
Niedługo po tym, jak z dania na dzień były minister skarbu Dawid Jackiewicz zniknął z rządu, partia zatrzasnęła drzwi przed Adamem Hofmanem. To tych dwóch mężczyzn było uznawanych za „kadrowych” Prawa i Sprawiedliwości, którzy pomagali znajomym w obejmowaniu lukratywnych posad. Kulisy ich działalności przedstawia „Newsweek”.
Z informacji przekazanych tygodnikowi przez członka Prawa i Sprawiedliwości wynika, że Jackiewicz liczył się z możliwością objęcia stanowiska prezesa w jednej z dużych spółek. Dla Adama Hofmana oznaczałoby to utratę wpływów w skarbie państwa.
Adam Hofman jedzie na Nowogrodzką, gdzie zostaje przyjęty przez Jarosława Kaczyńskiego. Jest zbity z tropu. Po powrocie z siedziby PiS przyzna znajomemu, że rozmowa potoczyła się niepomyślnie, a wokół niego oraz Jackiewicza dzieje się „coś złego”. Będzie to jego ostatnie spotkanie z prezesem.
Kiedy prezes Kaczyński przedstawił listę kandydatów do władz partii, Jackiewicz nie usłyszał swojego nazwiska. Wtedy pojawiły się spekulacje o dymisji ministra. Jackiewicz postanowił osobiście zweryfikować plotki na Nowogrodzkiej. Tam pod biurem prezesa spędził 6 godzin i ostatecznie nie został przyjęty. Dzień później obaj odbyli krótką rozmowę, po której wszystko stało się jasne.
A nagonka na Hofmana i Jackiewicza zaczęła się od razu po powrocie prezesa PiS z urlopu spędzonego właśnie w towarzystwie Brudzińskiego. Z donosami na ministra chodzili i inni – ludzie związani z Morawieckim, sfrustrowani posłowie, prezesi spółek, którym Jackiewicz wszedł w szkodę. Ale czy z takiego powodu Kaczyński mógłby urządzić polowanie z udziałem służb specjalnych?
– W takiej sytuacji tylko idiota by kradł. A przecież Adam nie jest głupi. Poza tym on miał mnóstwo możliwości legalnego zarobku, po co miałby robić lewe deale? – mówi informator „Newsweeka”. W komentarzu dla Onetu Hofman stwierdził tymczasem że „wszystkie decyzje personalne odnośnie do obsadzania spółek zapadały na najwyższym szczeblu na Nowogrodzkiej". – Innej możliwości nie było – podkreślił.
