
Na podsłuchu może być każdy, a przynajmniej żyć w przekonaniu, że jest. – Nie mówi się „jesteśmy podsłuchiwani”, tylko „słuchani”. Albo „słuchają nas”. Do tego charakterystyczny gest: podnosi się palec do góry i robi nim kółko, wskazując na sufit – mówi "Newsweekowi" Marcin Wojciechowski, publicysta kwartalnika „Liberté!”. Na myśli ma wszystkich o liberalnych poglądach - od rozpoznawalnych dziennikarzy przez byłych urzędników po polityków. Podsłuchu boją się też zwykli ludzie.
Wojciechowski niedawno usłyszał żart: „Nareszcie mamy rząd, który słucha społeczeństwa”. Sądzi, że PiS dużej części Polaków jawi się jako partia zagrażająca ich wolności, a jej działalność wzbudza tylko jedno skojarzenie. – To jest już psychoza, mania prześladowcza – ocenia rozmówca Renaty Kim i Weroniki Bruździak-Gębury. Poczucie, że coś wisi w powietrzu ma inny, szef śląskiego KOD Jarosław Marciniak. Przyznaje, że sam zachowuje ostrożność, zresztą sama organizacja też. Zabezpieczenia hasłami plików tekstowych i opisów projektów są na porządku dziennym.
Niepewni są też polityczni przeciwnicy PiS. Istnieje obawa przed prowokacją, nawet jeżeli niczego złego się nie zrobiło. – Panuje więc przekonanie, że ta władza będzie działać na zasadzie „dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”. Ostatnio dziennikarz jednego z prawicowych tygodników napisał przecież o szerokiej akcji zatrzymań, które planuje CBA. Opozycja może się więc spodziewać wszystkiego – prowokacji, nielegalnych podsłuchów, zatrzymań, aresztów – zauważa poseł PO Marcin Kierwiński.
Działacz Platformy zainstalował w telefonie aplikację Signal, szyfrującą rozmowy oraz wiadomości. Signala ma i kolejna rozmówczyni "Newsweeka", Barbara Nowacka. Wolałaby informacje takie jak te dotyczące stanu zdrowia nie trafiły w ręce stojących po drugiej stronie politycznej barykady. – Obawiam się też, że władza może w cyniczny sposób wyciągnąć cytaty z mojej korespondencji, z żartów zrobić rzeczy poważne i obrzucić mnie błotem – stwierdza. Z aplikacji korzysta sporo dziennikarzy i dziennikarek, jedna z nich wie, że robi to również rzeczniczka Jarosława Gowina. A Gowin uspokajał przecież, że nie trzeba bać się inwigilacji.
Strach nie ma może tylko wielkich oczu, może jest odpowiednią reakcją na całkiem realne zagrożenie. Wojciechowski przywołuje zachowanie dźwiękowca w TVP, który przypinając mu mikrofon zaczął mówić o pogodzie, potem został zwolniony. Publicysta pamięta jeszcze jak kierowca wysłany po niego przez telewizję ściszał głos, wskazując na guziczek przy szybie. Uważał, że to podsłuch. – A to był zwykły czujnik alarmu – mówi Wojciechowski. Bianka Mikołajewska z OKO.press dostrzega natomiast obawy u swoich rozmówców. Z jednej strony o samych siebie, z drugiej o wolne media, opozycję i środowisko biznesowe.
Więcej w najnowszym "Newsweeku".
