
– Mieszkaliśmy w jednym bloku. Pewnego dnia zabrakło mi cukru, więc postanowiłem zapukać do niego. Właściwie to się nie znaliśmy, ale zawsze zastanawiało mnie, skąd ten podejrzany aromat, który ciągle unosił się w okolicach jego drzwi… – odpowiada Rob Allanson, globalny ambasador marki Grant’s i jednocześnie światowej sławy znawca whisky, na pytanie, skąd zna Aleksandra Barona. – Eksperymentowałem z fermentacją. Z trzech poprzednich mieszkań mnie wyrzucili przez ten zapach – dodaje Baron, szef kuchni i właściciel restauracji Solec 44 i największy chyba w Polsce spec od kiszonek. – Koniec końców z tego ostatniego też wyleciałem. Dlatego wróciłem do Polski. Do Szkocji nie mam już prawa wjazdu… – zawiesza głos, trochę speszony, a Allanson dodaje: – No i jeszcze ten niefortunny incydent… Niewielka eksplozja, kilka słoików wybuchło. Nic takiego się nie stało, ale prasa strasznie to rozdmuchała, pewnie słyszałaś…
Tak naprawdę poznali się na obiedzie. – I nie, to nie była randka, więc typowo i nudno – śmieje się Rob, choć nie ma do końca racji. Dania, które na okoliczność tamtego wieczoru stworzył Aleksander, miały odpowiadać konkretnym wariantom whisky Grant’s. – Menu komponowałem, czerpiąc z moich polskich i szkockich doświadczeń. Były tam dania typowo polskie przygotowane z typowo szkockich składników, a czasem dokładnie odwrotnie – wspomina szef kuchni. Dla kogoś, kto tak jak Baron swoje kuchenne szlify zbierał właśnie w szkockiej kuchni, wspólne mianowniki nasuwały się pewnie same. Ale czy przeciętnemu konsumentowi bigosu i gołąbków uszy by się trzęsły na parującym talerzem… no właśnie, czego? Z widzenia kojarzę haggis – bo to przecież kaszanka, tyle że z płatków owsianych. Z internetowych doniesień z kolei – budkę na szkockim wybrzeżu, która jako pierwsza zaczęła serwować smażone w głębokim tłuszczu batoniki.
Zdaniem Barona w Polsce od jakiegoś czasu trwa gastronomiczna rewolucja – w poszukiwaniu kuchennych inspiracji nie boimy się już pogrzebać głębiej – do czasów przed PRL-owskich czy nawet przedwojennych. – Najlepszym przykładem jest ta oto gęś. Przez ostatnie 20 lat gęsinę głównie eksportowaliśmy. Parę lat temu, kiedy chciałem ją serwować na Solcu, kupiłem wyhodowaną w Polsce gęś z etykietą… niemiecką – śmieje się szef, który na okoliczność spotkania postanowił ubrać polską gęś w szkockie piórka marki Grant’s.
W smaku Grant's Select Reserve zawarta jest idealna równowaga ogromnego bogactwa harmonijnej słodyczy i charakterystycznych, dymno-torfowych nut, niespotykanych dotychczas w whisky Grant’s. Degustując Grant’s Select Reserve, odkryjemy całe spektrum doznań – wanilię, kwiaty, pieczone jabłka, brzoskwinie, gotowane gruszki, gorzką czekoladę, a także wyraźny, ciepły aromat dymu z ogniska. Twoje danie powoduje, że wszystkie te smaki wybijają się po kolei.
Pieczona gęś, wędzony jęczmień, kasza gryczana, pieczona brukiew, kwaśna śmietana, suska sechlońska, rozmaryn [przepis Aleksandra Barona]
główka czosnku
5 gałązek rozmarynu
sól
pieprz
100g wędzonego jęczmienia (wykorzystywanego do produkcji piwa lub whisky)
łyżeczka masła
sól
łyżka masła
200ml wytopionego tłuszczu z gęsi
150g suski sechlońskiej
upieczony czosnek
3 gałązki rozmarynu
pieprz
Gęś nadziej czosnkiem i rozmarynem- najlepiej bezpośrednio pod skórą. Natrzyj całą solą- wewnątrz i zewnątrz. Piecz przez 15 minut w 190 stopniach, następnie obłóż ją kilkoma gałązkami rozmarynu, zmniejsz temperaturę do 130 stopni i piecz przez kolejne 2 godziny. Z gęsi wytopi się sporo tłuszczu, którym możesz ją, od czasu do czasu, podlewać.
Brukiew pokrój na plastry grubości ok. 1- 1,5 cm, przesmaruj masłem, oprósz solą i pieprzem, Piecz do miękkości, śmiało możesz dorzucić ją do gęsi na ostatnie 15-20 minut pieczenia.
