
Znalezienie osoby, która z ręką na sercu przyzna, że jesień to jej ulubiona pora roku nie jest łatwe, a w okolicach września czy października – praktycznie niemożliwe. Nawet najwięksi optymiści, obserwując blaknące z każdym dniem resztki wakacyjnej opalenizny, potrafią popaść w melancholię, a przeglądając w telefonie zdjęcia dokumentujące urlopową labę – zacząć niekontrolowanie szlochać. Tego typu incydentom można (a nawet trzeba!) zapobiegać, a sposób na to jest bardzo prosty: jak najszybciej zacząć planować kolejne wakacje, tym razem zimowe.
REKLAMA
Strategia odwracania uwagi to najstarszy psychologiczny trik świata. I nawet jeśli nie należycie do tych, którzy co roku regularnie popadają w „białe szaleństwo”, w imię własnego komfortu psychicznego – paradoksalnie – powinniście. Poniżej przedstawiamy listę zaleceń – najlepszych narciarskich miejscówek, oraz sugestie dotyczące potencjalnych form „terapii”.
Austria
Jeśli chodzi o zagraniczne narciarskie wojaże, Austria to w naszym kraju absolutny numer jeden. Choć być może zamiast „Austria” należałoby napisać „Tyrol”, bo to właśnie ten region w sezonie przyciąga największą liczbę Polaków. Dlaczego? Nad odpowiedzią na to pytanie głowią się zwłaszcza Austriacy, przekonani, że idealne warunki narciarskie panują w ich kraju praktycznie wszędzie, w co oczywiście nikt nie wątpi. Ale skoro w Tyrolu znajdziemy właściwie wszystko, czego narciarska dusza pragnie, po co szukać dalej? Dylematy w tym przypadku możemy więc ograniczyć do wyboru konkretnej bazy wypadowej na narty w Austrii. My mamy trzech faworytów.
Dolina Ziller
Niezaprzeczalną zaletą tego rejonu jest fakt, że na terenie całej doliny Ziller obowiązuje jeden skipass – Zillertaler Superskipass. Daje nam to dużą dowolność podczas komponowania planów zjazdowych wycieczek. A jest z czego wybierać, bo łączna długość tras, na które obowiązuje karnet, to 506 km. Amatorzy lodowców z pewnością chętnie odwiedzą więc Hintertuxer Gletscher. Z kolei co bardziej doświadczeni pewnego dnia zaplanują również wycieczkę do Mayrhofen, gdzie znajduje się trasa o wymownej nazwie „Harakiri”.
Niezaprzeczalną zaletą tego rejonu jest fakt, że na terenie całej doliny Ziller obowiązuje jeden skipass – Zillertaler Superskipass. Daje nam to dużą dowolność podczas komponowania planów zjazdowych wycieczek. A jest z czego wybierać, bo łączna długość tras, na które obowiązuje karnet, to 506 km. Amatorzy lodowców z pewnością chętnie odwiedzą więc Hintertuxer Gletscher. Z kolei co bardziej doświadczeni pewnego dnia zaplanują również wycieczkę do Mayrhofen, gdzie znajduje się trasa o wymownej nazwie „Harakiri”.
Brixentall
W Polsce jedyna gwarancja, jakiej ktokolwiek może oczekiwać w kontekście śniegu, jest taka, że jak co roku zaskoczy on drogowców. W Brixentall natomiast gwarantowana jest jego obecność na stokach, zwłaszcza tych, które wchodzą w skład największego austriackiego systemu nartostrad – SkiWelt. Pogodowym kaprysom zapobiega 1000 umiejscowionych tam armatek śnieżnych, które poprawiają warunki na 280 kilometrach stoków.
W Polsce jedyna gwarancja, jakiej ktokolwiek może oczekiwać w kontekście śniegu, jest taka, że jak co roku zaskoczy on drogowców. W Brixentall natomiast gwarantowana jest jego obecność na stokach, zwłaszcza tych, które wchodzą w skład największego austriackiego systemu nartostrad – SkiWelt. Pogodowym kaprysom zapobiega 1000 umiejscowionych tam armatek śnieżnych, które poprawiają warunki na 280 kilometrach stoków.
Nie do pominięcia jest również fakt, że w regionie znajduje się kilkadziesiąt knajpek i restauracji, gdzie co wieczór odbywają się tradycyjne après-ski – imprezy, na których w myśl obowiązującego dress-code’u, należy pojawić się w pełnym narciarskim rynsztunku i w imię tradycji – kosztować wszystkie dostępne rodzaje austriackich schnappsów.
Zell am See-Kaprun
Ci, dla których jednym z kryteriów wyboru narciarskiej bazy jest potencjał fotograficzny, bez zastanowienia wybiorą Zell am See-Kaprun. Sceneria do idealnych selfie nie ogranicza się tu bowiem tylko do lodowca Kitzsteinhorn, choć nawet gdyby tak było, większość pewnie by nie narzekała. Stojąc na górze, mamy bowiem szansę w panoramicznym kadrze zmieścić aż 30 innych alpejskich szczytów, czyli aż nadto, aby wzbudzić zazdrość facebookowych znajomych. A jeśli raz dziennie dorzucimy jeszcze fotkę ze spaceru brzegiem jednego z najczystszych jezior w Europie, setki „lajków” mamy jak w banku.
Ci, dla których jednym z kryteriów wyboru narciarskiej bazy jest potencjał fotograficzny, bez zastanowienia wybiorą Zell am See-Kaprun. Sceneria do idealnych selfie nie ogranicza się tu bowiem tylko do lodowca Kitzsteinhorn, choć nawet gdyby tak było, większość pewnie by nie narzekała. Stojąc na górze, mamy bowiem szansę w panoramicznym kadrze zmieścić aż 30 innych alpejskich szczytów, czyli aż nadto, aby wzbudzić zazdrość facebookowych znajomych. A jeśli raz dziennie dorzucimy jeszcze fotkę ze spaceru brzegiem jednego z najczystszych jezior w Europie, setki „lajków” mamy jak w banku.
Francja
Wielu uważa, że narty we Francji to opcja dość ekskluzywna. Jeśli jednak chodzi o zimowe szaleństwo, mit Francji-elegancji należy włożyć między bajki, a bardziej wziąć sobie do serca obowiązującą tam maksymę „liberté, égalité, fraternité”. Jeśli chodzi o narciarski wypoczynek, kraj ten z otwartymi ramionami wita bowiem wszystkich – początkujących i profesjonalistów, tych, którzy wypad planują w gronie znajomych czy też rodzinnie – z gromadką dzieci.
Tych, którzy do Francji wybierają się po raz pierwszy, powinny zainteresować Trzy Doliny – największy region narciarski na świecie. Nic więc dziwnego, że zarówno ceny karnetów, jak i apartamentów są tam niezwykle konkurencyjne. Jeśli kiedykolwiek marzyliście, żeby prosto z trasy wracać na odpoczynek do tradycyjnej drewnianej chatki, rezerwujcie bilety do Francji – znalezienie kwaterunku w typowym alpejskim „chalet”, położonym praktycznie przy stoku, nie będzie problemem.
Dla tych, którzy oprócz dostępności tras na miejscu wysoko cenią sobie komfort podróży do Francji, najlepszą opcją będzie Chamrousse, położone 35 km od Grenoble, do którego bez problemu można dostać się na pokładzie tanich linii lotniczych.
Włochy
Pozdrowienia ze słonecznej Italii – spokojnie możemy tak zatytułować zdjęcie zrobione w szczycie narciarskiego sezonu. Słonecznych dni na włoskich stokach z pewnością nie zabraknie, zwłaszcza jeśli na swoją bazę wybierzemy Livigno.
W regionie znajduje się 115 km świetnie przygotowanych tras zjazdowych oraz dwa snowparki, w których akrobacjami mogą popisywać się amatorzy ekstremalnych snowboardowych wyczynów. Livigno pokochają też wszyscy, którzy szusowanie lubią od czasu do czasu przeplatać bieganiem – łączna długość tras dla fanów biegówek to ponad 40 km. Pobytem w regionie nie będą rozczarowani również ci, którzy białe szaleństwo lubią łączyć z tym zakupowym – Livigno jest bowiem strefą wolnocłową, co oznacza, że niektóre produkty, jak na przykład słynny regionalny likier Bombardino, są tu dużo tańsze niż w innych częściach Włoch.
