Fot. Maciej Stanik

– Mam nadzieję, że pan na nas nie doniesie – kobieta otoczona grupką dzieci konspiracyjnym szeptem odpowiada na zdziwione spojrzenie mężczyzny stojącego obok niej w kolejce. Widok nieletnich w centrum handlowym pierwszego września o 9 rano być może nie jest codziennością, ale z drugiej strony… Pan z kolejki wydaje się dawać rozgrzeszenie, bo odpowiada tylko szelmowskim uśmiechem. Przecież sam stoi właśnie w kolejce do drzwi nowego TK Maxxa. Po symbolicznym przecięciu wstęgi, starsi i młodsi ruszyli sprintem na zakupowe łowy, a my – w poszukiwaniu rozwiązania zagadki okazyjnych cen na tikejowych metkach.

REKLAMA
logo
Przecięcie wstęgi w nowym TK Maxx odbyło się w Polsce już po raz 33. Fot. Maciej Stanik
Podwarszawskie Janki to już 33. lokacja sieci w Polsce. Tych, którzy fenomen TK Maxxa znają, kolejka do drzwi nie powinna dziwić. Możliwość zakupu ekskluzywnych markowych produktów w cenach “dla ludzi” jest kusząca, zwłaszcza, że wartość produktu przed i po obniżce, widoczna jest na każdej metce.
logo
W konkursie "HELLO czerwony wieszak" wygrywali najszybsi i najbardziej spostrzegawczy Fot. Maciej Stanik
Poza tym, jak to w dniu otwarcia, organizatorzy przygotowali konkursy, dzięki którym rachunek przy kasie można było jeszcze bardziej zbić. Zdjęcie w stojącej przy wejściu foto-budce było szansą na wygranie karty upominkowej w facebookowym konkursie. Dla bardziej aktywnych przygotowano akcję “HELLO czerwony wieszak”, w ramach której pracownicy sklepu ukryli na jego terenie srebrne, złote i czerwone wieszaki o wartości odpowiednio 100, 500 i 700 zł. Znalezienie ich nie było proste, podobnie jak rozwiązanie innych, zakupowych dylematów, które podczas odwiedzin w “tikeju” zawsze nieuchronnie się pojawiają, na przykład: czy kupno pięciu par spodni za jednym razem to już przesada?
logo
Fot. Maciej Stanik
Cena zdrowego rozsądku
– Mamooo… i co teraz? – na oko kilkunastoletnia dziewczyna wzdycha ciężko, spoglądając na półkę zasłaną portfelami i portmonetkami. W obu dłoniach trzyma po jednym elemencie z każdego rodzaju i najwyraźniej waha się, czy nie jest już za dorosła na urządzanie w sklepie histerii. Jak się bowiem zaraz okaże, dramat tkwi w niemożności dokonania wyboru pomiędzy akcesorium z lakierowanej skóry, a tym z różowego zamszu. – Oba mi się podobają… – wzdycha równie płaczliwie, co teatralnie. Występ godzien Oscara – chwilę później obie rzeczy lądują w koszyku. – Ale co ty będziesz nosiła w dwóch portfelach, to ja nie… – ten ledwo słyszalny głos krytyki (rozsądku?) i tak nie dotarł do adresatki, która ochoczo pognała do kolejnej sekcji sklepu.
logo
To, tamto, a może oba? Sklepowe dylematy w TK Maxxie objawiają się w pełnej krasie Fot. Maciej Stanik
Dziwicie się rodzicielskiej pobłażliwości? Niepotrzebnie. Chwilę później nastąpiła bowiem niespodziewana zamiana ról – tym razem to mama, schowana za rogiem wejścia do przymierzalni, bacznie przyglądała się kilkunastu wieszakom. Trudny wybór? – Wie pani, jak jestem w Tikeju, to zazwyczaj wychodzę z pełnymi siatkami. Dzisiaj staram się trochę pilnować, bo jestem z córką – muszę dawać dobry przykład. Ale z drugiej strony, widzę ile normalnie musiałabym zapłacić za te rzeczy... Na raz na pewno bym ich wszystkich nie kupiła – tłumaczy. Trochę jej nie wierzę, bo błysk w oku zdradza urodzoną zakupoholiczkę, ale rzeczywiście – ceny w TK Maxxie sprzyjają zakupom "hurtowym".
logo
Asortyment różni się w zależności od sklepu. TK Maxx w Jankach posiada szczególnie rozbudowaną strefę akcesoriów dla domu Fot. Maciej Stanik
Jak oni to robią?
Pytanie, dlaczego designerskie ubrania, buty i elementy wyposażenia domu kosztują tu do 60 proc. mniej niż normalnie, zada sobie w końcu każdy, kto znajdzie się w obrębie czerwonych ścian “Tikeja”. Odpowiedź jest prosta, ale tylko w teorii. W “zwykłych” sklepach towar trafia na półkę z magazynów producenta danej marki - to jasne. W outletach jest podobnie, a niższe od regularnych ceny to zwykle zasługa tego, że asortyment poskładany jest z końcówek kolekcji ubiegłych sezonów. TK Maxx ma inny system, którego podporę stanowią tzw. kupcy.
logo
Wkurzasz się, kiedy u znajomych widzisz identyczne meble? Kupując w "Tikeju", masz szansę, że podobną rzecz upoluje niewielu Fot. Maciej Stanik
Co robi kupiec nietrudno się domyślić. Nieszczęśnicy z wrodzoną awersją do “szoppingu” tylko się wzdrygną, a ci, którzy w okresie wyprzedaży najchętniej nocowaliby w centrach handlowych – westchną z zazdrości słysząc, że jego zadaniem jest wynajdowanie towarów ekskluzywnych marek w najlepszych cenach i to na całym świecie. Jeśli na przykład wynajdzie serię orientalnych lamp, produkowanych w Maroko, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ściągnąć je do nowego sklepu w Jankach. Geografia nie stanowi tu problemu - w każdym TK Maxxie znajdziemy wybór towarów rodem z Wielkiej Brytanii, Włoch czy Indii.
logo
Fot. Maciej Stanik
Zróżnicowanie asortymentu, oraz fakt, że pochodzi on w większości z bieżących kolekcji sprawia, że o TK Maxxie trudno mówić jako o outlecie. Termin, ukuty do opisywania tego rodzaju sklepów nosi nazwę "off price". Model ten posiada jeszcze jeden ważny wyróżnik: uzupełnianie półek odbywa się kilka razy w tygodniu, a nie jak w standardowych sklepach – najwyżej kilka razy w sezonie. Każdy sklep na bieżąco monitoruje braki i zgodnie zgłasza zapotrzebowanie na nowe rzeczy. To tłumaczy, dlaczego twoja koleżanka w sklepie na Marszałkowskiej potrafiła wyszperać dżinsy od znanego projektanta i jednocześnie wzbudzić u ciebie niekontrolowany wybuch zazdrości podając ich cenę, a ty robiąc regularnie zakupy na Alejach Jerozolimskich, nigdy nie widziałaś choćby podobnych.

Artykuł powstał we współpracy z TK Maxx.