Fot. Magazyn Usta

– Mieszkaliśmy w jednym bloku. Pewnego dnia zabrakło mi cukru, więc postanowiłem zapukać do niego. Właściwie to się nie znaliśmy, ale zawsze zastanawiało mnie, skąd ten podejrzany aromat, który ciągle unosił się w okolicach jego drzwi… – odpowiada Rob Allanson, globalny ambasador marki Grant’s i jednocześnie światowej sławy znawca whisky, na pytanie, skąd zna Aleksandra Barona. – Eksperymentowałem z fermentacją. Z trzech poprzednich mieszkań mnie wyrzucili przez ten zapach – dodaje Baron, szef kuchni i właściciel restauracji Solec 44 i największy chyba w Polsce spec od kiszonek. – Koniec końców z tego ostatniego też wyleciałem. Dlatego wróciłem do Polski. Do Szkocji nie mam już prawa wjazdu… – zawiesza głos, trochę speszony, a Allanson dodaje: – No i jeszcze ten niefortunny incydent… Niewielka eksplozja, kilka słoików wybuchło. Nic takiego się nie stało, ale prasa strasznie to rozdmuchała, pewnie słyszałaś…

REKLAMA

Nie od dziś wiadomo, że więzi międzyludzkie hartują się w ekstremalnych sytuacjach, więc opowieść o tym, jak Rob Allanson poznał Aleksandra Barona idealnie prezentowałaby się na skrzydełku wspólnej książki konesera whisky i innowacyjnego szefa kuchni… gdyby tylko była prawdziwa. I gdyby panowie kiedykolwiek zdecydowali się wspólną publikację popełnić. Co nie byłoby głupim pomysłem: oprócz tego, że dogadują się jakby rzeczywiście kiedyś pod osłoną nocy uciekali ramię w ramię przed antyterrorystami Jej Królewskiej Mości, łączy ich przekonanie, że prawdziwe przyjaźnie rodzą się za stołem – nieważne: suto zastawionym, barowym czy kuchennym, tym ustawionym w domu rodzinnym, czy tym, stojącym w wynajmowanym na emigracji mieszkaniu. Na naszym stał talerz z gęsiną i butelka whisky – idealny punkt wyjścia do rozmowy na temat szkocko-polskiego kulinarnego i kulturowego powinowactwa, a także pretekst do stworzenia wyjątkowego dania, które wraz ze szklaneczką Grant's Select Reserve, zagościło w listopadowej karcie Solca 44.

Przy stole, po angielsku, o polskim i szkockim jedzeniu
Przy stole, po angielsku, o polskim i szkockim jedzeniu Fot. Maciej Stanik

Polak, Szkot – dwa bratanki Tak naprawdę poznali się na obiedzie. – I nie, to nie była randka, więc typowo i nudno – śmieje się Rob, choć nie ma do końca racji. Dania, które na okoliczność tamtego wieczoru stworzył Aleksander, miały odpowiadać konkretnym wariantom whisky Grant’s. – Menu komponowałem, czerpiąc z moich polskich i szkockich doświadczeń. Były tam dania typowo polskie przygotowane z typowo szkockich składników, a czasem dokładnie odwrotnie – wspomina szef kuchni. Dla kogoś, kto tak jak Baron swoje kuchenne szlify zbierał właśnie w szkockiej kuchni, wspólne mianowniki nasuwały się pewnie same. Ale czy przeciętnemu konsumentowi bigosu i gołąbków uszy by się trzęsły na parującym talerzem… no właśnie, czego? Z widzenia kojarzę haggis – bo to przecież kaszanka, tyle że z płatków owsianych. Z internetowych doniesień z kolei – budkę na szkockim wybrzeżu, która jako pierwsza zaczęła serwować smażone w głębokim tłuszczu batoniki.

Smażony batonik i haggis? Podsumowanie szkockiej kuchni śmiechu warte
Smażony batonik i haggis? Podsumowanie szkockiej kuchni śmiechu warte Fot. Maciej Stanik

– Bardzo stereotypowe i krzywdzące myślenie – beszta mnie Rob, a szef Baron w odpowiedzi na moje ignoranctwo kręci głową: – Kompletnie nieprawdziwa opinia. Nasze kuchnie mają wiele punktów wspólnych. Lubimy tłuszcz, w najlepszym tego słowa rozumieniu. Lubimy dymić... – Ale odpowiedzialnie – zaznacza, śmiejąc się Rob, a Aleksander dodaje, że szkocki sposób wędzenia odrobinę jednak się od polskiego różni: – Częściej używa się tam zimnego dymu. Takich wędzonych dorszy, jak w Szkocji, nie znajdziemy nigdzie w Polsce – stwierdza.

Rob Allanson
Rob Allanson Fot. Maciej Stanik

Ze Szkotami dzielimy również zamiłowanie do różnego rodzaju kasz i warzyw korzeniowych. Ich tradycje kulinarne, podobnie jak nasze, kształtowały się zarówno na królewskich stołach, jak i bieda-wyszynkach. I zarówno my, jak i Szkoci potrafimy wprawić w zachwyt (lub, jak kto woli, przerażenie) zagranicznych gości, serwując na kolację coś z tzw. „piątej ćwiartki”: flaki, wątróbkę, ozorki czy grasicę.

Aleksander Baron
Aleksander Baron Fot. Maciej Stanik

– Ale najważniejsze, że zarówno my, jak i oni po prostu lubimy dobrze jeść – konkluduje szef. Dowodem na prawdziwość tych słów ma być danie, które chwilę wcześniej wyszło z kuchni.

Gąska lubi pływać – w dobrym towarzystwie Zdaniem Barona w Polsce od jakiegoś czasu trwa gastronomiczna rewolucja – w poszukiwaniu kuchennych inspiracji nie boimy się już pogrzebać głębiej – do czasów przed PRL-owskich czy nawet przedwojennych. – Najlepszym przykładem jest ta oto gęś. Przez ostatnie 20 lat gęsinę głównie eksportowaliśmy. Parę lat temu, kiedy chciałem ją serwować na Solcu, kupiłem wyhodowaną w Polsce gęś z etykietą… niemiecką – śmieje się szef, który na okoliczność spotkania postanowił ubrać polską gęś w szkockie piórka marki Grant’s.

Polska gęś w szkockim wydaniu
Polska gęś w szkockim wydaniu Fot. Maciej Stanik

– Whisky Grant's Select Reserve ma bardzo wyrazisty smak, dlatego danie, które będzie do niej pasować, również musi opierać się na mocnych akcentach. I choć do gotowania nie użyłem alkoholu, praktycznie wszystkie pięć smaków, jakie mamy na tym talerzu, znajdziemy w tej konkretnej whisky – tłumaczy, a Allanson uściśla:

W smaku Grant's Select Reserve zawarta jest idealna równowaga ogromnego bogactwa harmonijnej słodyczy i charakterystycznych, dymno-torfowych nut, niespotykanych dotychczas w whisky Grant’s. Degustując Grant’s Select Reserve, odkryjemy całe spektrum doznań – wanilię, kwiaty, pieczone jabłka, brzoskwinie, gotowane gruszki, gorzką czekoladę, a także wyraźny, ciepły aromat dymu z ogniska. Twoje danie powoduje, że wszystkie te smaki wybijają się po kolei.

Rob Allanson

globalny ambasador marki Grant’s

Spod porcji zwieńczonego chrupiącą skórką mięsa wyłania się grillowana brukiew – warzywo przez ostatnie 60 czy 70 lat kompletnie u nas zapomniane, za to ogromnie popularne w Szkocji. – Jest drugie po ziemniaku – potwierdza Rob. – Ale nigdy wcześniej nie widziałem, żeby ktoś ją piekł.

Fot. Maciej Stanik

Dań inspirowanych i pasujących do różnego rodzaju alkoholi Baron ma w swoim repertuarze mnóstwo. Jak sam przyznaje, swoją przygodę rozpoczynał od wina. – Później stwierdziłem jednak, że przecież mam do dyspozycji tyle fantastycznych polskich alkoholi – cydry, wódki – dlaczego więc nie spróbować iść w tym kierunku? – pyta retorycznie. – Pytany o to, czym kieruje się, dobierając alkohol do dania, tłumaczy, że drogi są dwie: szukać podobieństw lub kontrastów. – To tak jak z pogodą. Zimne prosecco w upalny dzień to oczywisty wybór. Któregoś razu postanowiłem zamówić je, kiedy za oknem było ciemno i deszczowo. Okazało się, że wtedy smakowało mi jak nigdy wcześniej – twierdzi szef.

I o ile nikogo nie dziwi popijanie wina czy piwa do obiadu, to mocniejsze alkohole spotyka się w tym wydaniu rzadziej. Allanson przekonuje jednak, że whisky znakomicie się w tej roli sprawdza. – Nie ma tu żadnych konkretnych zasad, poza jedną – pij tak, żeby ci smakowało – przekonuje ambasador Grant’sa. I jeśli chcecie w tym momencie głośno zaprotestować i przywołać znajomych pseudosnobów, którzy śmią zalewać bursztynowy trunek litrami gazowanego picia – powstrzymajcie się. – Jeśli lubisz mieszać whisky z colą, nie ma problemu. Jeśli chcesz je sączyć do obiadu, możesz dodać wody. Tak naprawdę whisky to drożdże, jęczmień i woda – prosta kombinacja, która ze względu na niezwykle bogaty wachlarz smaków daje nieskończone możliwości. Whisky pasuje do wszystkiego. Oprócz śniadania – mówi półżartem, ale chyba jednak bardziej serio.

Fot. Maciej Stanik

Baron dodaje, że wbrew pozorom nasz rodzimy alkohol także sprawdzi się w roli innej niż przerywnik pomiędzy zakąskami. – Wódka świetnie pasuje na przykład do różnego rodzaju zup. Gdybyśmy obok parującego talerza spróbowali postawić na przykład wino, Francuzi dostaliby zawału. A ostry smak wódki sprawdza się w tej sytuacji idealnie – twierdzi Baron, a Allanson ochoczo potakuje.

Z lekką dozą sceptycyzmu dopytuję, czy ambasador Grant’sa rzeczywiście nie miałby oporów przed powolnym sączeniem naszej „ognistej wody”. Odpowiedź jest zaskakująca i dowodzi, jak bardzo szkocko-polskie więzi ostatnimi czasy się zacieśniają. – Absolutnie nie boję się nowych smaków, a wódkę cenię podobnie jak wiele innych polskich produktów, które dzisiaj w Szkocji można dostać praktycznie wszędzie. Uwielbiam wszystko, co kiszone – twierdzi Allanson i z miną znawcy przekonuje, że do kieliszka wódki najlepiej pasuje… kieliszek kwaśnej wody spod ogórków.

Pieczona gęś, wędzony jęczmień, kasza gryczana, pieczona brukiew, kwaśna śmietana, suska sechlońska, rozmaryn [przepis Aleksandra Barona]

Fot. Magazyn Usta

Gęś główka czosnku 5 gałązek rozmarynu sól pieprz

400g kaszy gryczanej 100g wędzonego jęczmienia (wykorzystywanego do produkcji piwa lub whisky) łyżeczka masła sól

brukiew łyżka masła

sos: 200ml wytopionego tłuszczu z gęsi 150g suski sechlońskiej upieczony czosnek 3 gałązki rozmarynu pieprz

Przepis: Gęś nadziej czosnkiem i rozmarynem- najlepiej bezpośrednio pod skórą. Natrzyj całą solą- wewnątrz i zewnątrz. Piecz przez 15 minut w 190 stopniach, następnie obłóż ją kilkoma gałązkami rozmarynu, zmniejsz temperaturę do 130 stopni i piecz przez kolejne 2 godziny. Z gęsi wytopi się sporo tłuszczu, którym możesz ją, od czasu do czasu, podlewać. Brukiew pokrój na plastry grubości ok. 1- 1,5 cm, przesmaruj masłem, oprósz solą i pieprzem, Piecz do miękkości, śmiało możesz dorzucić ją do gęsi na ostatnie 15-20 minut pieczenia.

Kaszę gryczaną upraż na patelni i gotuj przez 10 minut- tak aby zachować sypkość. Jęczmień należy starannie opłukać w zimnej bieżącej wodzie, a następnie gotować przez około 40-45 minut. Zmieszaj go z kaszą w stosunku 4:1 i delikatnie podlej gęsim tłuszczem. Resztę tłuszczu, który wytopi się z gęsi, upieczony czosnek, gałązki rozmarynu zmiksuj blenderem z suską sechlońską do uzyskania jednolitej emulsji, jeżeli potrzeba przetrzyj przez sito. Układaj kolejno brukiew, kaszę i jęczmień, sos, kwaśną śmietanę i część gęsi.

Co, jak i dlaczego:

Pieczona gęś – odwołanie się do polskiej tradycji, sezon na gęś, zbieżność z akcją Gęsina na Św. Marcina, najlepszy sezon, jeden z najlepszych polskich produktów eksportowych, tłuste aromatyczne mięso doskonale paruje się z whisky. W Szkocji gęsi są również cenione, występują w różnych gatunkach. Ciężko powiedzieć ze są popularne - zresztą tak samo jak w Polsce - należą do kuchni "wyższej". Dziś nawiązuje do rodzinnego lub towarzyskiego spotkania.

Wędzony jęczmień – słodowany - naturalnie materiał do produkcji whisky, bardzo ciekawe kulinarnie, bogate w wartości odżywcze (dzięki temu, że jest całym ziarnem z łuską) delikatny smak wędzenia. Jęczmień nawet po dobrym ugotowaniu jest dość twardy – dlatego świetnie łączy się z np kaszami. Dlatego:

Kasza gryczana – najbardziej polska, bardzo mało znana w Szkocji. Smak palenia idealnie współgra z resztą potrawy i z Grant's Select Reserve

Pieczona brukiew – moim zdaniem po ziemniakach najpopularniejsza bulwa w Szkocji, w Polsce przez lata używana jako roślina pastewna, teraz wraca w wielkim stylu. Po ugotowaniu robi się pomarańczowa, soczysta, w smaku jest słodka, z lekką (przyjemną goryczą) – co moim zdaniem jest idealne do gęsi i naszego pairingu.

Kwaśna śmietana – o różnicach w przemyśle mleczarskim między Szkocją a Polską można by długo, a za ich śmietanami tęsknie najbardziej. Kwaśna, tłusta śmietana "ponosi" smaki – przedłuża je. Smak kwaśny dopełni wszystkie 5 smaków.

Suska sechlońska – bardzo lokalny produkt, przy fakcie, że Szkoci wędzą prawie wszystko fakt, że śliwki nie wędzą jest zdumiewając. Dodatkowy smak wędzenia, bardzo szlachetna słodycz, umami.

Rozmaryn – zioło najbardziej charakterystyczne dla dawnej kuchni polskiej, popularny w Szkocji, idealnie pasujące do całego dania.

Obecność 5 smaków tj, słodkiego, gorzkiego, kwaśnego, słonego i umami tworzy danie kompletne, żeby nie powiedzieć doskonałe. To będzie idealne połączenie z Grant's Select Reserve, która ma mocny, słodko-torfowy smak, dobry pazur, delikatne wędzenie, wyraźną beczkę.