Victor Orban spodziewał się frekwencji na poziomie minimum 50 proc.
Victor Orban spodziewał się frekwencji na poziomie minimum 50 proc. Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

Viktor Orban zachęcał obywateli do udziału w referendum ws. uchodźców. Ostatecznie zagłosowała mniej niż połowa, a premier zapowiedział, że zamierza wszystko robić po swojemu.

REKLAMA
W referendum zapytano obywateli Węgier czy chcą, aby Unia Europejska mogła zarządzić, nawet bez zgody parlamentu, obowiązkowe osiedlanie w tym kraju obywateli innych państw. Nastroje na Węgrzech są jasne i zgodne z polityką Victora Orbana. Według sondaży 80 proc. mieszkańców uchodźców nie chce.
Tym bardziej dziwi frekwencja przy urnach. Według różnych szacunków zagłosowało od 39 do 44 proc. mieszkańców. Aby referendum było ważne, kartkę wrzucić musiałaby ponad połowa uprawnionych obywateli. Tych w kraju jest ok. 8,3 mln. Nie pomogła nawet wzmożona kampania antyimigracyjna Fideszu.
Według zeszłorocznych postanowień UE Węgry przyjąć mają dokładnie 1294 uchodźców. Rząd jest jednak przygotowany na nieważność referendum. Już rano Orban i czołowi politycy rządzącej partii zapewniali, że spełnią wolę większości głosujących.
Wcześniej Orban deklarował, że jeśli naród opowie się za przyjęciem uchodźców, poda się do dymisji. W niedzielę rano podtrzymał te słowa. Szanse na to, że głosy „za uchodźcami” będą tak liczne są bliskie zeru. Wyniki referendum poznamy o godzinie 22.
źródło: "The Guardian"