Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika "Uważam Rze"
Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika "Uważam Rze" Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Zmiany w prawie prasowym. Prasa nie ma obowiązku publikacji sprostowań i odpowiedzi. 14 czerwca oba przepisy straciły moc prawną. Dlaczego? Parlament nie zdążył ich zmienić w ustalonym przez Trybunał Konstytucyjny terminie.

REKLAMA
Trybunał Konstytucyjny w grudniu 2010 roku uznał przepisy mówiące o sprostowaniu i odpowiedzi prasowej za niekonstytucyjne. Zgodnie z nimi redaktor miał obowiązek zamieszczać "rzeczowe i odnoszące się do faktów" sprostowanie. Uznano to za niewystarczająco precyzyjne. Parlamentowi nie udało się zmienić tych zapisów w terminie wyznaczonym przez TK. Co za tym idzie? Przepisy przestają obowiązywać. Pytamy Pawła Lisickiego, redaktora naczelnego "Uważam Rze", jak zmieni się sytuacja prasy.
Prasa będzie mogła drukować wszystko?
Teoretycznie tak, ale redaktorzy potrafią przewidzieć skutki swoich działań. Nie sądzę, by korzystali z braku konieczności pisania sprostowań i odpowiedzi. Teksty kontrowersyjne będą przechodziły taką samą procedurą jak poprzednio, by uniknąć niedociągnięć. Tak przynajmniej będzie w "Uważam Rze".

Rozmówcy nabiorą wody w usta w obawie o swój wizerunek?
Co prawda na chwilę obecną nie mają ochrony wynikającej z prawa prasowego, nie sądzę jednak, że będą bali się mówić. Mają przecież ochronę wynikającą z prawa cywilnego. Dodatkowo w wielu przypadkach relacje media - rozmówcy bazują na zaufaniu. Ale trzeba pamiętać, że to tylko chwilowe. Gdyby to miało trwać, to może ludzie obawialiby się rozmawiać z prasą, lecz obecna sytuacja nie będzie ciągnąć się długo.

Zawinił parlament?
Oczywiście, że tak. Mieliśmy do czynienia ze słabą działalnością legislacyjną. Miały być zmiany, władza ustawodawcza zasugerowała totalnie kontrowersyjne rozwiązanie. Wycofali się z tego, bo podniosła się krytyka. W rezultacie nie wyrobili się w terminie i sytuacja jest jaka jest. Ale to tylko chwilowe.