Teresa i Mirosław żyją za 600 zł miesięcznie. To właśnie dla takich ludzi jest "Szlachetna Paczka"

Teresa i Mirosław nie mają pracy.  Żyją za ok. 600 zł miesięcznie
Teresa i Mirosław nie mają pracy. Żyją za ok. 600 zł miesięcznie Fot. naTemat
20 proc. rodzin z chorym lub niepełnosprawnym dzieckiem nie ma łazienki. Ponad połowa rodzin wielodzietnych ma zaciągnięte pożyczki. Co trzeci senior wydaje na leki i mieszkanie ponad 70 proc. swoich miesięcznych dochodów. To tylko część z przerażających danych, jakie zebrali wolontariusze Szlachetnej Paczki, gdy poszukiwali osób potrzebujących pomocy. Beneficjentami mogą zostać jedynie rodziny, w których dochód na osobą nie przekracza miesięcznie 500 zł, w przypadku osób starszych i samotnych 600 zł. Odwiedziliśmy takie małżeństwo.


Teresa i Mirek spędzą Wigilię u jednej z córek Teresy. U nich w domu wieczerzy wyprawić się nie da. Żyją w jednym pokoju wypełnionym używanymi sprzętami, które dostali od dobrych ludzi. Jest jedno łóżko, krzywy stół i posłanie, na którym śpi pies, bo w nocy na podwórku jest mu za zimno. Na suficie pozostałość po przeciwpożarowej akcji strażaków, czyli grzyb. Aż trudno uwierzyć, że to środek cywilizowanego państwa w środku Europy, w drugiej dekadzie XXI wieku.


Na powitanie, na podwórku szczeka na mnie wilczurowaty pies wabiący się Zenek. Tak bez złości, raczej od niechcenia. Pokazuje, kto tu rządzi i tyle. 58-letnia Teresa, przegania go ze śmiechem i nieśmiało zaprasza do wnętrza chylącego się domu, przed którym leży świeżo przywieziona pryzma węgla. Prezent od opieki społecznej. – Przepraszam, my tam straszny bałagan mamy – mówi zakłopotana.


Gospodarze mają do dyspozycji mikroskopijną kuchni i jeden pokój. W kuchni jeszcze niedawno był piec węglowy, teraz jest kuchnia zasilana z butli gazowej i lodówka „z darów”. W pokoju obok, „z darów” jest wszystko. Pojedyncze łóżko, na którym śpią oboje gospodarze, szafa, regał i pralka. Wodę Teresa przynosi ze studni na podwórku, bo bieżącej nie ma. 30 tysięcy zł, które trzeba by zapłacić za podciągnięcie wodociągu, to kwota kosmiczna.

Za źródło ogrzewania służy piecyk typu „koza”. To on jest odpowiedzialny za największą tragedię, jaka spotkała Teresę i Mirosława. – Wyszłam do kuchni napalić w piecu, a jak wróciłam, to w pokoju się paliło. Strażacy powybijali okna, zalali chałupę, dosłownie wszystko poszło na zniszczenie. A od tamtej pory to sama bieda nas dotyka – opowiada Teresa, która całe życie pracowała jako sprzątaczka, ale za wcześnie odeszła na emeryturę i nie przysługują jej teraz żadne świadczenia. Podobnie jak Mirkowi.

Ani Teresa, ani Mirek nie mają stałego zajęcia. Ona dorabia sprzątaniem. Problem w tym, że niedawno pogryzł ją w rękę wściekły pies. Od tamtej pory, ręka boli i puchnie, więc pracować nie jest łatwo. W pokoju, jest zimno, bo węgiel trzeba oszczędzać. Zresztą gospodarze palą czym się da. – Opieka społeczna czasem pomaga, ale bardziej to dobrzy ludzie pomagają. W tym hotelu co jest w pobliżu, mój „syneczek” (to o Mirku) trochę dorabia. Dostajemy też od nich jedzenie, po weselach czy chrzcinach. Dają też pieczywo – opowiada rozmówczyni naTemat. Co miesiąc razem z mężem zarabiają ok. 500-600 zł na dwoje. Jak łatwo policzyć, dziennie mają na życie nie więcej niż 10 zł na osobę.


– Pierwsza rzecz po zarobieniu jakichś pieniędzy to wizyta w tanim sklepie i uzupełnienie lodówki. Na szczęście my dużo nie jemy. Paczka paluszków rybnych za 6 zł starcza nam na dwa dni. Jakiś pasztet, kawałek wędliny. Każdą nadwyżkę pakuję do zamrażalnika. Albo się dzielę z kimś, kto potrzebuje – mówi Teresa prezentując lodówkę. – Ona też jest od ludzi, bo stara się popsuła – mówi.

Jak ustalili wolontariusze „Szlachetnej paczki”, organizacji zajmującej się pomocą najbiedniejszym, w Polsce co trzeci senior, nie może wydać więcej niż 7 zł dziennie, żeby nie popaść w długi. – W blisko 15 proc. wielodzietnych rodzin, dotkniętych chorobą lub niepełnosprawnością na osobę przypada miesięcznie mniej niż 2 zł – mówi Joanna Stobierska ze „Szlachetnej Paczki”. – Co trzecia rodzina dotknięta nieszczęściem czuje się więźniem zaistniałej sytuacji, nie widzi perspektywy zmiany. Przyczynia się do tego ciągłe zmęczenie i myślenie o tym, jak przetrwać kolejny dzień – podkreśla Stobierska.

Na tle przygnębionych ludzi, o jakich mówi wolontariuszka „Szlachetnej Paczki”, Teresa i Mirek są chlubnym wyjątkiem. Trudno spotkać tak pogodne i uśmiechnięte osoby. – No przecież nie usiądę i nie zacznę płakać, bo co to da? Będzie jeszcze gorzej – przekonuje Teresa. – Trzeba sobie jakoś radzić – wtóruje jej Mirosław, głaszcząc czarnego jak noc kota Felka. Ich największym zmartwieniem jest to, że nie są w stanie zebrać środków na odremontowanie domu. – Sam bym to zrobił, ręce mam, ale nie stać nas na materiały. Oby tylko dach wytrzymał zimę – mówi mężczyzna, spoglądając z niepokojem na sufit.

Na dołączenie do Szlachetnej Paczki nigdy nie jest za późno. Wciąż można wesprzeć potrzebujących, chociażby za pośrednictwem strony internetowej. Można też, wesprzeć dzieci Indeks Akademii Przyszłości, czyli siostrzanego projektu Szlachetnej Paczki.

Napisz do autora: przemyslaw.penconek@natemat.pl