Madonna Kobietą Roku według "Billboardu". Jej przemówienie przejdzie do historii.
Madonna Kobietą Roku według "Billboardu". Jej przemówienie przejdzie do historii. Fot. facebook.com/madonna

Madonna została Kobietą Roku według magazynu "Billboard". Podczas przyjmowania tego tytułu, wygłosiła płomienną mowę – o nierównościach między kobietami a mężczyznami, trudnych początkach kariery oraz o tym, jak ciężko było jej żyć słysząc obelgi na swój temat – również ze strony przedstawicielek tej samej płci. Poniżej jego treść.

REKLAMA
Dziękuję za docenienie mojej umiejętności kontynuowania kariery przez 34 lata. W obliczu jawnej mizoginii, seksizmu, nieustającego poniżania i obelg. Kiedy zaczynałam, nie było internetu, ludzie musieli więc mówić mi wszystko prosto w oczy. Było niewiele osób, które musiałam poklepywać po plecach, bo życie było wówczas łatwiejsze.
Kiedy przyjechałam do Nowego Jorku po raz pierwszy, byłam nastolatką. Był rok 1979, a to miasto było przerażającym miejscem. W pierwszym roku mierzono do mnie z broni, zostałam zgwałcona na dachu budynku z przystawionym nożem do szyi. Włamano się do mojego mieszkania tyle razy, że przestałam zamykać drzwi. W kolejnych latach straciłam prawie wszystkich przyjaciół z powodu AIDS, narkotyków albo strzelaniny. Możecie sobie wyobrazić, że te wszystkie niespodziewane zdarzenia nie tylko pomogły mi stać się odważną kobietą, która teraz przed wami stoi, ale uzmysłowiły mi również, że jestem wrażliwa. I że w życiu nie ma prawdziwego bezpieczeństwa, poza wiarą w samego siebie oraz, że mój talent nie jest moją własnością. Nic nie jest moją własnością. Wszystko, co mam, jest darem od Boga. I nawet te wszystkie pieprzone wydarzenia, które mi się przytrafiają, też są darami, które dają mi lekcje i sprawiają, że jestem silniejsza.
Otrzymuję nagrodę Kobiety Roku, więc pomyślałam, co mogę powiedzieć o byciu kobietą w przemyśle muzycznym, co mogę powiedzieć o byciu kobietą w ogóle. Gdy zaczynałam pisać piosenki, nigdy nie myślałam w kategoriach płci. Nie myślałam o feminizmie. Chciałam po prostu być artystką. Oczywiście inspirowały mnie Debbie Harry, Chrissie Hynde i Aretha Franklin, ale moją prawdziwą muzą był David Bowie. Uosabiał ducha mężczyzny i kobiety, i to mi bardzo odpowiadało. Dzięki niemu pomyślałam, że nie ma zasad. Myliłam się. Owszem, nie ma zasad, jeśli jesteś chłopakiem. Jeżeli jesteś dziewczyną, musisz prowadzić grę. Na czym polega ta gra? Możesz być ładna, słodka i seksowna, ale niezbyt mądra. Nie miej własnego zdania. A przynajmniej takiego, które narusza status quo. Możesz być uprzedmiotowiana przez mężczyzn i możesz się ubierać jak dziwka, ale nie jesteś właścicielką swojego "dziwkarstwa". Nie ty podejmujesz decyzję, i nigdy, powtarzam, nigdy nie dziel się ze światem swoimi erotycznymi fantazjami. Bądź taka, jak chcą tego mężczyźni, ale przede wszystkim bądź taka, żeby podobać się kobietom, gdy stoisz u boku mężczyzn. I wreszcie... nie starzej się. Starzenie to grzech. Będziesz krytykowana, będziesz szkalowana. I na pewno nie będą cię grali w radio.
Gdy stałam się sławna, w „Playboyu” i „Penthousie” pojawiły się moje nagie zdjęcia. Zdjęcia ze szkoły artystycznej, w której kiedyś pozowałam, żeby zarobić na życie. Nie były zbyt seksowne, właściwie to wyglądam na nich na znudzoną, bo byłam. Oczekiwano, że te zdjęcia mnie zawstydzą. Ale nie zawstydziły. W końcu zostawiono mnie w spokoju, bo poślubiłam Seana Penna – nie dość, że on skopałby wam tyłki, to jeszcze ja zniknęłam z rynku. Więc na moment przestano mnie uważać za zagrożenie. Kilka lat później, jako singielka i rozwódka, przepraszam Sean, nagrałam album "Erotica" i wydano moją książkę "Sex". Pamiętam, że pisano o mnie na pierwszych stronach wszystkich gazet i magazynów i potępiano mnie w każdym tekście. Nazywano mnie dziwką i wiedźmą. W jednym z nagłówków porównano mnie do szatana. I pomyślałam sobie, momencik..., czy to nie Prince biega na obcasach, w kabaretkach, z pomalowanymi ustami i z tyłkiem na wierzchu? Tak. Tak właśnie było. Ale on był mężczyzną. Wtedy po raz pierwszy zrozumiałam tak naprawdę, że kobiety nie są tak samo wolne jak mężczyźni. To mnie sparaliżowało. Potrzebowałam chwili, żeby się pozbierać. I żeby dalej twórczo pracować. I żeby dalej żyć.
Odnalazłam pocieszenie w poezji Mayi Angelou, tekstach Jamesa Baldwina i w muzyce Niny Simon. Pamiętam, jak bardzo pragnęłam, by mieć przyjaciółkę, do której mogłabym się zwrócić się o wsparcie. Camile Paglia, słynna feministka, stwierdziła, że poprzez uprzedmiotowianie mojej seksualności cofam ruch kobiecy. "O – pomyślałam. – Zatem jeśli jesteś feministką, nie masz seksualności, wypierasz ją". Więc stwierdziłam, że to pieprzę. Jestem inną feministką! Jestem niedobrą feministką!
Ludzie uważają, że jestem taka kontrowersyjna, a ja myślę, że najbardziej kontrowersyjną rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiłam, jest to, że nadal tu jestem.
Chciałabym powiedzieć jedno wszystkim zgromadzonym tu kobietom: Kobiety były uciskane przez tak długi czas, że wierzą w to, co mężczyźni mówią na ich temat. I wierzą, że muszą wspierać mężczyzn, by coś zostało załatwione. Istnieją mężczyźni warci takiego wsparcia. Ale nie dlatego, że są mężczyznami, tylko dlatego, że na to zasługują. Jako kobiety musimy same zacząć doceniać swoją wartość i wartość każdej z nas. Poszukajcie silnych kobiet, aby się z nimi zaprzyjaźnić, stanąć po ich stronie, uczyć się od nich, inspirować nimi, współpracować z nimi, wspierać je, dać się im oświecić. Jak mówiłam wcześniej, nie tyle chodzi o nagrodę, ile o możliwość wystąpienia przed wami i podziękowania wam. Jako kobieta. Jako artystka. Jako człowiek. Nie tylko ludziom, którzy mnie kochali i wspierali przez cały czas (tak wielu z was siedzi tu teraz przede mną, nie macie pojęcia, jak wiele znaczy wasze wsparcie...). A wszystkim wątpiącym i hejterom, wszystkim, którzy zgotowali mi piekło i mówili, że nie mogę, że czegoś nie zrobię, że mi nie wolno... Wasz opór sprawił, że jestem silniejsza, dał mi kopa i uczynił twardą sztuką, którą jestem dzisiaj. Uczynił mnie kobietą, którą jestem. Dziękuję.