
Na zakończenie Czarnego Marszu w Poznaniu część manifestantów poszła pod siedzibę lokalnych struktur Prawa i Sprawiedliwości. Ktoś odpalił tam race, po czym doszło do interwencji policji. Zatrzymano trzy osoby.
REKLAMA
Z chwilą, gdy policjanci ruszyli na zgromadzonych przed siedzibą PiS, większość protestujących zastosowała bierny opór. Kobiety, które przyszły na marsz i znalazły się pod siedzibą PiS po prostu usiadły na chodniku. Według doniesień świadków, policjanci użyli przeciw nim gazu pieprzowego. Poszkodowany został też dziennikarz lokalnej stacji WTK. Policjanci zatrzymali trzy osoby.
„Policja pałuje kobiety”, „'56 pod siedzibą UB, '16 pod siedzibą PiS”, „Protestujące kobiety dostały gazem po oczach, w tle barwy ONR”, „PO rządzi w Poznaniu, to są starcia” – komentują internauci na Twitterze i Facebooku. Niektórzy twierdzą też, że wojna z kobietami zapowiada rychły PiS. Przypominają, że Poznań już raz w dziejach powojennych wystąpił przeciwko władzy.
W nocy policja podała bilans zamieszek. Okazało się, że w wyniku starć w Poznaniu rannych zostało pięciu funkcjonariuszy.
Policjanci nie winią jednak uczestników czarnego protestu, przyznają, że zamieszki mogły być wynikiem prowokacji grupy zadymiarzy. – Kiedy zakończyło się zgromadzenie na pl. Mickiewicza, grupa osób przeszła na ul. św. Marcin. Zaczęły być rzucane kamienie i petardy. Ta grupa przyszła w celu sprowokowania zajścia, mieli kominiarki i materiały pirotechniczne – relacjonował w TVP Info Mariusz Ciarka, rzecznik Komendanta Głównego Policji.
Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl
