Na długo przed KOD PiS organizował własne manifestacje przeciwko PO. Na zdjęciu Marsz Niepodległości i Solidarności w 2011 r.
Na długo przed KOD PiS organizował własne manifestacje przeciwko PO. Na zdjęciu Marsz Niepodległości i Solidarności w 2011 r. fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Beata Szydło ma żal do opozycji, że ta nie dała Prawu i Sprawiedliwości nawet stu dni spokoju, przed wytoczeniem ciężkich, politycznych dział. Pomijając to, czy polityka jest odpowiednim miejscem dla takich emocji, przypominamy jaką strategię PiS obierał na początku kadencji przeciwników.

REKLAMA
Beata Szydło uważa, że Prawo i Sprawiedliwość padło ofiarą zmasowanego ataku ze strony opozycji. Według premier, zanim nowy rząd zdążył podjąć jakiekolwiek działania, na ulice wyszedł KOD, a polityczni przeciwnicy rozpoczęli nagonkę.
– Wytoczono potężne polityczne działa przeciwko rządowi. Nie mieliśmy nawet symbolicznych stu dni spokoju. Jak szło przełamywanie swoistej inercji rządowej administracji, gdy zaczęliście zgłaszać własne postulaty? – przekonuje w wywiadzie.
Wszystko miało odbyć się dlatego, że jej partia stanęła po stronie zwykłych Polaków, a nie jedynie po stronie elit. A może to po prostu karma? Sprawdziliśmy, czy partia Jarosława Kaczyńskiego po poprzednich wyborach, okazywała takie "polityczne miłosierdzie", jakiego oczekuje dziś Szydło.

Rok 2001. U władzy SLD-UP

logo
Zdarzało się, że była zgoda. Na zdjęciu Roman Giertych, Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz i Donald Tusk. Rok 2001. fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta
Rok 2001 był początkiem istnienia Prawa i Sprawiedliwości. Partia, która wtedy zdobyła nieco ponad 9 proc. głosów, musiała do polityki wejść z hukiem. Wybory odbyły się we wrześniu, a już w grudniu działania PiS komentował cały Sejm. Dlaczego? Podczas jednej z obrad posłowie obrazili się na resztę i wyszli.
– Wczoraj była mowa o bredniach, o bzdurach, o majaczeniach. Natomiast nasze wyjście było reakcją na gorszące targi - które spowodowały wielogodzinną przerwę w obradach – między PSL a SLD – tłumaczył wtedy Lech Kaczyński.
Zarzucił także SLD, że marzy o powrocie do systemu jednopartyjnego i odbudowie komuny. Przekonywał także, że SLD realizuje program, który, zdaniem niektórych, miałby wprowadzać rozwiązania na wzór białoruskich.

Rok 2007. U władzy PO-PSL

Sytuacja była napięta. Wybory odbyły się po skróceniu kadencji PiS. IPN ujawniał wtedy katalogi osób publicznych, CBA zatrzymało Beatę Sawicką. W pierwszych dniach kadencji Sejmu ciężko było trzymać język za zębami, a PiS nawet nie usiłował być w tej kwestii przykładem.
Już w listopadzie, po głosowaniu za wotum zaufania, Jarosław Kaczyński zarzucał Platformie Obywatelskiej dwulicowość, mówiąc, że "z przodu jest uśmiech, z tyłu pałka".
Kaczyński stwierdził także, że PO zagraża demokracji w Polsce i zapowiedział, że jego partia będzie krytykiem tego, co uważa za szkodliwe. Po spotkaniu Lecha Kaczyńskiego z Tuskiem, politolodzy nie mieli zresztą złudzeń, że dla obu opcji spór jest korzystny. Prezydent Kaczyński wypowiadał się o nowym rządzie raczej z dystansem, ale nie zabrakło ciętych uwag. Kaczyński prognozował "niedobre zmiany" w życiu publicznym i sugerował PO wprowadzanie cenzury.

Rok 2011. U władzy PO-PSL

Docieramy do czasów niemal współczesnych. To już moment otwartej wojny między Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością. Tuż po wyborach PiS krytykował skład nowego rządu. - W sytuacji kiedy filozof jest ministrem sprawiedliwości, po prostu mucha nie siada - mówił Jerzy Polaczek.
Adam Hofman twierdził, że Tusk celowo stworzył rząd słabeuszy, a Mariusz Błaszczak przekonywał, że PO chodzi tylko o trwanie przy władzy. Wszystko jeszcze przed zaprzysiężeniem gabinetu.
Był to także moment, kiedy polska polityka wyszła na ulice. Po listopadowym Marszu Niepodległości Jarosław Kaczyński obwiniał Tuska za zamieszki. W grudniu PiS zorganizował własny Marsz Solidarności i Niepodległości. "Sikorski precz!", "Tusk do Berlina!", "Brońmy Polski!". To niektóre z haseł, które wtedy wykrzykiwano.
– Donald Tusk godzi w status Polski jako suwerennego państwa. O nasze interesy możemy dbać tylko my sami! Potrzebujemy rządu, który będzie dbał o nasze interesy – mówił wtedy szef PiS i zapowiadał walkę o odzyskanie suwerenności. Brzmi znajomo?

Napisz do autora: mateusz.albin@natemat.pl