
Kto z nas nie kupił nigdy słodkiej bułki, kanapki czy szczypiorku od ulicznego sprzedawcy? Przepisy przepisami, ale tym razem w sieci naprawdę zawrzało. Wszystko po wpisie internauty, który był świadkiem ukarania około 60-letniej kobiety. Naraziła się strażnikom miejskim, bo nielegalnie sprzedawała kanapki - po złotówce za sztukę.
Postanowiliśmy pojechać na warszawską patelnię, aby sprawdzić, czy kobieta ukarana mandatem zrezygnowała z "procederu". Na miejscu okazało się, że nielegalne stoisko pod kioskiem jest dziś puste. Czyżby sprawiedliwości stało się zadość?
Znam ją z widzenia. To starsza kobieta, pewnie ma niską emeryturę, a tu sobie dorabia. Ale straż miejska na to nie patrzy - powinni udzielić jej upomnienia. Mają przecież taką możliwość.
Trzeba zarobić na życie. Niektórzy nie potrafią ukraść, tak jak ja... Może byłoby łatwiej, ale urlop jest za długi.
Handlarze zapowiadają, że nic ich nie zatrzyma, bo życiowa sytuacja każe im próbować łapać się jakiejkolwiek pracy, bez patrzenia na kary od Straży Miejskiej. – Ja mandatu nie zapłacę i tak, a towaru mi zabrać nie mogą. Owszem, mogą mnie karać, ale ja i tak przyjdę następnego dnia handlować – mówi Zbyszek.
Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl
