
Futbol jest okrutny. Mój redakcyjny kolega, Kuba Radomski miał być na tym meczu. Wejściówki na mecz załatwione, rezerwacja na pociąg zrobiona. W dzień wyjazdu uświadomił sobie że …. nie ma ważnego paszportu. Wczoraj po pierwszej połowie pocieszał się: „słaby mecz, nie ma czego żałować”. Po drugiej chciał się rzucać z okna w Pałacu Kultury, gdzie oglądaliśmy to kapitalne spotkanie.
REKLAMA
Serio – gdybym mógł, zmieniłbym kanał w przerwie na cokolwiek innego. Gdybym mógł poszedłbym w przerwie spać. Na szczęście nie mogłem. Na szczęście, bo nie obejrzałbym 4 bramek, w tym dwóch nieziemskiej wprost urody, kilku wspaniałych interwencji i kilkudziesięciu akcji pod jedną i drugą bramkę. W drugiej części meczu Anglicy i Szwedzi zafundowali swoim kibicom (i nie tylko swoim) prawdziwy emocjonalny rollercoaster po którym niektórym niełatwo będzie zasnąć.
Co wiemy po tym meczu?
Przede wszystkim – Szwedzi jadą do domu. Futbol jest okrutny – dwie porażki i do widzenia. Jako druga drużyna w czasie Euro pakują walizki. Nie można nie odnieść wrażenia, że na własne życzenie. Tacy Irlandczycy, którzy przerabiają ten sam scenariusz, choć wzbudzają sympatię walecznością i ambicją byli słabsi od przeciwników w obu meczach. Szwedzi nie byli. Gdyby posiedli tę wyjątkową umiejętność dowożenia korzystnego wyniku do 90 minuty, mieliby 6 punktów i byliby teraz w ćwierćfinale.
Anglia może namieszać. W odniesieniu do „Synów Albionu” brzmi to trochę dziwnie, tak jakby napisać „na mundialu to Paragwaj będzie faworytem”, ale oni mogą być naprawdę „czarnym koniem” tych mistrzostw. Przede wszystkim odczarowali klątwę Szwedów, z którymi nigdy (!) nie wygrali w meczu o punkty. Może z rozpędu przełamią też inną klątwę – braku sukcesów na imprezach mistrzowskich, trwającą od 1966? Na pewno morale po dzisiejszym meczu szybuje w niebiosa.
Wczoraj oprócz jak zawsze świetnie grającego Gerrarda, pracowitego Parkera, błysnął Theo Wallcot. Wejść na boisko i w 20 minut strzelić bramkę i zaliczyć asystę? Czemu nie? To taka lekcja poglądowa dla trenera Smudy, że czasem warto dokonywać zmian przed 80 minutą i wpuścić kogoś szybkiego, ruchliwego.
Drugim bohaterem jest Welbeck. Jego gol na 3-2 to perełka, popis koordynacji , refleksu i technicznych umiejętności. Bramkarz Szwedów Isaksson pewnie cały czas zastanawia się „jak on mógł to strzelić?”. Trener Hodgson ma teraz nie lada problem.
Ma w linii ataku Carrola (bramka), Welbecka, a na mecz z Ukrainą wraca po dyskwalifikacji Wayne Rooney, który aż pali się do gry. I kogo tu posadzić na ławce?
Ma w linii ataku Carrola (bramka), Welbecka, a na mecz z Ukrainą wraca po dyskwalifikacji Wayne Rooney, który aż pali się do gry. I kogo tu posadzić na ławce?
Wiemy też, ale to już od jakiegoś czasu, że EURO utrzymuje niesamowicie wysoki poziom. To dopiero druga kolejka grupowa, a już można się kłócić o najlepsze mecze. Ale najlepiej poczekać, z tymi kłótniami bo jestem pewien, że najlepsze dopiero przed nami.