Premier Szydło na burmistrza jednego z polskich miast wyznaczyła człowieka, który ma wyrok za udział w pobiciu.
Premier Szydło na burmistrza jednego z polskich miast wyznaczyła człowieka, który ma wyrok za udział w pobiciu. Fot. Slawomir Kaminski/Agencja Gazeta

Tygodnik "Newsweek" dotarł do ciemnych kart życiorysu działacza PiS, którego Beata Szydło niedawno mianowała na burmistrza Lubrańca. Jacek Kowalewski ma mieć na sumieniu udział w pobiciu kijami i metalowym prętem oraz kopanie leżącego.

REKLAMA
Decyzja premier Beaty Szydło miała wywołać konsternację wśród mieszkańców Lubrańca. Nowego burmistrza pamiętali ze względu na udział w brutalnym pobiciu przed kilkunastoma laty. W sierpniu 1997 roku działacz Prawa i Sprawiedliwości brał udział w zajściu, które ciężko nazwać honorowym pojedynkiem.
Ofiarą padł Włodzimierz L. Według autorów reportażu z "Newsweeka" był sam. Uciekał przed pięcioma napastnikami. Gdy padł na ziemię otrzymał solidne kopniaki. Potem w ruch poszły kije, drewniane kątówki i metalowy pręt. Wśród bijących był Jacek Kowalewski. Trzy lata później usłyszał wyrok, który dziś jest już zatarty: dziewięć miesięcy, w zawieszeniu na trzy lata.
– Z prawnego punktu widzenia sprawa jest czysta, bo od zatarcia skazania napastnik spod lubranieckiej dyskoteki może się posługiwać zaświadczeniem o niekaralności. „Pan Jacek Kowalewski spełnił wszystkie wymogi, w tym przedstawił oryginał dokumentu z Krajowego Rejestru Karnego potwierdzający, iż na dzień 21 września 2016 r. nie figuruje w Kartotece Karnej tego rejestru” – podkreśla rzecznik prasowy wojewody Adrian Mól w e-mailu przesłanym do „Newsweeka”.
Kowalewski nie rozmawiał z redakcją. Wyjaśnił, że nie brał udziału w bójce i został oskarżony niesłusznie. Twierdzi, że z wyrokiem sądu nie dyskutuje, ale konsekwencje wyroku ponosi do dzisiaj, zawsze kiedy ubiega się o funkcje publiczne lub zmienia prace.
logo
Więcej na ten temat w nowym numerze tygodnika "Newsweek"