spółki jest warta 5 mld mniej, z tego w Chile utopiono 3 mld. W ramach rozliczania poprzedniej ekipy mamy więc doniesienie ABW do prokuratury o niegospodarności.
Gdy rozpoczynaliśmy prace nad transakcją, była pierwsza połowa 2005 r., zbliżały się wybory, nikt nie wiedział, w którą stronę potoczy się polska polityka. Po wyborach politycy zwycięskiej koalicji z dużą nieufnością podeszli do planów inwestycyjnych Orlenu. Szczęśliwie udało nam się niektórych z nich, szczególnie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, do tego przekonać.
Obie inwestycje miały ze sobą wiele wspólnego. Były spektakularne, prezesi spółek widzieli w nich sukces, lecz ich losy potoczyły się inaczej niż przewidywali biznesowi doradcy z renomowanych firm. Twórcy zawiadomień zapominają o czymś takim, jak ryzyko w biznesie i że nie ma w nim gwarancji na sukces. Dlatego według raportu firmy doradczej PwC do skazań w takich sprawach dochodzi rzadko.
Dla przypisania odpowiedzialności konieczne jest wykazanie, że sprawca doprowadził do skutku w postaci wyrządzenia mocodawcy znacznej szkody majątkowej. Jednak sprawcy skutecznie podnoszą argument ryzyka działalności gospodarczej, jako jedną z okoliczności, które wyłączają bezprawność działania lub ich winę (tzw. kontratypy). Dochodzą do tego trudności dowodowe, gdyż by wykazać umyślne działanie sprawcy, organy ścigania muszą udowodnić mu zarówno zamiar co do sposobu, jak i skutku jego działania, w postaci znacznej szkody.
– spadek cen miedzi na rynkach światowych;
– spowolnienie gospodarki Chin, czyli mniejsze zapotrzebowanie u największego klienta;
– strajk chilijskich górników i mniejsze wydobycie niż zakładano;
– "awaria" rurociągu Przyjaźń i brak dostaw ropy ze strony Rosji;
– konieczność dostarczanie ropy tankowcami np. z Wenezueli;
– wysoki koszt dostaw rurociągiem i koleją litewską.
Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl
