Stefan Michnik, czyli "bezwiedne narzędzie terroru". Kim jest brat Adama Michnika, o którym lubi przypominać prawica?

Stefan Michnik to dla przeciwników Adama Michnika doskonałe paliwo.
Stefan Michnik to dla przeciwników Adama Michnika doskonałe paliwo. Fot. Łukasz Głowala / Agencja Gazeta
"Proszę pozdrowić brata" – to jedno zdanie rzucone w stronę Adama Michnika stało się hasłem dnia. Niektóre media zachwycają się, pisząc o odwadze pytającego i wściekłości malującej się na twarzy redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej", który wyzwał mężczyznę od chamów. Ale o co właściwie chodzi?

Zdanie dotyczyło innego Michnika, Stefana. Przyrodni brat Adama był w okresie komunizmu sędzią i jest oskarżany o zbrodnie stalinowskie. Na sumieniu ma mieć udział w procesach i skazywaniu przedwojennych oficerów Wojska Polskiego. Po 1956 roku część z osądzanych przez Michnika ofiar zrehabilitowano.
Wydawał wyroki, teraz jego chcą osądzić
Podczas procesów, na których był jednym z sędziów wyroki śmierci wydano m.in. na majora Zefiryna Michallę, biorącego udział w kampanii wrześniowej, por. Andrzeja Czaykowskiego, jednego z cichociemnych i dowódcę podczas powstania warszawskiego, czy majora Karola Sęka, oficera NZW. Z listy wyroków składów sędziowskich, w których zasiadał Michnik wykonano większość. Niektórzy ze skazanych zginęli w więzieniach z innych przyczyn.

Niektóre z procesów, w których uczestniczył Stefan Michnik

- majora Zefiryna Machalli (wyrok śmierci, pośmiertnie rehabilitowany, skład sędziowski podjął wspólną decyzję o niedopuszczeniu obrońcy do procesu, o wykonaniu wyroku nie poinformowano rodziny),
- pułkownika Maksymiliana Chojeckiego (niewykonany wyrok śmierci),
- por. Andrzeja Czaykowskiego, w którego egzekucji uczestniczył,
- majora Jerzego Lewandowskiego (niewykonany wyrok śmierci),
- pułkownika Stanisława Weckiego wykładowcy Akademii Sztabu Generalnego (13 lat więzienia, zmarł torturowany, pośmiertnie zrehabilitowany),
- majora Zenona Tarasiewicza,
- pułkownika Romualda Sidorskiego redaktora naczelnego Przeglądu Kwatermistrzowskiego (12 lat więzienia, zmarł wskutek złego stanu zdrowia, pośmiertnie zrehabilitowany),
- podpułkownika Aleksandra Kowalskiego,
- majora Karola Sęka, artylerzysty spod Radomia, przedwojennego oficera, potem oficera Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (wyrok śmierci, stracony w 1952).

Stefan Michnik po latach tłumaczył to naiwnością młodego działacza komunistycznego. Przyznał, że nieświadomie stał się narzędziem terroru.

– Używano nas, młodych sędziów, do rozpoznawania tych spraw, dlatego że nas łatwo można było dostosować do sytemu, używać jako bezwiedne narzędzie terroru w stosunku do niewinnych ludzi. Nam wtedy imponowało powiedzenie o zaostrzającej się walce klasowej i nieprawdę powie ten, kto by twierdził, że wtedy z niechęcią rozpatrywał sprawy. Ja wiem, że raczej ludzie garnęli się do tych spraw, sam muszę przyznać, że kiedy dostałem pierwszy raz poważną sprawę, to nosiłem ją przy sobie i starałem się, żeby mi tej sprawy nie odebrano – mówił.

"Wyborcza" publikuje raport Komisji Mazura
Jako sędziego łamiącego praworządność Michnika wymieniła Komisja Mazura, powołana po śmierci Bieruta w celu badania łamania prawa przez organy ścigania. Treść raportu opublikowała w 1999 roku "Gazeta Wyborcza". Dziś Stefan Michnik jest ostatnim żyjącym z wymienionych tam stalinowskich sędziów.


W 1969 roku rewolucja zjadła własne dziecko. Chociaż Michnik działał na rzecz reżimu, dosięgły go represje ze względu na żydowskie korzenie. Postanowił opuścić PRL. Nie dostał wizy w Stanach Zjednoczonych, więc zamieszkał w Szwecji, gdzie przebywa do dzisiaj.

Po półwieczu od podpisania przez niego ostatniego wyroku, nie stanął przed polskim sądem. IPN rozważał wniosek o ekstradycję, wystawiono także Europejski Nakaz Aresztowania. Przymusowe postawienie Michnika przed sądem jest jednak praktycznie niemożliwe. Zgodnie ze szwedzkim prawem, zarzuty postawione mu przez Polskę uległy przedawnieniu, a wnioski o wydanie go są odrzucane.

Dla prawicy to bardzo wygodny człowiek
Dzisiaj Stefan Michnik nadal jest narzędziem - już nie reżimu, ale środowisk prawicowych, które chętnie przypominają o sprawie. Nie chodzi jednak o upominanie się o sprawiedliwość, ale o wygodny sposób na dogryzanie "Wyborczej" . Paradoksalnie, dla przeciwników Adama Michnika jest to bardzo wygodna sytuacja.

Zwrócił na to uwagę Jerzy Giedroyc pisząc w 2000 roku na łamach "Kultury Paryskiej", że "prawnicy polscy doskonale wiedzą, że ekstradycja obywatela szwedzkiego do kraju pozanordyckiego jest wykluczona, zapewne chodzi o zrobienie przykrości Adamowi Michnikowi, którego działalność jest coraz bardziej niewygodna w kampanii wyborczej".

Sam Adam Michnik na takie zaczepki wydaje się bardzo podatny, co chętnie podłapują media w rodzaju portalu wPolityce. W normalnych warunkach zazwyczaj w ogóle nie odnosi się do tej sprawy. Swoją, bardzo lakoniczną opinię na temat brata, wyraził jednak w książce "Między Panem a Plebanem".

"Kiedy zapadały najgorsze wyroki, Stefan był dwudziestoparoletnim człowiekiem, który niewiele rozumiał z tego, co się działo. Naturalnie to go nie usprawiedliwia, ale nie uzasadnia też aż takiego eksponowania jego roli w stalinowskich zbrodniach sądowych" – czytamy.

Napisz do autora: mateusz.albin@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...