
Ma 26 lat, jest archelogiem, wygrała 100 tysięcy złotych w konkursie literackim, organizowanym przez... Biedronkę. Okazuje się bowiem, że to nie kampanie społeczne, ale znana sieć supermarketów tak jak nikt inny aktywizuje młodych do zainteresowania się literaturą.
Monika Radzikowska jest jedną z dwóch laureatek konkursu "Piórko 2016. Nagroda Biedronki za książkę dla dzieci”. Jury, w którego skład wchodzili redaktorzy Wydawnictwa Zielona Sowa, docenili jej pracę za tekst, natomiast w kategorii ilustracja zwyciężyła Monika Biała.
Platynowy debiut Monika Radzikowska o "Piórku” dowiedziała się przypadkiem, robiąc w dyskoncie zakupy. Zobaczyła plakat konkursu i pomyślała sobie, że fajnie byłoby wygrać. Wcześniej pisała, jak mówi, tylko do szuflady i nigdy w życiu nie wydała żadnej książki.
– Mój przykład pokazuje, że warto próbować – mówi Monika w rozmowie z naTemat. – Takie konkursy mogą wygrać zwykli ludzie tacy jak ja, bez żadnych układów i znajomości. Warto spróbować spełnić swoje marzenia.
Na co dziewczyna przeznaczy tak wysoką nagrodę? – Część na budowę rodzinnego domu, a część na jakieś drobne przyjemności i oczywiście podróże.

Książka Moniki nosi tytuł "Córka bajarza” i opowiada o przygodach pewnej rezolutnej dziewczynki, która przemierza świat. Taki temat na książkę nie jest przypadkowy. Dziewczyna, z wykształcenia archeolog, zwykle spędza wakacyjne miesiące na wyjazdach i biorąc udział w wykopaliskach.
Swoje doświadczenia opisuje na blogu "Archeolodzy w podróży", gdzie ujawnia spore poczucie humoru i literacki talent. Jej autorstwa są opisy wypraw do Rosji, Mongolii czy Skandynawii. Na co dzień natomiast, jak sama pisze o sobie, nie mieszka w Warszawie, ale w Separatystycznej Republice Wolnego Miasta Ząbki...
Bohaterka bajki Moniki także wybrała się w podróż, na której szlaku musi poradzić sobie z licznymi zadaniami. Tytułowa córka bajarza podczas przygód poznaje nie tylko nowe osoby i miejsca, ale przede wszystkim samą siebie. Jej książka jest więc pod wieloma względami klasyczna - to baśń, która ma mieć dla dzieci również wartość edukacyjną.
Co zadecydowało o wygranej książki Moniki? Członek jury, dziennikarz Jarosław Gugała tłumaczy:
Jarosław Gugała
Jest to już druga edycja konkursu literackiego Biedronki, a jej powodzenie – w każdej edycji konkursu nadesłano łącznie ponad 4 tysiące prac – pozwalają sądzić, że czekają nas kolejne. – Konkurs ma za cel walkę z pewnym deficytem, który dostrzegliśmy – tłumaczy agencji Newseria Alfred Kubczak, dyrektor ds. korporacyjnych Jeronimo Martins S.A. – Czytelnictwo spada w naszym kraju i wydaje nam się, że w odniesieniu do dzieci ma to szczególne znaczenie.
Dyskont zamiast księgarni
Książka "Szary domek”, która zajęła pierwsze miejsce w ubiegłym roku, sprzedała się w liczbie ponad 30 tysięcy sztuk. Nakład pierwszego wydania "Córki bajarza”, która trafiła do sklepów w poniedziałek, wynosi 45 tysięcy egzemplarzy. Publikacja tradycyjnie kosztuje 9,99 złotych.
Biedronka konsekwentnie realizuje swój plan rozpowszechniania czytelnictwa w Polsce i okazuje się, że w ciągu kilku lat urosła do rangi jednego z wydawniczych gigantów. Jak podaje serwis Newseria, podczas finałowej gali konkursu "Piórko 2016” szef sieci, Luís Araujo, ogłosił, że w ciągu ostatnich 5 lat we wszystkich sklepach Biedronka w Polsce sprzedano łącznie 35 mln egzemplarzy książek! Co więcej, 17 milionów było pozycjami dla dzieci i młodzieży.
Prócz konkursów i akcji zachęcających do czytania, kluczem do sukcesu wydawniczego Biedronki jest niewątpliwie to, że sprzedawane przez nią książki mają bardzo niskie ceny. W ramach jednej z akcji promocyjych ponad 2 miliony tytułów, w tym wiele nowości i bestsellerów, można było nabyć za niecałe 5 złotych.

To cena nieosiągalna dla zwykłych księgarni, które nie od dziś zmagają się z zarzutami, że książki są po prostu za drogie. Przyznają to nawet sami autorzy.
Zygmunt Miłoszewski
Od dawna nieprawdziwe jest też twierdzenie, że w dyskoncie nie dostaniemy wartościowych książek czy bestsellerów.
Pisarka Katarzyna Bonda, nagrodzona "Różami Gali” przekonywała w rozmowie z naTemat, że mało prestiżowy konkurs albo sprzedaż książek w dyskontach to nie powód do wstydu, ale sposób na dotarcie do szerokiego grona czytelników.
Katarzyna Bonda
Zgadza się z nią redaktor "Biblioteki Analiz" Paweł Waszczyk. – Jednym z argumentów wystawiania książek w dyskontach jest to, że ich klienci w życiu nie odwiedzają księgarni. Książka musi wychodzić do klienta, nie może czekać na półce w księgarni, to już nie te czasy.
Napisz do autora: lidia.pustelnik@natemat.pl
