Prezesi i politycy w dwóch największych inwestycjach zagranicznych  polskich firm.
Prezesi i politycy w dwóch największych inwestycjach zagranicznych polskich firm. Materiały KGHM, Dominik dziecinny / Agencja Gazeta

Cztery lata temu Donald Tusk i prezes KGHM wspólnie wywieszali polską flagę w jednej z przejmowanych kopalni miedzi. Inwestycja, która kosztowała 9 mld zł, dziś dla księgowych spółki jest warta 5 mld mniej, z tego w Chile utopiono 3 mld. W ramach rozliczania poprzedniej ekipy mamy więc doniesienie ABW do prokuratury o niegospodarności.

REKLAMA
Sprawa jest prosta. Wyrządzono "szkody w wielkich rozmiarach" w majątku miedziowej spółki. "Dokumenty wskazują na szereg zaniechań po stronie KGHM, w wyniku których spółka podpisała niekorzystną umowę" – brzmi cytat z lakonicznego komunikatu. Ktoś musi "beknąć" z paragrafu, za który grozi 10 lat więzienia.
Tyle że takie samo doniesienie można by napisać w sprawie inwestycji, której 10 lat temu patronował Lech Kaczyński. Wówczas Orlen, drugi z naszych narodowych czempionów, wydał 11 mld złotych za zakup rafinerii w Możejkach na Litwie. W 2014 roku wartość tego biznesu spisano na zero złotych. Tyle kosztowało utarcie nosa Rosjanom – chwila, w której czuliśmy się potęgą. Tego czego życzył sobie Lech Kaczyński, a zrealizował Igor Chalupec.
Igor Chalupec

Gdy rozpoczynaliśmy prace nad transakcją, była pierwsza połowa 2005 r., zbliżały się wybory, nikt nie wiedział, w którą stronę potoczy się polska polityka. Po wyborach politycy zwycięskiej koalicji z dużą nieufnością podeszli do planów inwestycyjnych Orlenu. Szczęśliwie udało nam się niektórych z nich, szczególnie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, do tego przekonać.

Do przedawnienia zarzutów o niegospodarność jest jeszcze 5 lat. Dokumenty "wskazujące szereg zaniechań" się znajdą. Przedstawili je na konferencji w lipcu 2014 roku szefowie Orlenu, prezes Jacek Krawiec i Sławomir Jędrzejczyk, wiceprezes ds. finansowych. Było podobnie jak z KGHM. Ktoś wydał 11 mld zł, a zostało okrągłe zero. Nic tylko pisać akt oskarżenia.
logo
Igor Chalupec i Lech Kaczyński podczas finału transakcji zakupu Możejek. fot. Dominik Dziecinny / Agencja Gazeta
Chwila sławy
Obie inwestycje miały ze sobą wiele wspólnego. Były spektakularne, prezesi spółek widzieli w nich sukces, lecz ich losy potoczyły się inaczej niż przewidywali biznesowi doradcy z renomowanych firm. Twórcy zawiadomień zapominają o czymś takim, jak ryzyko w biznesie i że nie ma w nim gwarancji na sukces. Dlatego według raportu firmy doradczej PwC do skazań w takich sprawach dochodzi rzadko.
PwC

Dla przypisania odpowiedzialności konieczne jest wykazanie, że sprawca doprowadził do skutku w postaci wyrządzenia mocodawcy znacznej szkody majątkowej. Jednak sprawcy skutecznie podnoszą argument ryzyka działalności gospodarczej, jako jedną z okoliczności, które wyłączają bezprawność działania lub ich winę (tzw. kontratypy). Dochodzą do tego trudności dowodowe, gdyż by wykazać umyślne działanie sprawcy, organy ścigania muszą udowodnić mu zarówno zamiar co do sposobu, jak i skutku jego działania, w postaci znacznej szkody.

Jednym zdaniem, oprócz "dokumentów na szereg zaniechań" należałoby jeszcze podłączyć Herberta Wirtha (byłego prezesa KGHM) do wykrywacza kłamstw i wydobyć odpowiednie zeznanie.
Herbert Wirth powiedział "Gazecie Wyborczej": – Sierra Gorda to projekt, który ma problemy, a negatywny wpływ na niego miały spadki cen na rynku miedzi. Uważam jednak, że inwestycję należy kontynuować, a ocenianie jej po dwóch latach zarówno z punktu widzenia geologicznego, jak i biznesowego jest nieuzasadnione. Nie mam sobie w tej sprawie nic do zarzucenia.
Problemy KGHM to w Chile i Kanadzie:
– spadek cen miedzi na rynkach światowych;
– spowolnienie gospodarki Chin, czyli mniejsze zapotrzebowanie u największego klienta;
– strajk chilijskich górników i mniejsze wydobycie niż zakładano;
Problemy Orlenu w Możejkach:
– "awaria" rurociągu Przyjaźń i brak dostaw ropy ze strony Rosji;
– konieczność dostarczanie ropy tankowcami np. z Wenezueli;
– wysoki koszt dostaw rurociągiem i koleją litewską.
W każdym z opisywanych przypadków cokolwiek zrobiłby polski prezes, wspaniała i perspektywiczna inwestycja zamieniała się w niegospodarną i przynoszącą straty. W przypadku KGHM chilijskie złoża były atrakcyjne, bo leżą tuż pod powierzchnią ziemi, a w Polsce trzeba wydobywać miedź z głębokości nawet 1200 metrów, a to bardzo podnosi koszty. Analitycy wcale nie stawiają na niej krzyżyka. Gdy ceny miedzi wzrosną, równie dobrze może przynosić zysk. Tymczasem"pisowski" prezes Orlenu Wojciech Jasiński już pochwalił się, że Możejki osiągnęły rekordowe 237 mln dolarów dochodu.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl