
Przypalony sznycel, w panierce ociekającej tłuszczem z frytury. Do tego - frytki, smażone na oleju pamiętającym zeszłoroczny śnieg i, jeśli mamy szczęście, lepki od majonezu, kupny kolesław - prawidła masowego żywienia w okolicach stoków są nieubłagane: ma być szybko i pożywnie. Poza tym, czy kotlet schabowy może być niedobry? O tym, jak bardzo może przekonujecie się jednak dopiero, kiedy obiad wjedzie na stół. A wtedy jest już za późno, bo czas goni, bo trzeba wracać na stok, bo “nie wydziwiaj”... Co bardziej kulinarnie wrażliwi wielu zimowych wyjazdów nie wspominają dobrze. Do czasu, aż nie trafią w rejony Południowego Tyrolu.
Od szefa kuchni, który otrzymuje gwiazdkę Michelin, raczej nie należy oczekiwać skromności, jednak Peter Girtler hołduje innej filozofii. W jego kuchni pierwsze skrzypce zawsze grają produkty - to one są gwiazdami na talerzach gości. - Staram się zawsze przywiązywać najwyższą wagę do składników, z których gotuję. Sprawdzam zarówno jakość, jak i dostawców. Najwyższą jakość dania można uzyskać tylko i wyłącznie wtedy, kiedy gotujesz z produktów, które znasz i lubisz, oraz kiedy kupujesz je od ludzi, których znasz i lubisz - podkreśla szef Girtler i dodaje, że jego kuchnia, choć opiera się w znacznej mierze na produktach regionalnych, ma również wymiar międzynarodowy:
Pierwszorzędne znaczenie ma zawsze jakość. Serwując turbota, który nie pochodzi z naszego regionu, muszę wiedzieć, że jest najlepszej jakości. Jeśli podaję go z quinoą, na pewno będę korzystał z tej, która pochodzi z upraw fair trade. Na talerzu znajdzie się też miejsce dla kapusty od lokalnego farmera. Szef, który nie zwraca uwagi na jakość produktów, nigdy nie osiągnie mistrzostwa.
Artykuł powstał we współpracy z IDM Südtirol.

