Kanclerz Niemiec Angela Merkel nie ma zamiaru udawać, że rosyjska propaganda nie stanowi zagrożenia dla RFN. Za Odrą nie chcą, by Rosjanie mieli wpływ na ich wybory.
Kanclerz Niemiec Angela Merkel nie ma zamiaru udawać, że rosyjska propaganda nie stanowi zagrożenia dla RFN. Za Odrą nie chcą, by Rosjanie mieli wpływ na ich wybory. Prawo autorskie: mikewaters / 123RF Zdjęcie Seryjne

O tym, że Rosja ze swoją "wojną hybrydową" przesunęła się z Ukrainy już dużo dalej na zachód w Polsce wciąż mówi się z niedowierzaniem i bagatelizuje związane z tym zagrożenie. Tymczasem w Berlinie w tej sprawie zaczęli bić na alarm najgłośniej, jak się da. Na starcie gorącej kampanii wyborczej nikt nie chce, by Rosjanie odegrali w niej tak ważną rolę, jak miało to już miejsce w kilku państwach.

REKLAMA
Nie czas na dyplomatyczną poprawność
– Takie cyberataki są już częścią naszego codziennego życia. Musimy nauczyć się sobie z tym radzić – oznajmiła we wtorek Angela Merkel. Kanclerz Niemiec w ten sposób skomentowała ostatni potężny atak w cyberprzestrzeni, którego ofiarą padł koncern Deutsche Telekom i ponad milion korzystających z jego usług Niemców. Pod koniec minionego weekendu niespodziewanie mnóstwo obywateli, firm i instytucji zostało odciętych od dostępu do internetu, telefonii i telewizji.
Niby atak nie był zbyt dotkliwy, ale rząd w Berlinie nie mógł tego zbagatelizować. Po pierwsze, zaatakowano sieć strategicznego przedsiębiorstwa. Po drugie, mógł być to jedynie test lub mały pokaz siły. Pokaz tego, że Niemcy mogą zostać sparaliżowane i pogrążone w informacyjnym chaosie, jeśli tylko wróg sobie tego zażyczy. Merkel stwierdziła że służby – jak zwykle w takich przypadkach – nie są w stanie dokładnie określić, skąd atak nastąpił, ale jednocześnie bardzo wyraźnie podkreśliła, iż takie działania "są znane z rosyjskiej doktryny konfliktów hybrydowych".
Za Odrą coraz rzadziej mówią w takich sytuacjach, że doszło do nich przez "hakerów", czy "cyberprzestępców". W tej sprawie szczególnie dobitnie daje się do zrozumienia, że to nie efekt głupiej zabawy lub działalności przestępczej, a konfliktu z jasno określonym przeciwnikiem. Jest nim Rosja, która już lata temu stworzyła struktury odpowiedzialne za walkę w cyberprzestrzeni. Chodzi nie tylko hacking, ale też dezinformację i propagandę. Kreml korzysta dziś z tego wirtualnego arsenału chętniej niż ze słynnych "zielonych ludzików" z karabinami.
We wtorek Angela Merkel przypomniała o tym nie po raz pierwszy. – Już teraz w kraju dochodzi do cyberataków z Rosji – powiedziała wprost na początku listopada. Słowa te padły niedługo przed tym, gdy ogłosiła, iż powalczy o kolejne cztery lata na fotelu kanclerskim i de facto rozpoczęła się kampania wyborcza przed zaplanowanymi na wrzesień przyszłego roku wyborami parlamentarnymi. – Te ataki polegają między innymi na rozpowszechnianiu nieprawdziwych informacji. Może się więc zdarzyć, że będzie to odgrywało jakąś rolę w walce wyborczej – ostrzegała kanclerz.
Berlin uczy się na cudzych błędach
Powszechnie wiadomo bowiem o potężnych strukturach stworzonych m.in. w "rosyjskich Dolinach Krzemowych" w Zielenogradzie i Skolkowie. Czy w rodzinnym mieście Władimira Putina, przesiąkniętym KGB-owską przeszłością Sankt Petersburgu. Jak działa ten drugi ośrodek udało się ujawnić, gdy aktywnie brał on udział w propagandowej walce podczas agresji Rosji na Ukrainę.
Działania "Federalnej Agencji Informacyjnej" dokładnie opisywaliśmy wówczas w naTemat. Ówcześnie rządzący w Polsce niezbyt się tym jednak tym zagrożeniem przejmowali. Podobnie, jak ich koledzy z kilku innych państw będących w pierwszym rzędzie na celowniku Kremla.
Niemcy zamierzają uczyć się na tych błędach. Władze w Berlinie nie silą się już na dyplomatyczną poprawność i nie udają, że nic się nie dzieje. Angeli Merkel w ostrzeżeniach przed działaniami Rosji wtórował więc w rozmowie z "Süddeutsche Zeitung" szef niemieckiego wywiadu Bruno Kahl. Mówił, iż w Bundesnachrichtendienst dobrze wiedzą, że cyberataki i zakrojony na szeroką skalę trolling w internecie "są wręcz wspierane przez struktury państwowe". I nie krył, że chodzi o struktury Federacji Rosyjskiej.
Bruno Kahl tłumaczył też, że stawką w tym starciu nie jest to, czy powtórzy się sytuacja, że Niemcy spędzą weekend odcięci od internetu. Największe obawy wywiadu budzi to, iż rosyjscy spece od walki w cyberprzestrzeni za główne zadanie mogą mieć teraz "delegitymizację demokracji" także wśród Niemców. Szef BND przypomniał, iż taka akcja prawdopodobnie z powodzeniem została już przeprowadzona ostatnio w Stanach Zjednoczonych. – Mam wrażenie, że wynik wyborów w USA nie wywołał w Rosji nastroju żałoby... – oznajmił.
Na to, że Kreml pomógł Donaldowi Trumpowi zostać 45. prezydentem USA wskazują ustalenia dwóch niezależnych raportów przygotowanych po amerykańskich wyborach. Prowadzoną na szeroką skalę akcję dezinformacyjną i propagandową na rzecz wygranej Trumpa przeanalizowali zarówno eksperci Foreign Policy Research Institute, jak i grupy PropOrNot.
Obie instytucje zgromadziły dowody na to, że Twitter, Facebook i inne media społecznościowe służyły do rozpowszechniania fałszywych informacji kompromitujących Clinton i poprawiających pozycję Trumpa. Tworzono je także w niektórych portalach informacyjnych. Po analizie związków miedzy wszystkimi tego typu działaniami tropy prowadziły wprost do Rosji.
"Takich wydarzeń było kilka"
Jednak przykładów na to, jak Rosja potrafi dziś atakować bez jednego wystrzału być może Niemcy nie muszą szukać aż za oceanem. Może wystarczy, że spojrzą za Odrę. I zwrócą uwagę na to, co o kulisach zmiany władzy w Warszawie mówił jednej z liderów rosyjskiej opozycji demokratycznej Ilja Ponomariow.
– Rosja na pewno była zainteresowana dojściem Prawa i Sprawiedliwości do władzy – stwierdził na łamach "Krytyki Politycznej" już na początku roku. – Słynny skandal z podsłuchami ministrów i innych urzędników bez wątpienia grał na korzyść PiS. Takich wydarzeń było przynajmniej kilka. Uważam, że rosyjskie służby specjalne były w to poważnie zaangażowane – dodał Ponomariow.
Niemiecka scena polityczna zresztą również musiała już zmierzyć się z "hybrydowymi" działaniami Rosji. W kilka miesięcy temu kremlowskim specom od walki w cyberprzestrzeni udało się zyskać dostęp do części komputerów rządzącej CDU i innych dużych partii. Wcześniej wiązane z Rosją ataki przeprowadzono na Bundestag.
Niemcy się bronią
Od kilkunastu miesięcy Niemcy budują jednak w strukturach Bundeswehry jednostkę, która powinna być zdolna co najmniej do wykrywania, odpierania i przeciwdziałania atakom w cyberprzestrzeni, oraz dezinformacji i wymierzonej w stabilność niemieckiego państwa działalności propagandowej. A kto wie, czy i nie do odpłaty pięknym za nadobne...

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl