
Pomiędzy swoim show roomem w Paryżu, atelier w Mediolanie i pracownią w Nowym Jorku podróżują z reguły prywatnymi odrzutowcami, względnie najbardziej biznesową z business-class. Szkicowniki noszą za nimi praktykanci, ołówki - asystenci, a igłę z nitką podają najbliżsi współpracownicy. Swoją wiedzę na temat tego, jak wygląda „przeciętna” kobieta czerpią z popremierowych rautów i celebryckich imprez. Trudno się oczekiwać, żeby światowej sławy projektanci przejmowali się tym, że stercząc pół godziny na przystanku w niezapinanym płaszczu a’la szlafrok można zamarznąć. Albo tym, że rękawy typu kimono ciężko wcisnąć w kurtkę i nie wyglądać później jak ludzik Michelina.
Metaliczny połysk
Koronkowa robota
Blue Velvet
Dresy na salonach
Puchata pilotka
Artykuł powstał we współpracy z Zalando.
