
Oczy po mamie, nos po tacie. Niech w górę podniesie rękę każdy kto choć raz to usłyszał i przynajmniej raz się tym oburzał. Fotograf Bobby Neel Adams zdawał sobie sprawę z podobieństwa do rodziców tak jak wielu z nas i od ponad dwóch dekada udowadnia, że ma rację. Nie tylko w swoim wypadku.
REKLAMA
Seria "Family Tree" Adamsa nie ma w sobie nic z technicznej komplikacji - każdy mógłby złożyć dwa zdjęcia, ale Adams robi z tego zestawienia majstersztyk. Twarze rodzica i dziecka łączy tak, że nie tyle wyglądają jak jedna osoba w różnym wieku, co właściwie nią są.
To samo o swoich dziełach mówi autor: Ta kompozytowe fotografie mogą być postrzegane jako niesamowite życiowe mapy - w rzeczywistości, montaże dwóch członków rodziny bywają mylone z montażem tej samej osoby w dwóch odległych etapach życia". Jego "Family Tree" przypomina o oczywistym, choć czasem lekceważonym byciu dziećmi swoich rodziców. i nie wyłącznie w sensie fizycznym.
Można powiedzieć, że Adams wyspecjalizował się w pokazywaniu upływu czasu. Interesuje go przemijanie, starzenie się - i widać to nie tylko patrząc na portrety z "Family Tree", ale i oglądając "AgeMaps" czy "Memento Mori", poświęcony zwierzętom.
źródło: businessinsider.com
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
