Dla Jarosława Kaczyńskiego najważniejsza jest ideologia. To ona najskuteczniej przyciąga ludzi do PiS. Wie, że dla niej może poświęcić wszystko. I wie, że tą ideologią jest po prostu on sam.
Dla Jarosława Kaczyńskiego najważniejsza jest ideologia. To ona najskuteczniej przyciąga ludzi do PiS. Wie, że dla niej może poświęcić wszystko. I wie, że tą ideologią jest po prostu on sam. Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta

W głośno komentowanej rozmowie z Reutersem prezes Prawa i Sprawiedliwości wprost oznajmił, że jest gotów poświęcić polską gospodarkę na rzecz przeforsowania swojej ideologii. Ważniejsze jest jednak to, co padło między słowami. Bo Jarosław Kaczyński dał odpowiedź na ciągłe pytania o to, jak sprawił, że grubo ponad jedna trzecia Polaków pójdzie za nim w ogień w każdej sytuacji, a podwładni bezwolnie realizują jego wizję.

REKLAMA
Skąd sukces rewolucji?
Owa wizja Polski, o której mówił Jarosław Kaczyński agencji Reuters to właśnie ta odpowiedź. Prezes Prawa i Sprawiedliwości szczerze mówił, że to, co robi w Warszawie jest "rewoltą" wartą wszelkich poświęceń, w tym ofiary z polskiej gospodarki.
A jak uczy historia, oprócz gniewu i bezkompromisowości, nieodłącznym elementem każdej rewolucji jest jasno określona ideologia. Coś, co funkcjonariuszom rewolucji pozwala co rano jakoś patrzeć w lustro, a ich sympatykom wierzyć, że uczestniczą w czymś więcej niż zwykła zmiana stołków. Tak działali za czasów Robespierre'a, później za Lenina, teraz to działa za Kaczyńskiego i sprawdzi się w przyszłości jeszcze wiele razy.
Pewną nowością, którą Jarosław Kaczyński dokłada do rewolucyjnych schematów od siebie jest jednak fakt, iż on nie tylko jest tym, kto ideologię tworzy i ją tłumaczy. To on jest całą ideologią. Bo w tym przypadku kult wodza to mało powiedziane... I rozmowa z Reutersem dobitnie pokazuje, że prezes PiS świetnie zdaje sobie z tego sprawę.
"Moja wizja"
Kluczowe są właśnie te kontrowersyjne słowa o rewolucji i gospodarce. Wszyscy cytują je głównie z myślą o kondycji złotego, inwestycjach zagranicznych i dynamice rozwoju. Tymczasem prezes o gospodarce mówić zbytnio nie lubi i także tym razem wcale nie o nią mu chodziło. Najważniejsze w tych kilku zdaniach jest to, iż Kaczyński opowiada, że nawet najbardziej kontrowersyjne ruchy usprawiedliwia jego "wizja państwa".
Jaka dokładnie jest ta wizja? Tego nie dowiedzieliśmy się przez ponad 15 lat istnienia PiS, kilka maratonów kampanii wyborczych, ani nie dowiadujemy się dziś. Bo nie ma to dla niego żadnego znaczenia. Jedyną ideologią, którą Jarosław Kaczyński ma do zaproponowania jest on sam. W słowach "moja wizja Polski". Gradacja ich znaczenia jest dokładnie taka, jak ich kolejność. Najważniejsze, że to wymyślił Kaczyński. Co wymyślił, ma drugorzędne znaczenie. Polska? Nie ma znaczenia prawie żadnego.
W skrócie, z najnowszego wywiadu z ust samego prezesa dostaliśmy dowody na to, że świetnie zdaje sobie sprawę z tego, iż jego pozycją i niewiarygodnym wpływem na ludzi stoją przede wszystkim wielkie emocje, a nie konkretne czyny. Niezłomne poszukiwanie "układu", później budowanie mitu smoleńskiego, a dzisiaj opowieści o krainie mlekiem i miodem płynącej za sprawą przelewów z opieki społecznej i bez konieczności dbania o gospodarkę wcale nie są prostymi receptami na sukces, jak twierdzi wielu. W tym głównie przeciwnicy PiS.
Jak guru
To wszystko raczej elementy "działalności ewangelizacyjnej", o której Ewa Wilk wspominała na łamach "Polityki" już wiosną, analizując to, jak Jarosław Kaczyński zbudował nie partię, a... sektę. Przesada? Argumentów za takim twierdzeniem prawie każdego dnia dostarczają sami ludzie "dobrej zmiany".
– Dla niego jestem w PiS, bo wiem, że to wielki patriota, który dobro polski ma na najważniejszym miejscu. To jest najważniejsza rzecz w jego życiu – mówił Marek Suski. – Jarosław Kaczyński w wizjonerski sposób zobaczył, że to się może udać, że Duda może wygrać. To największa iluminacja ostatnich 10 lat – wychwalał prezesa Jacek Kurski. – Pokazał wielu z nas, że można na politykę patrzeć inaczej – tylko nie można się bać. Jest dla mnie nauczycielem trudnej sztuki, jaką jest polityka –stwierdziła Beata Szydło. O tym, jak prezesa Kaczyńskiego ubóstwiają sympatyzujące z PiS media i jak traktują go wyborcy, nie trzeba przypominać.
We wspomnianej analizie porównującej ekipę "dobrej zmiany" do sekty zacytowano też badania antropolożki Moniki Milewskiej, która w swoich pracach diagnozowała m.in. to, jak i dlaczego funkcjonuje rosyjska wersja "dobrej zmiany", którą już prawie od dwóch dekad buduje Władimir Putin. Z badań o tego typu przywódcach (wspomniana badaczka sięga w analizie aż do czasów antycznych) wynika, że im dłużej i z większym powodzeniem sprawują oni władze, tym mocniej sami zaczynają wierzyć w obraz kogoś nadzwyczajnego, który wykreowali w oczach podwładnych i obywateli. Potem jest niestety jeszcze jeden etap. To... utrata kontaktu z rzeczywistością.
Jak pokazują sondażowe słupki, Jarosław Kaczyński od tego momentu jest chyba jeszcze bardzo daleko i nadal świetnie czuje wyborców. Podobnie jest z partią, którą przeprowadził bez większych sporów i podziałów przez najpotężniejszy kryzys parlamentarny, jaki mieliśmy w III RP.
Jednak, jak długo będzie w stanie utrzymać swoją nadzwyczajność? Czy znudzenie rewolucją nastąpi szybciej niż odrealnienie jej przywódcy? Oby tak się stało, bo historia uczy, że alternatywny scenariusz jest zawsze najbardziej kosztowny nie dla tego, kto się odrealnił sprawując władzę, a tych, którzy kontakt z rzeczywistością stracili, gdy pozwolili mu rządzić.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl