Polacy mieli wszystkie karty w swoich rękach. Przy wyniku meczu w Warszawie, zwyciężając dziś Czechów mogliśmy wyjść z grupy A na pierwszym miejscu! W ćwierćfinale zagralibyśmy wówczas na Stadionie Narodowym z drugą drużyną grupy B. - Przed mistrzostwami byłem sceptykiem, ale nie obraziłbym się, gdybyśmy wyszli z grupy, a mnie wytykano palcem, jako niedowiarka. Niestety okazało się, że to ja miałem racje - powiedział nam Wojciech Grzyb, były piłkarz Ruchu Chorzów.

REKLAMA

Wojciech Grzyb: Trudno mi jeszcze uwierzyć w to co się stało. Z przebiegu pierwszej połowy nic nie zapowiadało, że może być inny wynik niż nasza wygrana. Stwarzaliśmy więcej okazji, Czesi praktycznie nie istnieli. Niestety w drugiej odsłonie obraz gry uległ diametralnej zmianie. To Czesi byli zespołem lepszym.

Łukasz Cybul: Stracona bramka podcięła skrzydła Polakom, ale chyba było jeszcze wystarczająco czasu, aby odwrócić losy spotkania?

Zgadzam się. Mieliśmy ku temu okazję. Najlepszą miał chyba Błaszczykowski.

To on zawiódł najbardziej w tym spotkaniu?

Wydaje mi się, że nie. Słabo drugie kolejne spotkanie zagrał Lewandowski. Dzisiaj był kompletnie niewidoczny. Nie miał jednak łatwego zadania - był osamotniony w ataku. Czesi skutecznie odcinali go od podań.

Niewiele pomogły też zmiany przeprowadzone przez trenera Smudę.

Grosicki i Mierzejewski starali się, ale nic z tego nie wynikało. Nie wiem, w tych emocjach nie przypominam sobie, aby Brożek w ogóle zdołał dotknąć piłki. Jestem załamany. Przed mistrzostwami byłem sceptycznie nastawiony do naszych szans. Pomimo tego, że trafiliśmy do łatwej grupy, a skończyliśmy z dwoma punktami i dwoma golami.

Czesi i Grecy poradzą sobie w ćwierćfinale?

Moim zdaniem nie. Wyjście z grupy dla tych zespołów to wielki sukces. Kto wie, czy nie zbyt wielki. Według mnie mają szans z żadną drużyną z grupy B.