„Solidarność” walczy o pracowników ochrony zdrowia? Chyba tylko Kaczyński mógłby powstrzymać bunt białego personelu

Na zdjęciu protest pielęgniarek w Lublinie, w 2015 r.  Zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu.
Na zdjęciu protest pielęgniarek w Lublinie, w 2015 r. Zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
NSZZ "Solidarność" protestem w Ministerstwie Zdrowia albo próbuje ratować swoją reputację, albo wbrew pozorom pomóc obecnemu rządowi opanować bunt wśród pracowników ochrony zdrowia w Polsce. To dziwne, że na kilka dni przed wielką manifestacją w Warszawie, ci którzy jej nie poparli protestują w siedzibie resortu zdrowia.


W sobotę, w Warszawie będą protestować przedstawiciele zawodów medycznych. Mówi się, że takiego buntu białego personelu Polska jeszcze nie widziała. Ulicami Warszawy ma przejść kilkadziesiąt tysięcy ludzi, którzy będą żądać zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia. Medycy skupieni są w Porozumieniu Zwodów Medycznych. Porozumienie to wiele organizacji związkowych i ich członków. Nie ma w nim jednak „Solidarności”, która nie poparła protestu medyków.


Pożegnanie ministra?
Tymczasem budynek resortu zdrowia zdecydowały się okupować pielęgniarki z "Solidarności". Sławomir Naumann, były wiceminister zdrowia powiedział w wywiadzie dla radia Zet, że to przygotowanie do pożegnania z hukiem ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła. O tym, że minister Radziwiłł może „zapłacić głową” za niepokoje w ochronie zdrowia mówi się już od jakiegoś czasu. Jednak problem w tym, że wymiana urzędnika nic nie zmieni w ochronie zdrowia i nie zmieni nastrojów wśród pracowników medycznych.


Jednak protest ,co by nie mówić propisowskiej "Solidarności", po którym odwołuje się ministra zdrowia może mieć znaczenie wizerunkowe dla samego NSZZ „Solidarność”. Po tym, jak związek nie poparł protestu Porozumienia Zawodów Medycznych i oczywiście odmówił w nim udziału, wielu pracowników medycznych miało do związku pretensje.
Roman Badach - Rogowski
Przewodniczący Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego

To, że "Solidarność" teraz protestuje w resorcie zdrowia jest bardzo ciekawym zjawiskiem. Zapraszaliśmy "Solidarność" do Porozumienia ale otrzymaliśmy odpowiedź, że nie poprą nas i nie przyłączą się do protestu. Dopiero jak zalała ich fala hejtu, to stwierdzili, że muszą coś zrobić, żeby nie odeszli od nich ludzie.

Działania NSZZ "Solidarność" nie pomieszają raczej szyków Porozumieniu Zawodów Medycznych. Ci, którzy zaplanowali przyjazd na sobotnią manifestację przyjadą nawet jeśli minister Radziwiłł straci stanowisko. Dlaczego? Bo nie o ministra tu chodzi, czy opcje rządzącą a o to, że przez wiele lat niedofinansowana ochrona zdrowia staje się praktycznie niewydolna.


Tu potrzebne są konkretne decyzje polityczne, a przede wszystkim decyzje finansowe. Na ochronę zdrowia w Polsce wydajemy trochę ponad 4 proc. PKB, powinniśmy wydawać 6 proc. Nie da się już reformować i uszczelniać. Zwyczajnie trzeba „dorzucić” pieniędzy, bo nie znikną kolejki do lekarzy, bo nie będzie nowoczesnych terapii, bo w końcu nie będzie personelu medycznego, który wyjechał lub wyjedzie „za chlebem” za granicę.

To uwiarygadnia medyków
Dr Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL działa w ramach Porozumienia Zawodów Medycznych) cieszy się z protestu, który zrobiła „Solidarność” w budynku Ministerstwa Zdrowia.

– To tylko pokazuje, że zwyczajnie mamy rację i nie chodzi tu o jakąś awanturę polityczną, o którą byliśmy posądzani. Ci, którzy zdecydowali się wziąć udział w sobotniej manifestacji nie zrezygnują, nawet gdyby zmieniono do soboty ministra zdrowia, bo minister zdrowia nie ma takich kompetencji, żeby zrealizować nasze postulaty. No chyba, żeby ministrem zdrowia został Jarosław Kaczyński, inna osoba nic tu nie zmieni – tłumaczy naTemat dr Bukiel.

Dodaje, że „Solidarność” swoim protestem w Ministerstwie Zdrowia tylko uwiarygodniła działania Porozumienia Zawodów Medycznych.

Z kolei Roman Badach - Rogowski przypomina, że podobne akcje „Solidarności” miały już miejsce wcześniej i przed innymi protestami.

W ostatniej chwili
„Solidarność” kilka dni temu, 14 września, wystosowała list do premier Beaty Szydło z prośbą o spotkanie, ponieważ ich zdaniem, rozmowy z Ministrem Zdrowia, nie przyniosły efektów a jedynie doprowadziły do radykalizacji w środowisku medycznym. Przedstawiciele „Solidarności”, którzy zdecydowali się na okupację resortu zdrowia żądali spotkania z Beatą Szydło.

Przypomnijmy, że 24 września w warszawskiej manifestacji w ramach Porozumienia Zawodów Medycznych będą protestować razem (co nigdy wcześniej się nie zdarzało) ratownicy medyczni, lekarze, pielęgniarki, fizjoterapeuci, dietetycy, radiolodzy i inni przedstawiciele zawodów medycznych. Walczą o zwiększenie finansowania ochrony zdrowia w Polsce.

System ochrony zdrowia jest tak niedofinansowany, że bez radykalnych decyzji finansowych nie da się utrzymać w Polsce na dłuższą metę normalnych warunków pracy dla personelu medycznego, jako takiego dostępu do świadczeń medycznych dla chorych, nie mówiąc już o dostępie do nowoczesnych technologii medycznych. Nie dziwi więc, że zmiana ministra zdrowia, czy kolejne obietnice nie są atrakcyjne dla przedstawicieli zawodów medycznych.

Napisz do autora: anna.kaczmarek@natemat.pl