"Chodź na solo!" "Nie będę sobie tobą brudził rąk!". Czyli rozróba na pokazie "Smoleńska"

W kinie Atlantic doszło do pierwszych przepychanek. Będzie więcej Fot. Waldemar Gorlewski/ Agencja Gazeta
Jeszcze dzieło Antoniego Krauzego nie weszło na dobre do kin, a już doszło do pierwszych rękoczynów. We wtorek w warszawskim kinie Atlantic odbył się pokaz "Smoleńska". Udało nam się dowiedzieć, co się tam wydarzyło.

– Bardzo chciałam zobaczyć ten film, choćby dlatego, że budzi tyle emocji – relacjonuje dla naTemat, Klara Klinger, dziennikarka "Dziennika.Gazeta Prawna". – Zauważyłam, że na sali byli w większości starsi ludzie, panowała podniosła jak na kino atmosfera. Obok mnie siedziało kilku młodszych widzów, około trzydziestoletnich mężczyzn. I to oni mimowolnie stali się bohaterami seansu.

Według słów Klary, film wyraźnie nie podobał się mężczyznom. Kilka razy śmiali się podczas projekcji. To spotkało się z dezaprobatą innych widzów. Ale gorąco zrobiło się dopiero w finałowej scenie "Smoleńska".

– Pod koniec filmu, główna bohaterka pod wpływem dziennikarskiego śledztwa przechodzi moralną przemianę. W kolejnej scenie widzi duchy ofiar katastrofy smoleńskiej, które spotykają żołnierzy zamordowanych w Katyniu. Wtedy moi sąsiedzi nie wytrzymali i po prostu zaczęli się śmiać – opisuje Klara.
Dalej wypadki potoczyły się błyskawicznie. Ze swojego fotela zrywa się silnoręki chłopak, odziany w patriotyczną koszulkę. Krzyczy, że "zaraz da po im łbie, jeśli się natychmiast nie zamkną". Film kończy się, a agresywny widz postanawia zrealizować groźbę.

Szarpiących mężczyzn trzeba było rozdzielać. "Czekam na Ciebie przed kinem" – odgraża się osiłek. "Nie będę sobie brudził rąk takim ćwokiem, jak ty" – odparowuje mu zaatakowany mężczyzna. Podniosła atmosfera gdzieś prysła, a do bijatyki nie doszło tylko dzięki przytomności umysłu rozjemców. A co z samym filmem?


– Muszę przyznać, że wiele osób miało poważne wątpliwości, co do wartości artystycznej "Smoleńska". Najbardziej krytykowana, nawet przez prawicowych widzów, była Beata Fido, czyli odtwórczyni głównej roli. Niektórzy byli oburzeni, że swoją fatalną grą "położyła" taki ważny temat. Na szczęście zaatakowanym chłopakom udało się uniknąć konfrontacji, chociaż wszyscy byli całą sytuacją bardzo poruszeni.– relacjonuje nam dziennikarka.

Czy seanse "Smoleńska" zdominują środowiska, które będą czuwać nad "właściwym" odbiorem sztuki filmowej? Niestety wszystko wskazuje, że agresywnych zachowań może być więcej.

Napisz do autora: oskar.maya@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...